poniedziałek, 30 lipca 2012

WYNIKI KONKURSU

Witajcie! Na wstępie chciałabym wszystkim uczestniczkom podziękować za zgłoszenia i komentarze. Dostałam 27 zgłoszeń, kilka było nieważnych. Na pytanie "Mój ulubiony kosmetyk na lato to?" odpowiadałyście różnie - bardzo serio, lekko z przymrużeniem oka oraz zupełnie żartobliwie. Długo zastanawiałam się, która z Was zasługuje na nagrody i gdybym mogła, przyznałabym je wszystkim!
Niestety, tak się oczywiście nie dało, więc wybrałam komentarz, pod którym mogłabym się podpisać rękami i nogami...
Zwyciężyła miłośniczka tuszu do rzęs! ;-)

Gratuluję! Oczywiście skontaktuję się z Tobą mailowo, by otrzymać dane do wysyłki - paczuszkę prześlę w ciągu kilku najbliższych dni, jak tylko będę miała chwilę wolną w pracy! ;-)

                                                                                 ***
W najbliższym czasie, z racji tego, że w pracy obowiązuje mnie 'mundurek', nie będę mogła pokazać Wam nowych setów. Mam jednak kilka pomysłów, kilka kosmetyków czeka na recenzję, w planach mam również rozpoczęcie mini-cyklu "Codziennik" - o codziennej kolorówce, pielęgnacji i tak dalej - co Wy na to? ;-) Poluję także na nowe produkty Essence, z linii produktów do twarzy - może uda mi się je dostać, nim minie promocja ;-)

sobota, 21 lipca 2012

KOT W SZAFIE | ŁOSOŚ ZROBIONY NA SZARO

Tytułowy łosoś na szaro to wcale nie jest nowy przepis kulinarny - to krótkie podsumowanie mojego czwartkowego stroju ;-)
Dzięki Marcinowi odkryłam nowe miejsce w Opolu - słyszałam o nim wcześniej, ale nie miałam okazji odwiedzić. Mowa o Jasminum, niesamowicie klimatycznej herbaciarni w centrum miasta. Oprócz pysznej (i taniej!) herbaty w stu smakach, deserów i czekoladowego fondue herbaciarnia oferuje dostęp do wi-fi, mnóstwo rozmaitych książek, możliwość zatopienia się w ciepłym świetle lampek w skórzanych kanapach. Razem z Karoliną, Marcinem i Kamilem zdecydowaliśmy się na sprawdzenie dwóch smaków - zielonej herbaty 'Sorbet cytrynowy' - słodkiej, nieco jak kisiel, oraz owocowej herbaty 'Bora Bora' - różowej, ciut kwaskowatej. Jeden czajniczek spokojnie wystarczy do podziału po filiżance dla czterech osób, więc za całe 15 złotych spędziliśmy miłe godziny.




Oczywiście spotkanie z Karoliną, moim prywatnym superfotografem, zaowocowało także kilkoma zdjęciami stylizacji, więc - zapraszam do oglądania ;-)


Łososiowo-landrynkowe spodnie odkupiłam po długich przemyśleniach od Agnieszki, która robiła porządki w szafie (dziękuję Ci za nie! :*), a parę do nich stanowią top z Pepco, marynarka vintage, handmade'owy otulacz oraz karmelowe ultraniewygodne buty i torba, która już niestety pomału umiera - urwał się pasek, rozłażą się szwy... Nigdy więcej tanich toreb! ;-(
Spodnie zainspirowały mnie do tego stopnia, że teraz każdy zestaw widzę z nimi - coś czuję, że będą się w blogowych stylizacjach pojawiały dość często ;-) Zainspirowały mnie też Agnieszki porządki w szafie - moja też błagała o litość i wyjęcie z niej zbędnych rzeczy, więc po wczorajszych porządkach mam całkiem sporą górę ubrań do wyrzucenia ;-)




zdjęcia: Karolina
bluzka - Pepco
spodnie - Tally Weijl
marynarka - vintage
torba - no name
buty - Cropp
otulacz - DIY
PS. Zapraszam do wzięcia udziału w rozdanio-konkursie - wszelkie informacje TUTAJ.
PS2. Biorę również udział w rozdaniu - Kempek uszczęśliwi jedną z blogerek trzema lakierami Essie! Po tym, jak zobaczyłam ich cenę w SuperPharmie, szczęka mi opadła. W życiu sobie na nie nie pozwolę, a chciałabym przetestować ;-)


środa, 18 lipca 2012

EVELINE | ODŻYWKA SOS DLA KRUCHYCH I ŁAMLIWYCH PAZNOKCI

Witajcie!
W ostatnich dniach wiele się działo -  nie zostawało zbyt wiele czasu na blogowanie. Nie było też o czym pisać, bo moje ostatnie stroje to top/sweter + dżinsy + możliwie kryte buty - pogoda nie rozpieszcza. Mimo to, w niedzielę odwiedziłam okolice Częstochowy (dokładniej Gidle i Radomsko), skąd przywiozłam dwa urocze, kocie urwisy - mam nadzieję, że nie zapomnę przy następnej wizycie u cioci - bo tam zamieszkały - zrobić im kilku zdjęć.
W poniedziałek wczesnym rankiem ruszyłam z przyjaciółmi - Eweliną, Patrycją i Kamilem, na podbój Krakowa. Kamil złożył dokumenty na uczelnię, a później nie obyło się bez spaceru na Wawel, oglądania Tour de Pologne i snucia się krakowskimi uliczkami w niewiadomym celu. Na obiad wybraliśmy się do pizzerii Cyklop, na pizzę z owocami i kieliszek Chardonnay.
Ulewny wtorek to dla mnie rozmowa o pracę (udało się, wkrótce zaczynam!), składanie dokumentów i pierwsze podejście do książeczki sanepidowskiej.

Sama nie zauważyłam, kiedy minęło 10 dni odkąd zaczęłam testować odżywkę Eveline Cosmetics SOS dla kruchych i łamliwych paznokci. Przyszła więc pora, by zrecenzować dla Was ten produkt.

Słowo od producenta:
Wielozadaniowa ekstremalnie wzmacniająca odżywka, to szybka pomoc dla kruchych i łamliwych paznokci. Kompleksowa silnie działająca kuracja jest idealnym rozwiązaniem na słabe, zniszczone i rozdwajające się paznokcie. Odbudowująca formuła z witaminami, wapnem i kolagenem, doskonale regeneruje i mocno utwardza płytkę. W ciągu 10-ciu dni stosowania kuracji SOS, paznokcie z dnia na dzień stają się maksymalnie mocne, elastyczne i piękne.

Skład:
Ethyl Acetate, Butyl Acetate, Isopropyl Alcohol, Phthalic Anhydride/ Timellitic, Anhydride/ Glycols Copolymer, Cellulose Isobutyrate, Nirtocellulose, Aqua Tributyl Citrate, Surose Benzoate, Acrylates Copolymer, Camphor, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid/ Fumaric Acid/ Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, Alcohol Denat, N-Butyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Hydrolized Collage, Citric Acid, Calcium Pantothenate, Phosphoric Acid, CI 17200. 

Cena i pojemność:
10,99/12 ml/SuperPharm

Stosowanie:
Codziennie nakładaj jedną warstwę preparatu bezpośrednio na paznokcie. Po trzech dniach zmyj nałożone warstwy i rozpocznij czynność ponownie. Stosuj regularnie, gdyż każda nakładana warstwa wnika w płytkę, zapewniając ekstremalne wzmocnienie i utwardzenie paznokci.

Moja opinia:
Przed używaniem odżywki SOS miałam wielkie problemy z paznokciami - rozdwajały się (powinnam powiedzieć - rozwielokrotniały!), łamały, a gdy urosły długie, były miękkie i plastyczne - istny koszmar. Długo zwlekałam z zakupem tego produktu - obawiałam się, że jego stosowanie nie pomoże i będzie wywoływać ból, jak czytałam w kilku recenzjach. W końcu jednak zaryzykowałam i... jestem zadowolona!
Przede wszystkim, nie zauważyłam żadnego bólu. Faktycznie, gdy raz, z premedytacją nie użyłam kremu, by zabezpieczyć skórki, nieco szczypało - dalekie jednak było do bólu. Nie zauważyłam gwałtownego wzrostu paznokcia, pewnie dlatego, że w połowie testowania musiałam je nieco skrócić - przeszkadzała mi ich znaczna długość ;-) Natomiast płytka jest faktycznie wzmocniona, odbudowana; paznokcie nie łamią się, nie rozdwajają - istny cud! Teraz mogę z czystym sumieniem wrócić do kolorowego mani, wiedząc, że moje paznokcie są dobrze zabezpieczone i zdrowe.

Lakier jest gęsty, wydajny, nie rozlewa się, nie spływa; pędzelek jest poręczny, klasycznej grubości, przez co bez problemu można precyzyjnie nałożyć odżywkę. Plusem jest również fakt, iż bardzo szybko wysycha - 5 minut i po krzyku! Z powodzeniem może być stosowany jako baza pod lakier.
Minus tego produktu? Trzeciego dnia warstwa lakieru jest tak gruba, że bez problemu można ją ściągnąć za jednym pociągnięciem z całego paznokcia. Taka sytuacja wystąpiła po pierwszych trzech dniach, szóstego było normalnie - widocznie za pierwszym razem zbyt grubo malowałam płytkę.

Tak jak mówiłam - zmiany w długości prawie nie ma, a aparat nie odda struktury paznokcia (:

W systemie punktowym odżywka ma u mnie 4.5/5. Pół punktu odejmuję za mało przyjemny zapach i wspomniane 'odłażenie'.

A czy Wy macie jakieś doświadczenia związane z tą odżywką? A może wolicie osławiony NailTek? Podzielcie się swoją opinią w komentarzu!

Zaznaczam, że produktu nie otrzymałam w ramach współpracy z żadną firmą i moja opinia jest niezależna.

PS. Zapraszam do wzięcia udziału w rozdanio-konkursie - wszelkie informacje TUTAJ







niedziela, 15 lipca 2012

PIERWSZE ROZDANIE NA STUDENCKIE ŻYCIE

Trzymanie kciuków pomogło! Oficjalnie jestem już studentką prawa ;-) Tak jak pisałam w ostatnim poście, dostałam się także na dziennikarstwo, ale nie mam wątpliwości - od października będę wkuwać paragrafy ;-) W związku z tym, chciałabym podzielić się z Wami odrobiną mojej radości i zorganizować pierwsze na tym blogu rozdanie.

Regulamin:
1. Rozdanie trwa od 15 do 29 lipca; wyniki zostaną ogłoszone następnego dnia.
2. W razie, gdyby wylosowana osoba w ciągu 3 dni nie podała danych do wysyłki, wybiorę inną osobę.
3. Wysyłam tylko na terenie Polski.
4. Fundatorem wszystkich nagród jestem ja - Organizator.
5. Nagrody są nowe, zakupione specjalnie z myślą o rozdaniu. Niewykluczone, że do końca rozdania coś jeszcze dołączę do puli nagród.;-)
6. Rozdanie odbędzie się tylko, gdy zgłosi się min. 20 osób.
7.Należy:
- dodać mój blog do obserwowanych (przycisk "Dołącz się do tej witryny" na dole strony),
- dodać mój blog do blogrolla
- napisać o rozdaniu na swoim blogu i wkleić baner (może być osobny post/wzmianka w zwykłym poście/baner w panelu bocznym,
- zostawić komentarz pod tym postem, według schematu:
Obserwuję jako:

Adres mojego bloga:
Opublikowane: wzmianka/notka/baner
Adres e-mail:
Jeśli nie posiadasz bloga - napisz o tym w komentarzu. Możesz również wziąć udział w rozdaniu, dodając bloga do obserwowanych i udostępniając mojego bloga na facebooku (wtedy w komentarzu podajesz link do udostępnienia na fb).
8. Każdy ma jedną szansę na wygraną. W rozdaniu nie mogą brać udziału autorzy blogów stworzonych tylko dla rozdań.

Tyle, jeśli chodzi o formalności - przejdźmy do rzeczy przyjemnych, czyli nagród. ;-) Nie są może zbyt wyszukane, zgodnie ze studenckim portfelem, ale przy kolejnych rozdaniach postaram się o inne fajności ;-)


Joanna Naturia - Peeling myjący z truskawką, wygładzający - 100 ml
Joanna Naturia mini - Żel pod prysznic z grejpfrutem, odświeżający - 100 ml
Avon Footworks - Lawendowa kąpiel do stóp - 100 ml
Essence A New League - błyszczyk/farbka do ust - 01 My retro jacket's red - 4 ml
Ziaja - Maska nawilżająca z glinką zieloną, dla skóry suchej i normalnej - 7 ml
Ziaja - Maska oczyszczająca z glinką szarą, dla skóry mieszanej, tłustej i trądzikowej - 7 ml
Avon - woda perfumowana Outspoken Intense by Fergie - próbka
Avon - szminka Ultra Colour Rich Lipstick, odcień Country Rose - próbka

Wszystkim życzę powodzenia i zachęcam do udziału - mam nadzieję, że paczuszka sprawi komuś przyjemność! ;-)

UWAGA! 
W związku z doniesieniami, że organizowanie blogowych rozdań jest niezgodne z prawem muszę nieco zmienić regulamin, by oszczędzić problemów sobie i Wam. Każdy, kto chce wziąć udział w rozdaniu proszony jest o dokończenie zdania 'Mój ulubiony kosmetyk na lato to...'. Autorka najlepszej odpowiedzi zdobędzie zestaw zaprezentowany powyżej.
Osoby zgłoszone dotychczas proszę o dodanie odpowiedzi na pytanie przed 'odpowiedź na komentarz'.




edit.
Biorę udział w konkursie  Babski Punkt Widzenia & drogerii Nocanka.

czwartek, 12 lipca 2012

KOT W SZAFIE | POGODA JAK KOBIETA

Pogoda jak kobieta, zmienną bywa. Dlatego wybranie z mojej wielkiej szafy czegokolwiek na dzisiejsze wyjście graniczyło z cudem. W końcu na chwilę przed wyjściem zaryzykowałam, z nadzieją, że nie będzie bardzo zimno i mokro - na szczęście, tym razem się udało. Światło dzienne ujrzała po raz pierwszy jedna z trzech dżinsowych koszul, do tego czerwone dżinsy typu boyfriend i klasyczny top-pasiak. Z uwagi na to, że jestem w trakcie testowania zarówno odżywki do paznokci, jak i mydełka antytrądzikowego, musiałam zrezygnować z lakieru i makijażu, niestety ;-)
Miałam okazję podpatrywać sesję mojej przyjaciółki Agnieszki, notabene autorki dzisiejszych zdjęć. Jej szybka sesja z Viką, pod czujnym okiem panów z muzeum, minęła bez większych komplikacji, tak jak nasze zakupy - wróciłam do domu z parą baletek w upragnionym kolorze, których poszukiwałam tak długo, że sama już nie pamiętam, kiedy zaczęłam. Na pewno nie raz pojawią się w stylizacjach blogowych, tak jak ciuszki, które odkupiłam od Agi - łososiowe rurki i palmowy top. ;-)

zdjęcia: Agnieszka
top - f&f
spodnie - sh /be.young
koszula - vintage
baleriny - Deichmann
bransoletka - she-bijou.pl
kokarda - pasmanteria 

Mam w planach wybielenie dołu tej koszuli, nie jestem jednak pewna, czy od brązowych nici, którymi jest przeszywana, nie zrobią się koszmarne plamy. Czy któraś z Was ma doświadczenia związane z takim farbowaniem?
Poza tym, muszę się pochwalić! Od kilku godzin można mówić o mnie - studentka ;-) Na razie na pewno dostałam się na dziennikarstwo, czekam jednak jeszcze na wyniki rekrutacji na prawo - mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła się już pochwalić przyszłą prawniczą karierą - trzymajcie proszę kciuki!


poniedziałek, 9 lipca 2012

KOT W SZAFIE | NUDE NA WROCŁAWSKIM RYNKU

W związku z podejrzeniami, że nasze wyniki maturalne powinny być wyższe niż są, pojechałyśmy z Dziewczynami dzisiaj do Wrocławia, by sprawdzić, a raczej potwierdzić, że czytał te nasze prace ślepy. Stało się to więc pretekstem, by zrobić kilka zdjęć na wrocławskim rynku, na który wybrałyśmy się na lody, po stresie w OKE.
Zgodnie z postanowieniem, że lato wykorzystam w pełni w kwestii szortowej i spódniczkowej - wyjęłam z szafy czarną, plisowaną spódniczkę, a żeby nie było zbyt szkolnie, zrezygnowałam z białej koszuli na rzecz ozdobionej kokardkami bluzki w kolorze nude. Dołożyłam najwygodniejsze buty i ulubioną torbę; oczywiście w pośpiechu zapomniałam o dodatkach, biżuterii - mam tylko okulary, które już znacie, zastępujące opaskę.


zdjęcia: Karolina
bluzka - Pepco
spódniczka - vintage + DIY
sandały - Deichmann
torba - Quazi
okulary - Pepco

Przy okazji wizyty we Wrocławiu kupiłam kilka kosmetycznych drobiazgów, w zasadzie dla Was - wkrótce na blogu rozdanie, czekam tylko na jakąś okrągłą okazję ;-) Jakieś propozycje? Jak dotąd, w puli dwie maseczki, nowiutki błyszczyk Essence i kąpiel do stóp, będzie też parę innych rzeczy, więc chyba warto będzie wziąć udział ;-)

***

Na koniec sklejka z komórkowych zdjęć z ostatnich dni - z wypadu z naszą ulubioną anglistką na kawę, jej cudowne mieszkanie i kot imieniem Lukier, oraz sobota nad jeziorem, dzięki której, a może przez którą moje plecy wyglądają jak po solarium ;-)




poniedziałek, 2 lipca 2012

KOT W PODRÓŻY | WŁOCHY 2012 - WENECJA, ASYŻ, SAN MARINO, RZYM.

Miesiąc temu o tej porze siedziałam z tyłu autokaru, wiozącego mnie i czterdzieści pięć innych osób na wycieczkę do Włoch. Dziś postanowiłam wrócić do tych widoków i zaprezentować Wam mini ułamek z tysięcy przywiezionych zdjęć. ;-) W ciągu tygodnia zwiedziliśmy Wenecję, Asyż, San Marino, Rzym, spacerowaliśmy nad morzem Tyrreńskim, odwiedziliśmy Mirabilandię, a w przelocie byliśmy także w Wiedniu.

W Wiedniu podczas naszego pobytu odbywała się noc kościołów - odpowiednik polskiej nocy muzeów. W ciągu godziny zwiedziliśmy centrum miasta, oglądając stragany, wystawy, słuchając koncertu w olbrzymim kościele.


Poranek przywitaliśmy już w Wenecji, w której, wbrew plotkom, nie śmierdzi ;-) Nie wolno co prawda siadać na schodach, a kawa z muzyką kosztuje 16 euro, ale to niewielkie niedogodności.
Naszym przewodnikiem po mieście mostów i kanałów była przemiła Wenecjanka, Alessia, która – co bardzo nas zdziwiło, prawie idealnie mówiła po polsku! Okazało się, że jako jedyna studentka wybrała polonistykę , mając dla siebie wszystkich polskich profesorów.
Podczas krótkiego wstępu opowiedziała nam, jak wygląda życie w zalewanej Wenecji, jak łatwo pomylić most, na którym się wzdycha, z mostem, na którym się zdycha, a następnie zabrała nas na spacer po wyspie. Obejrzeliśmy plac św. Marka, na którym odbywały się pokazy z okazji włoskiego święta narodowego, bazylikę św. Marka, Pałac Dożów, most Westchnień (nie tych romantycznych), wieżę zegarową, która wskazuje przeszłość i przyszłość, przeszliśmy po moście Rialto nad Canal Grande oraz dowiedzieliśmy się, gdzie warto pójść na pizzę, kawę czy drobne zakupy.








Kolejny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie San Marino i Asyżu; jeszcze tego dnia wieczorem znaleźliśmy się również nad Morzem Tyrreńskim - mimo późnej pory nie mogliśmy odmówić sobie spaceru po plaży i nocnych rozgrywek w UNO ;-)






4. czerwca rozpoczęliśmy zwiedzanie Wiecznego Miasta. Za przewodniczką dotarliśmy najpierw do Muzeów Watykańskich – usiedliśmy na dziedzińcu Szyszki i posłuchaliśmy historii tego miejsca, interpretacji fresków z Kaplicy Sykstyńskiej; później zobaczyliśmy na własne oczy słynną Grupę Laokoona, popiersie Peryklesa, wnętrze bazyliki św. Piotra, muzeum map, salę poświęconą Sobieskiemu, freski we wspomnianej Kaplicy Sykstyńskiej, słynny komin, z którego po wybraniu papieża leci dym, nie mniej słynne okno papieskie, Pietę oraz groby wielu papieży – w tym Papieża-Polaka, przed którego białym grobowcem mogliśmy pomodlić się w skupieniu.
Tego samego dnia dotarliśmy też m.in. do Panteonu, fontanny Di Trevi, w której utonęła część naszych drobniaków (resztę wydaliśmy na przepyszne lody) czy Schodów Hiszpańskich, liczących 138 stopni, znanych z pokazów mody.
Zwiedzanie starożytnej części Rzymu zostawiliśmy na kolejny dzień – w pełnym słońcu oglądaliśmy Usta Prawdy, które według legendy odcinają rękę kłamcy ( na szczęście nam pozostał komplet kończyn), byliśmy na Kapitolu i na Palatynie, podziwialiśmy Plac Wenecki z Ołtarzem Ojczyzny i pomnikiem Wiktora Emanuela II, Forum Romanum z licznymi świątyniami i łukami triumfalnymi, zatykaliśmy nosy w pobliżu Cloaka Maxima, zrywaliśmy liście laurowe i korzystaliśmy z dobrodziejstw wodopojów. Swoje kroki skierowaliśmy także do Koloseum, które zwiedziliśmy biegiem, by zobaczyć jak najwięcej w ograniczonym czasie.








Ostatni dzień we Włoszech minął pod znakiem adrenaliny i zabawy – w parku Mirabilandia. Zaliczyliśmy wszystkie atrakcje – rollercoastery, bitwę wodną, Niagarę i różnego rodzaju kolejki. Momentami było faktycznie strasznie, obawiałam się o swoje biedne serduszko, żeby przypadkiem zawału nie dostać, ale żałowałabym, gdybym ominęła choć jedną z atrakcji ;-)

(youtube)

(youtube)

(youtube)

***
Dzisiaj odwiedził mnie listonosz, zdążył tuż przed moim wyjściem przynieść mi paczuszkę, której zawartością postaram się pochwalić następnym razem ;-)