poniedziałek, 2 września 2013

KOT W PODRÓŻY | LONDYN 2013

Witajcie wrześniowo!
Bez obaw, nie zapomniałam o Was - w końcu, po trzech tygodniach spędzonych w rozjazdach mogę w końcu spokojnie usiąść w dresie, pluszowych skarpetkach i z kubkiem herbaty (nie pozdrawiam jesieni!) przed laptopem i napisać nowego posta (:
Jak wiecie, ostatni tydzień spędziłam w Londynie - czas więc na krótką relację, nim przejdę do ostatniego punktu "Projektu: Londyn", czyli relacji zakupowej.


Londyn zawsze mnie fascynował, można powiedzieć, że był miastem moich marzeń. Kiedy trzy lata temu przegapiłam możliwość wyjazdu (a raczej sobie ją trochę odpuściłam), obiecałam sobie, że następnej okazji nie pozwolę tak sobie minąć. Gdy w tym roku pojawiła się możliwość wyjazdu, nie mogłam powiedzieć nie. I tak, po tygodniach organizacji i planowania, ruszyłam w swoją małą-wielką podróż.


Podróż rozpoczyna się 24.08.13, wczesnym porankiem, a w zasadzie w środku nocy - z domu wyruszam po 4.00 rano, by po południu wylecieć z Łodzi w stronę Londynu Stansted. Nastawiona na średnie temperatury, ale słońce, jestem nieco rozczarowana, gdy po nie wylądowaniu Londyn wita nas... deszczem. No ale, nie ma to tamto, trzeba realizować zaplanowane punkty programu - w ten sposób pierwszej nocy lądujemy na imprezie na Camden. Ta noc uczy mnie trzech bardzo ważnych rzeczy: po pierwsze, naprawdę trzeba ze sobą wozić parasolkę, po drugie - balerinki średnio nadają się na deszcz, po trzecie - nie znając kodu pocztowego nie dostaniesz się do domu nawet taksówką, zwłaszcza, jeśli metro nie kursuje, a nie wiesz, jakim autobusem można dostać się do Twojej dzielnicy. W końcu docieramy do pokoju niemal o 5.00 rano, ale po dwóch godzinach snu i doprowadzeniu się do porządku, ruszamy w kierunku centrum.


Pierwszy przystankiem na podróżniczej mapie Londynu jest Tower Bridge. Stamtąd ruszamy na drugi brzeg Tamizy, spacerujemy wokół Tower, oglądamy wieeeeelki Monument i pakujemy się z powrotem do metra, a po południu idziemy na długi spacer nad jezioro. Po drodze zaliczamy oczywiście klasyczne zdjęcie z budką :)


W poniedziałek rano przekraczamy bramę Regent's Parku - moim zdaniem najpiękniejszego parku w Londynie. Łapię słońce, Kasia wącha rosnące wszędzie róże, robimy zdjęcia ze słoniem, a potem idziemy do muzeum figur woskowych Madame Tussauds.


Po fangirlowaniu na widok moich ulubieńców, obejrzeniu Marvel Experience w 4D, ruszamy osią polityczną w stronę Picadilly Circus, kolumny Nelsona, Trafalgar Square, zahaczamy też o National Gallery.



Następnego dnia rano robimy kolejne zdjęcia pod Big Benem i wsiadamy do kapsuły London Eye, po czym każda z nas rusza w swoją stronę - Kasia idzie w stronę St. Paul's Cathedral, a ja idę pod Westminster Abbey, Pałac Buckingham, do St. James Park, Hyde Parku, Green Parku, zwiedzam Soho, Chinatown i kończę spacer w Covent Garden.







Kolejny dzień zaczynam wycieczką do Muzeum Historii Naturalnej, stamtąd idę do Muzeum Nauki, Royal Albert's Hall, pod Royal College of Music łapię eduroam, a długi, pełen zwiedzania dzień kończę spacerem do Harrodsa.



Przedostatni dzień poświęcam na ostatnie zakupy, zwiedzanie mojej dzielnicy - Walthamstow, a ostatniego dnia ruszam do British Museum, korzystam z 'londyńskiego' życia (kawą ze Starbucksa i bajglami w parku), a po południu idę na ostatni spacer do Camden, by skończyć podróż tam, gdzie ją zaczęłam.


Omnomnom!



Na pewno o jakichś punktach mojej wycieczki zapomniałam, nie chcę Was też zamęczać tysiącem zdjęć, ale! Z takim poziomem organizacji i kultury ludzi nigdzie na świecie się nie spotkałam. Ludzie są mili, pomocni, oryginalni i niesamowicie dobrze ubrani. Londyn to po prostu miejsce, w którym czułam się jak w domu, w najlepszym tego zwrotu rozumieniu. Na pewno ta wycieczka nie była moją ostatnią wizytą w Londynie, zwłaszcza, że to raj zakupowy... No, ale o tym opowiem już w kolejnym poście, zwłaszcza, że zrealizowałam 99% swojej wishlisty : )

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tripu, to zostawcie je w komentarzach - póki pamiętam, postaram się na nie jak najlepiej odpowiedzieć. : )

Cat

21 komentarzy:


  1. "Londyn to po prostu miejsce, w którym czułam się jak w domu" - czyli w sumie Londyn jak Opole :D To mam nadzieję, że spotkamy się na jakiejś kawie w pobliżu High Street :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, z Tobą to ja się spotkam nawet w najtańszej spelunie na Soho :D

      Usuń
  2. Zazdroszczę. ;) Ja wiem, że powinnam być angielką lub półangielką.:) Zobaczyć Londyn i inne zakątki UK to moje marzenie. ;) Może kiedyś się spełni i zamieszkam tam... Zobaczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby Ci się udało, Londyn to genialne miejsce :)
      a jak tam zamieszkasz, to będę miała kogo odwiedzać :D

      Usuń
  3. te leginsy w paski,sorryyyyy (dopasowuje sie do klimatu posta), ale no niestety, nie dla wszystkich;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż, trudno, szanuję Twoją opinię, ale ja się w nich dobrze czuję :)

      Usuń
    2. raz- legginsy to nie spodnie (basic rule!!), dwa- legginsy w paski nie dla kazdego.... ślepe podążanie za trendami bez wzgledu czy Twoje nogi i oczy otoczenia sa na to gotowe , lol. Gdybys chociaz zalozyla dluzsza bluzke, do pupy, za pupe to moze nie wygladaloby to az tak karykaturalnie. malo ktora dziewczyna wygladalaby w tym zestawie dobrze, ale widocznie napatrzylas sie za bardzo na Twoj drugi dom stylowo ubranych ludzi

      Usuń
    3. To jest Twoje zdanie, ja mam własne. Oczy otoczenia nie muszą się w moim kierunku patrzeć i na tym skończmy tę bezsensowną dyskusję.

      Usuń
    4. to tak jakbys powiedziala "smierdzcie ludzie w komunikacji miejskiej- nosy pasażerów wcale nie muszą was wąchać"

      Usuń
    5. Widok jest nieinwazyjny, zapach to co innego. Powiedziałam, że koniec tej dyskusji - kolejne komentarze będę usuwać, bo nic nie wnoszą do posta, bloga, etc.

      Usuń
  4. Hej;) Można wiedzieć czemu w połowie posta z 'zobaczylysmy ... ' piszesz w 1os lp? Kakas klotnia czy poprostu chęć odwiedzenia czegoś innego? Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, po prostu uznałyśmy, że chcemy zobaczyć inne miejsca :)

      Usuń
  5. Niestety kod pocztowy to podstawa :) Sama się o tym przekonałam na początek swojej przygody z UK. Parasolka także, choć w rejonie gdzie mieszkam pogoda nie jest aż tak kapryśna. Za to musiałam przestawić się na zupełnie inny rodzaj garderoby i sposobu ubierania się :)

    Jestem po poznaniu kilku innych zakątków UK i wierz mi, że Londyn to jedynie malutki wycinek tego co oferuje ten kraj. Oczywiście wszystko zależy od potrzeb oraz tego, co lubimy :)
    W Londynie bywam od czasu do czasu, ale jakoś mam ogromny przesyt po jednodniowym wypadzie. Jedno trzeba za to przyznać, że pod kątem zwiedzania to miasto jest jak studnia bez dna :)))
    Sama nie potrafiłabym tam mieszkać, trzeba mieć naturę mieszczucha :P

    Szkoda, że dałaś mało zdjęć. Nie sądzę, aby kogokolwiek mogły zmęczyć :))) Ludzie mają naturę podglądacza :D

    Ciekawe co za smakołyki przywiozłaś, koniecznie pochwal się :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tą lekcję sobie zapamiętam - musiałam dzwonić do mamy do Polski o 4:30, bo jako jedyna miała kartkę z adresem :D
      Myślę, że do Anglii jeszcze wrócę - strasznie lubię ten kraj, a akcent mnie rozbraja :D W razie czego, będę się zgłaszać do Ciebie po godne uwagi miejsca :D
      A po więcej zdjęć zapraszam do mnie, jest ich prawie 1000 do obejrzenia - nawet herbatę zrobię :D
      W najbliższym poście pokażę wszystko, troszkę tego jest :)

      Usuń
    2. Mnie zdecydowanie ciągnie w inne rejony UK i obecnie odkrywam niesamowitą okolicę. Nie wiem dlaczego, ale nikt wcześniej nie zwrócił mi na nią uwagi. Jednak lepiej późno niż wcale :P

      Oj, my mamy już ponad 3 tys. zdjęć. Nie wiem jak to ogarnę.... :D ale mam pomysł na utrwalenie tego więc jestem dobrej myśli :)

      Fajnie byłoby się tak przenieść w czasie :)

      Usuń
  6. Pamiętam jak dopiero się szykowałaś na wyjazd, a tu proszę już po ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, czas strasznie szybko leci!
      Kaprysku, widzimy się w październiku?

      Usuń
  7. jakie następne marzenie masz zamiar spełnić? =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróżnicze czy kosmetyczne? :D
      Jeśli chodzi o to ostatnie, to chciałabym bardzo, bardzo, bardzo perfumy YSL Manifesto. A w kwestii podróży marzę o Nowym Jorku i LA, ale to jeszcze długo pozostanie marzeniem :)

      Usuń
  8. Fajna relacja, ale bardzo skrótowa, zakładam że nie chciałaś, by ludzie zasnęli czytając, ale mnie bardzo zaciekawiłaś i jak będę miała możliwość spędzić kiedyś kilka dni w Londynie, to na pewno zgłoszę się do Ciebie po dokładniejszy opis i plan Twojego zwiedzania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, jeśli tylko będziesz chciała, to zrobię Ci bardzo szczegółowy opis : ) Tutaj raz, że nie chcę nikogo uśpić, a dwa, że pisałam to zmęczona, trudno mi było zebrać myśli, a tak naprawdę trzeba by to było wszystko zobaczyć na żywo - to, co na mnie robiło wrażenie, Was mogłoby zanudzić : )

      Usuń