wtorek, 26 czerwca 2012

KOT W SZAFIE | TRUDNA PARA

Tytułowa trudna para to brąz i czerń. Wszędzie trąbią, że połączenie tych dwóch kolorów to totalna pomyłka, obciach i w ogóle - oznaka braku gustu. Część dziewczyn uważa jednak to zestawienie za zupełnie normalne, bo przecież czerń pasuje do każdego koloru.
Do tej pory byłam raczej sceptycznie nastawiona do zestawiania brązu i czerni, przez co niejednokrotnie z żalem odkładałam do szuflady beżowe czy brązowe ubrania - w większości moje buty są czarne - bo praktyczne. Dziś postanowiłam jednak 'zaryzykować' - brązowe elementy mojego stroju to torba i pasek, skórzana kurtka, której jednak na zdjęciach nie ma - okazała się niefotogeniczna, do których dobrałam czarne dżinsy z karmelowymi przeszyciami, prostą, białą bluzkę i czarne botki, o których pisałam w poprzednim poście. Panterkowa apaszka łączy trzy kolory - beż kurtki, rudość torby i czerń botków i dżinsów, a pseudo nerdy to moja metoda na okulary przeciwsłoneczne - mogę pod nimi schować swoje okulary korekcyjne! ;-)




zdjęcia: Karolina
bluzka, dżinsy - SH
botki - New Yorker
torba, apaszka, pasek - no name
bransoletki - Camaieu
okulary - Pepco 
brązowo-pomarańczowa szminka - Avon




Przy okazji zdjęcie miętowego lakieru z poprzedniego posta - kilka osób było ciekawych, jak wygląda na paznokciach. ;-) Mogę go spokojnie polecić - dwie warstwy i top coat trzymały bez odprysków prawie tydzień - u mojej mamy, a u mnie cztery dni - właśnie go zmyłam ;-)

Mam nadzieję, że moje starcie brązu i czerni jako-tako wygląda. ;-) A Wy, co sądzicie o takim połączeniu? Nosicie te dwa kolory razem?


wtorek, 19 czerwca 2012

KOT W KUCHNI | BANANOWY RAJ

Całe przedpołudnie spędziłam dziś w kuchni. Mężczyzna stwierdziłby zapewne, że we właściwym dla siebie miejscu. ;-) Troszkę zaspałam, nie było czasu na szykowanie czegoś specjalnego na śniadanie, więc szybciutko przygotowałam zasmażane kanapki z serem. Później przyrządziłam szybką, letnią sałatkę z pomidorów; miałam się już wynosić z kuchni, ale nabrałam ochoty na coś słodkiego. Postanowiłam więc wykorzystać przepis przyniesiony jakiś czas temu przez mamę - na ciasto bananowe. Mimo moich dwóch lewych rąk do pieczenia, wyszło - podzielę się więc z Wami przepisem ;-)

Bananowy raj



Składniki:
  • 4 banany (miałam niewielkie, więc zwiększyłam ich liczbę do 7)
  • szklanka cukru
  • półtorej szklanki mąki tortowej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 szklanki mieszanych bakalii (skórka pomarańczowa, rodzynki, orzechy, morele) - niestety, nie miałam, a nie chciało mi się biec do sklepu, więc wsypałam 1,5 szklanki wiórków kokosowych ;-)
  • 2 jajka
  • pół łyżeczki soli
  • pół kostki masła lub margaryny
 A jak przygotować ciasto?
1. Weź miskę, przesiej mąkę, dodaj cukier, sól, proszek do pieczenia, sodę oraz dowolne bakalie. Wymieszaj. Dodaj miękkie masło i szybko zagnieć ciasto.
2. Przygotuj tarkę o dużych oczkach oraz głęboką miskę. Obrane banany zetrzyj, dodaj jajka i wymieszaj. Masę bananowo-jajeczną starannie wymieszaj z przygotowanym wcześniej suchym ciastem.
3. Foremkę keksową wyłóż folię aluminiową, przelej do niej ciasto. Piecz ok. półtorej godziny w temp. 180*C. Pozostaw ciasto do ostygnięcia.

Uwagi:
  • Jeśli ciasto się przypala z wierzchu - przykryj formę folią aluminiową.
  • Po wystygnięciu możesz udekorować ciasto polewą czekoladową lub lukrem na bazie cukru pudru i soku z cytryny, a następnie posypać wiórkami kokosowymi.
  • Banany są dość słodkie, więc możesz zmniejszyć ilość cukru wsypywanego do ciasta. Możesz dodać także czubatą łyżkę kakao, ciasto nabierze bardziej wyrazistego smaku.




Następnym razem do zdjęć podczas gotowania zatrudnię chociażby sąsiada! Ciężko jednocześnie ugniatać ciasto i robić zdjęcia ;-) Mam nadzieję, że przepis nie wydał Wam się trudny i ktoś odważy się spróbować - podobno najlepiej smakuje drugiego dnia (jeśli dotrwa, mojego zniknęła już połowa!). Smacznego!





niedziela, 17 czerwca 2012

KOT W SZAFIE | W RYTMIE REGGAE

Z reggae kojarzą mi się przede wszystkim słońce, trzy kolory - czerwień, żółć i zieleń, mega luz, dobre nastawienie do świata i ludzi, pozytywna energia, ska,  no i... Kamil Bednarek. ;-) Dlatego z radością przyjęłam informację, że wpada na koncert do Opola. Było głośno, wesoło, oczywiście z dobrą muzyką. Kamil okazał się przesympatyczną osobą, niezmanierowaną sławą i telewizją, więc wróciłam naładowana pozytywnie i z kartą pełną zdjęć. Częścią z nich się oczywiście nie omieszkam za chwilę pochwalić. ;-)

"Reggae to nie tylko trzy kolory, plakaty i autografy. Reggae to szacunek."
Te słowa Kamil skierował do grupki "nawiedzonych" fanek, z których zapewne żadna nie ukończyła 15 lat. Na koncert przyszły nie dlatego, że znają dobrze ten gatunek muzyki, a po to, by dostać autograf od "chłopaka z telewizji". Być może nie mam prawa oceniać, nie jestem megafanką żadnego gatunku muzycznego - chętnie słucham zarówno rocka, jak reggae, ska czy popu, ale uważam, że muzykę powinno nosić się w sercu, a nie w postaci bransoletek, plakatów, koszulek - wyciąganych tylko na imprezy tematyczne czy koncerty. A co Wy o tym sądzicie? ;-)







Czy też macie wrażenie, że na ostatnim zdjęciu patrzy prosto na Was? ;-)

Przy okazji znów Karola stanęła w roli fotografa i uwieczniła mój koncertowy strój. Marynarskie paski wyglądają dobrze nie tylko w połączeniu z czerwienią! Ja zaryzykowałam i połączyłam je z intensywną żółcią, myślę, że całkiem fajnie to wyszło.





bluzka (w tej roli sukienka) - F&F
szorty - no name, z szafy mamy ;-)
buty - Deichmann
pasek - F&F
kolczyki - DIY

 Z moją ulubioną fotografkoprzyjaciółką Karollą. ; *


piątek, 15 czerwca 2012

KOT W SZAFIE | KONCERT BRAND NEW CADILLACS

Na wstępie już tłumaczę osobom, które pojawiły się tu w oczekiwaniu na nowy, zgryźliwy komentarz do czegoś, a znalazły kolory i coś zupełnie innego - na blogu zaszły pewne zmiany. W sferze wizualnej za sprawą mojej Dobrej Wróżki Grafiki - Magdy, z bloga SztukaStudiowania, która wykonała ten śliczny szablon - a niech ktoś spróbuje powiedzieć, że mu się nie podoba! ;-) Natomiast zmiany merytoryczne to efekt mojego znużenia 'tylko pisaniem'. Od dziś więc będzie trochę o modzie, trochę pisania, recenzji, muzyki, jedzenia, kosmetyków - generalnie lifestyle'owo. ;-)

Pierwszy post w nowej wersji bloga połączy poniekąd połączy sporo z tych elementów. Okazją i pretekstem stał się dzisiejszy koncert charytatywny dla Bartusia, organizowany w moim, byłym już LO. Więcej o akcji przeczytacie TUTAJ. Były szumne zapowiedzi, plakaty, mnóstwo osób zadeklarowanych na facebooku, że będą... Wchodzę na naszą aulę, a tu... Wieje pustką!  Uważam, że to świństwo i wstyd ze strony uczniów - mogli spędzić miło wieczór, przy naprawdę dobrej muzyce na żywo, za darmo (w sumie, za symboliczną złotówkę wrzuconą do puszki), z możliwością zjedzenia ciasta w kawiarence, a oni sobie po prostu nie przyszli. To przykre, bo zespoły, grając dla garstki stojącej pod ścianą uczniów, na pewno nie czuły się dobrze, a w przyszłości po prostu nie wezmą udziału w takich akcjach. No nic, nie czas wylewać żale.
Podczas koncertu miałam okazję zapoznać się z twórczością zespołu Brand New Cadillacs - 100% rock'n'rolla, mnóstwo pozytywnej energii, charyzmatyczny wokalista (notabene absolwent mojego LO, uczestnik Bitwy na Głosy) - nie sposób było usiedzieć w miejscu. Dlatego rzuciłam torbę z aparatem i razem z Karoliną ruszyłyśmy do tańca. No, nie powiem, dziwnie tańczy się w prawie pustej sali, w kilkunastocentymetrowych platformach, ale przynajmniej nie mogę narzekać, że bawiłam się źle ;-)
Kilka zdjęć z koncertu (wybaczcie jakość - fatalne warunki) i przy okazji mojej stylizacji - wymęczyłam Karolę, żeby pstryknęła jakieś zdjęcia ;-)





top - Pepco
spódnica - DIY - przeszyta ze ślubnej garsonki mamy ;-)
buty - Deichmann
zegarek - antyk, w rodzinie od pokoleń
lakier do paznokci - DIY


A na koniec moje ulubione zdjęcie z dzisiejszego wyjścia - długo oczekiwana słitfocia z Krzyśkiem, wokalistą BNC, z którym na jednej scenie miałam już też okazję stać, dawno, dawno temu ;-)