piątek, 29 marca 2013

DENKO | LUTY&MARZEC 2013

Witajcie! ;-)
Ojeja (cytując klasyka), ileż mnie tu nie było! Wasze posty czytałam w telefonie podczas nudnych wykładów, natomiast brak komentarzy wynika z fatalnego wifi na uczelni. Gdzie byłam, co robiłam, jak mnie nie było? No cóż - na pewno dużo spamowałam na Twitterze, na który wróciłam po ponad roku przerwy. ;-)


Postanowiłam odwrócić troszkę kolejność zaproponowaną Wam na fanpage i na pierwszy ogień pójdą zużycia ostatnich dwóch miesięcy - gotowych na denko lutowo-marcowe zapraszam dalej!
Tym razem bez odnośników do poszczególnych recenzji, bo mam mało czasu - wszystkie recenzje znajdują się w odpowiedniej zakładce (patrz wyżej), posegregowane alfabetycznie. Jeśli o czymś pisałam - tam znajdziecie odnośnik.

Produkty do włosów i ciała.
1. Szampon Wella Pro Series (nowa wersja).
Pisałam o nim więcej: TUTAJ.
Kupię ponownie? Nie.

2. Szampon Avon Advance Techniques z olejkiem arganowym.
W zasadzie spełniał wszystkie kryteria dobrego szamponu (dobrze mył, był wydajny, nie plątał włosów, pozostawiał je miękkie), ale brakuje mu tego czegoś. Po kilku użyciach włosy się przyzwyczajają i nie daje pożądanych efektów.
Kupię ponownie? Być może.

3. Żel pod prysznic Isana, Winter LE z białą herbatą i żurawiną.
Polubiliśmy się! Ma jedwabistą, lekko olejkową konsystencję, pięknie pachnie, niesamowicie się pieni.
Kupię ponownie? Nie, ale tylko dlatego, że w kwestii żeli pod prysznic rzadko wracam do tych samych produktów.

4. Peeling antycellulitowy Joanna Naturia, gorzka pomarańcza.
Poziom zdzierania taki jak lubię, dość mocny, natomiast na minus zaliczam mu słabą wydajność - starczył na 4 użycia.
Kupię ponownie? Nie, wolę większe pojemności.

5. Płyn do kąpieli Avon, bez.
Ładnie pachnie, dobrze się pieni, jest wydajny - to taki produkt, po który z oferty Avonu sięgam najczęściej - nie sposób się rozczarować.
Kupię ponownie? Tak.

6. Intensywnie nawilżający balsam do stóp, No.36.
W końcu wykończony! Faktycznie, dobrze nawilża, ale przez to, że nie mam nawyku kremowania stóp, jego zużywanie było katorgą.
Kupię ponownie? Nie, mam jeszcze kilka innych w zapasie, do końca życia powinno mi wystarczyć. ;-)

Produkty do twarzy.
1. Tonik i żel myjący Under20.
Żel miał jeszcze pompkę, ale odpadła po zużyciu. ;-)
Nie są to złe produkty, ale kompletnie nie nadają się do leczenie trądziku (a w takim celu przepisała je pani dermatolog). Żel nie wzbudził mojej sympatii, natomiast możliwe, że po tonik jeszcze sięgnę - nie wysuszał skóry, dawał uczucie oczyszczenia.
Kupię ponownie? Być może, ze wskazaniem na nie.

2. Płyn micelarny AA.
Jego recenzję już kiedyś przedstawiałam, więc po prostu odsyłam Was do archiwum. ;-)
Kupię ponownie? Nie, mam jeszcze dwa na półce...

Kolorówka, paznokcie i inne.
1. Błyszczyki - Oriflame, Miss Sporty i Avon.
Wyrzucam, bo niestety zmieniły konsystencję... Ten z MS (na zdjęciu 2 od lewej) to drugi błyszczyk jaki pojawił się w mojej kosmetyczce! Dostałam go na... 14 urodziny! :D
Kupię ponownie? Nie.

2. Zmywacze do paznokci, Progres i Vix.
O tym, że te zmywacze z gąbką Progres kocham, to wiecie - będę je kupować do końca życia. Natomiast ten duży Vix jakoś zmęczyłam, chociaż nie byłam z niego zadowolona - słabo radził sobie z lakierami.

3. Woda toaletowa Savannah Sensuous Oriflame.
Zdecydowanie mój zapach! Charakterystyczny, lekko ostry.
Nuty zapachowe:
nuta głowy: kwiat hibiskusa, czarny pieprz, owoce maruli
nuta serca: ylang-ylang, szafran
nuta bazy: wanilia, akordy drzewne
Kupię ponownie? Nie, bo zbieram na DKNY - Be Delicious i YSL - Manifesto ;-)

4. Maseczka nawilżająca Perfecta.
Nieszkodliwa, niezapychająca, ale nie lubię maseczek, które pozostawia się do wchłonięcia - zostawia tłustą warstwę, więc musiałam każdorazowo po użyciu umyć twarz, niwelując efekty dane przez maseczkę.
Kupię ponownie? Nie.

5. Olej z nasion pomidora, tłoczony na zimno, Archipelag Piękna.
Stosowałam go na włosy (tak, w końcu przekonałam się do olejowania), wlewałam go także do wody z sodą, robiąc kąpiele na suche skórki na dłoniach. W obu tych rolach sprawdził się genialnie.
Kupię ponownie? Nie - czaję się na olejek kokosowy.

6. Płatki kosmetyczne Tibelly.
Znacie to uczucie rozrywających się płatków, waty na twarzy, etc.? A ja nie, właśnie odkąd używam tych płatków, rodem z Netto.
Kupię ponownie? Tak!

I to byłoby na tyle, jeśli o zużycia chodzi. ;-)
Dajcie znać, czy używałyście któregoś z tych produktów, a ja zmykam, bo przedświąteczne porządki się niestety same nie zrobią...
Buziaki! ; *



niedziela, 17 marca 2013

PODKŁADY | MAX FACTOR LASTING PERFORMANCE 105; PHARMACERIS F IVORY

Witajcie ;-)
W ostatnim czasie pojawiło się sporo próśb zarówno o recenzję podkładu Pharmaceris jak i Max Factor Lasting Performance. Postanowiłam więc przygotować taki post w formie porównania - będzie tasiemiec, ale ciekawych wyniku zapraszam dalej! ;-)


Od producenta: (za KWC i ekobieca.pl)
Pharmaceris F, delikatny fluid intensywnie kryjący, kolor 01 Ivory
Polecany do stosowania dla każdego rodzaju skóry (również skóry problemowej i wrażliwej) w celu ukrycia jej niedoskonałości (przebarwienia, rozszerzone naczynka, blizny potrądzikowe, cienie wokół oczu, trądzik różowaty) oraz zapewnienia jej naturalnego, jednolitego kolorytu. Nie zawiera konserwantów i parabenu, bezzapachowy. Przebadany i bardzo dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Działanie: Fluid dobrze maskuje niedoskonałości skóry (94%* badanych). Dzięki lekkiej, kremowej konsystencji i zastosowaniu innowacyjnego systemu kryjącemu nowej generacji TM nie obciąża skóry i nie powoduje efektu maski, a rezultat kryjący utrzymuje sie ok. 10h. Fluid nie zatyka porów i nie pozostawia plam na ubraniu (83%* badanych). Zawarte w recepturze mikrokapsułki filtrów mineralnych chronią przed negatywnym wpływem promieni UVA i UVB. Po 2 tyg. stosowania u 94%* osób zanotowano wzrost elastyczności skory i poprawę jej nawilżenia o 15%**.
Efekt:
Gładka, świeża i miękka skóra o równej, naturalnej barwie bez efektu maski.
* - badania subiektywne w niezależnym Laboratorium Badawczym
**- badania aparaturowe w niezależnym Laboratorium Badawczym
Trzy odcienie
Ivory-Kość słoniowa
Sand-Piaskowy
Bronze-Brązowy
Max Factor Lasting Performance, kolor 105 Soft Beige: 
Podkład Max Factor Lasting Performance opracowano na bazie innowacyjnej formuły, która sprawia, że podkład trwale utrzymuje się na twarzy w takim stanie, w jakim został nałożony. Możesz bez obaw przebierać się, dotykać twarzy i całować, bez konieczności poprawiania makijażu. Nie pozostawi śladów na ubraniu i w innych niepożądanych miejscach. MaxFactor Lasting Performance raz nałożony pozostaje nienaruszony przez 8 godzin, lecz z łatwością można go zmyć preparatem do makijażu lub delikatnym mleczkiem kosmetycznym.
* Zawiera pudry matujące i pochłaniające tłuszcz. Dzięki nim cera staje się mniej świecąca i nie sprawia wrażenia przetłuszczonej.
* Jest hypoalergiczny, a ponieważ nie zatyka porów - nie powoduje powstawania zaskórników.
* Polecany do cery normalnej i tłustej.
* Polecany jest również do cery wrażliwej.



Opakowanie:
Pharmaceris: Oryginalnie zapakowane w kartonik z wszelkimi informacjami. Wygodne, z mocnego plastiku, dobrze leży w dłoni; estetyczny design; duży plus za pompkę, ułatwiającą wydobycie produktu do końca.
Max Factor: Dość gruby, ale miękki plastik; estetyczny design, na opakowaniu niezbędne informacje; tubka zakończona dzióbkiem - trudno wydobyć produkt do końca.

Skład:
Pharmaceris:
Aqua, Cyclopentasiloxane, C12-15 Alkyl Benzoate, Cyclohexasiloxane, Pentylene Glycol, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Butylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Titanium Dioxide, Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Propylene Glycol, Polysilicone-11, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Polyglyceryl- 3 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Polyglyceryl-4 Isostearate, Magnesium Sulfate, Dimethicone, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Niacinamide, Candelilla Cera, Triethoxycaprylylsilane, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Sodium Hyaluronate, Silybum Marianum (Lady`s Thistle) Extract, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77492, CI 77491, CI 77499 (06.11.2009)
Max Factor: 
Aqua, Cyclomethicone, Titanium Dioxide, Propylene Glycol, Dimethicone, Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Dimethicone Copolyol, Sodium Chloride, PVP, Laureth-7, Arachidyl Behenate, Sodium Dehydroacetate, Trihydroxystearin, Propylparaben, Methicone, Methylparaben, Synthetic Wax, Silica, Cetyl Dmethicone Copolyol, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Ethylene/Methacrylate Copolymer, Ethylene Brassylate, Sodium Acetate, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Isopropyl Titanium Triisostearate. [+/- CI 77491, CI 77492, CI 77499] 

Pojemność / cena:
 Pharmaceris: 30 ml / ok. 35 zł (często w promocji).
 Max Factor: 35 m / od 30 do 50 zł (warto porównać ceny w różnych sklepach!).

Data ważności:
Pharmaceris: 6 miesięcy od otwarcia
Max Factor: 12 miesięcy od otwarcia

Wydajność, reakcja na inne produkty:
Pharmaceris & Max Factor: Podobna wydajność - kilka miesięcy codziennego stosowania. Dobrze współpracują z kremami, pudrami, różami, etc.



Nakładanie, krycie, podkreślanie suchych skórek, zapychanie:
Pharmaceris: nakładany palcami lekko smuży, natomiast przy użyciu gąbeczki świetnie się wtapia. Szybko się wchłania. Krycie nie jest bardzo intensywne, ale wystarczające. Nie podkreśla suchych skórek. Nie zapycha.
Max Factor: nakładany palcami i gąbeczką dobrze się wtapia. Szybko się wchłania, ale może pozostawiać smugi. Dobrze kryje. Nie podkreśla suchych skórek. Delikatnie zapycha, wchodzi w zmarszczki, daje efekt maski.

Trwałość, ścieranie, matowienie, brudzenie ubrań, utlenianie, zmiana koloru:
Pharmaceris: Po przypudrowaniu utrzymuje się ok. 6-7 godzin, po 3-4 potrzebne są poprawki; ściera się równomiernie, ale nie wygląda estetycznie; nie daje efektu pełnego matu - raczej wykończenie satynowe. Raczej nie brudzi ubrań (chyba, że białe koszule). Utlenia się po kilku godzinach, jednak nie zmienia koloru, nie ciemnieje.
Max Factor: Po przypudrowaniu utrzymuje się ok. 10-12 godzin, po 8-9 potrzebne są poprawki; delikatnie się ściera, nie zwraca uwagi; daje efekt matu. Brudzi ubrania. Nie utlenia się (nie spływa), ale zmienia kolor na wściekłą pomarańczę.

Świeżo wyciśnięty.

Tuż po rozsmarowaniu.

Dwie minuty później.

Poszukiwania podkładu idealnego trwały długo. Latem idealny był Max Factor - miał odpowiedni kolor, nie odcinał się od szyi. Okazał się jednak bardzo wydajny, więc postanowiłam, że jesienią zużyję go do końca i kupię jakiś inny - nie lubię mieć otwartych kilku kosmetyków tego samego typu na raz. Po jakimś czasie zauważyłam, że bardzo widać go na twarzy (wyglądałam, z perspektywy czasu, niczym pomarańcza po solarze), ale myślałam, że jest go w opakowaniu tylko na jedno-dwa użycia. Okazało się być inaczej, więc idąc za Waszą radą, szukałam czegoś jaśniejszego, lepszego dla mojej cery. Sięgnęłam po polecany Pharmaceris - czyżby strzał w dziesiątkę? Kolorystycznie na pewno tak. Jest świetny dla mojej jasnej cery, nie ciemnieje, w dodatku ma SPF 20, czego nie można powiedzieć o MF; niestety - chociaż dobrze kryje, po jakimś czasie zaczyna spływać z twarzy. Okulary zjeżdżają mi z nosa, ręka po dotknięciu twarzy jest brudna. Na razie jednak, moim numerem uno pozostaje właśnie Pharmaceris - latem znów dam szansę MF, a potem... Zobaczymy. ;-)

Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca tego elaboratu, bez strat ;-) Jeśli pominęłam jakąś kwestię w poście - oczywiście odpowiem na wszelkie pytania w komentarzach. Nie wrzucałam zdjęć na twarzy - jeśli ktoś jest zainteresowany, polecam zajrzeć do zakładki 'Makijaże' - tam znajdziecie stosowne zdjęcia. Myślałam także o teście na żywo, ale aktualnie mam na twarzy okropnie suchą skórę, z którą nie radzi sobie żaden krem, więc może przy kolejnym 'starciu gigantów' nakręcę dla Was filmik. ;-)
Miałyście do czynienia z którymś z tych podkładów? Zgadzacie się z moją opinią?



piątek, 15 marca 2013

BINGO SPA | KREM PIELĘGNACYJNY Z ZEA MAYS*

Witajcie ;-)
Podejść do tego produktu robiłam kilka - dwie pierwsze próby wywołały irytację, ale Angietrucco zasugerowała, żebym dała mu ostatnią szansę. Tak też zrobiłam, więc myślę, że najwyższy czas na podsumowanie moich odczuć i wniosków. Tematem dzisiejszego posta jest: krem pielęgnacyjny z Zea Mays od BingoSpa.


Obietnice producenta:
zawiera olej z kukurydzy. Polecany dla cery mieszanej, tłustej oraz problematycznej (np. zmiany trądzikowe)
- olej z kukurydzy BingoSpa zawiera 55-65% kwasu linolowego, 12-14% kwasu palmitynowego, 4% kwasu stearynowego, 29% kwasu olejowego oraz dużą ilość witaminy E ( do 1g/kg). Polecany zarówno dla skóry tłustej, mieszanej, dojrzałej, jak i suchej, wrażliwej czy zmęczonej. Posiada właściwości odżywcze, uelastyczniające, łagodzące, poprawia mikrokrążenie w skórze.
- Pheohydrane® - kompleks wyciągów z Laminaria Digitata (listownica palczasta) i Chlorella vulgaris; głęboko nawilża, odbudowuje obecny w skórze NMF i restrukturyzuje płaszcz hydrolipidowy; wspomaga utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia na długi czas. Jest jednym z najefektywniejszych kompleksów algowych; ma działanie nawilżające jeszcze przez 7 dni po zakończeniu stosowania.

Krem BingoSpa to krem o lekkiej i delikatnej konsystencji. Szybko się wchłania. Dzięki niemu cera staje się jedwabiście gładka oraz wyraźnie poprawia się jej sprężystość i jędrność.

Skład. Na końcu pojawiają się parabeny i alkohol.
 Na początek jak zawsze kilka słów o opakowaniu; w przeciwieństwie do butelki szamponu, tutaj wszystko pasuje - 100 g plastikowy słoiczek z czarną zakrętką umożliwia wydobycie całości produktu, naklejka zawierająca podstawowe informacje nie odkleja się, nie ściera, a choć jej design nie jest może najwyższych lotów, w łazience prezentuje się nieźle. Słoiczek odporny jest na upadki, na razie nic się nie połamało ani nie uszkodziło.


Przechodząc do zawartości opakowania - w środku znajdziemy biały krem o rzadkiej, wodnistej konsystencji - musimy uważać, by nie postawić słoiczka 'na głowie', bo możemy znaleźć później krem wszędzie, tylko nie w słoiczku.
Zapach kremu jest przyjemny, niedrażniący, pozostaje na skórze jakiś czas po zastosowaniu. Wchłania się dość szybko, pozostawiając delikatną warstwę a'la ochronną; podczas nakładania nie sprawie problemów, chociaż zaskoczyła mnie jego wodnistość - produktu nakładamy niewiele, a co za tym idzie - jest niesamowicie wydajny. Mam wrażenie, że to będzie kolejny produkt bez dna ;-)
Jeśli zaś chodzi o działanie, mam dość mieszane uczucia. Pierwsze użycia (na noc) wywołały u mnie wysyp nieprzyjaciół - miałam zamiar wrzucić go na dno szafki i zapomnieć. Postanowiłam dać mu jednak jeszcze jedną szansę (bo być może wysyp był spowodowany innymi czynnikami) i spotkało mnie miłe zaskoczenie - kolejnego wysypu nie ma, natomiast działanie nawilżające uważam za niewystarczające. Przestałam używać kremu na noc, gdyż nie lubię mieć czegoś tłustego na twarzy zasypiąjąc, natomiast postanowiłam wypróbować go pod makijaż. Spisał się dobrze, współpracował z pozostałymi kosmetykami nakładanymi na twarz, nie przyspieszał świecenia w strefie T, ukrył pojedyncze wysuszone skórki. Po dłuższym używaniu zauważyłam jednak pojawienie się w miejscach problematycznych tzw. 'suchych placków' - skóra zaczęła delikatnie pękać, schodzić, szczypać; ponownie nie wiem jednak, czy to wina kremu, czy innych czynników (choćby mrozu).



W kwestii technicznej: krem można nabyć na stronie producenta w cenie 14 zł (aktualnie w promocji za 12.90).

Podsumowując - nie jest to produkt zły, ale nie zostanie moim KWC - wciąż będę szukać ideału. Na marginesie powiem, że Vichy Idealia też się nie sprawdziła ;-) Myślę, że dla osoby, która nie boryka się z przesuszoną skórą, będzie w sam raz.

sobota, 9 marca 2013

MAKIJAŻ | JAGODA

Witajcie ;-)
Podobny makijaż już kiedyś Wam pokazywałam, dokładnie tutaj - w ramach projektu 'Zainspiruj się gwiazdą'. Nie miałam jednak tej świadomości, dopóki nie przejrzałam zdjęć - do palety sięgnęłam wręcz instynktownie; mimo wszystko widać zarówno podobieństwa jak i różnice względem poprzedniego makijażu.
Odkryłam przy okazji dwie rzeczy:
1. zaczęłam dużo lepiej czuć się w kolorach - polubiłam fiolety, które dotychczas omijałam szerokim łukiem,
2. robienie kolorowych makijaży i pokazywanie ich Wam przestało wiązać się z obawą, że zostanę wyłącznie skrytykowana, a zaczęło sprawiać mi przyjemność! ;-) Oczywiście, nie twierdzę, że umiem to już robić, ale czuję, że robię postępy - zdecydowanie fajne uczucie.



Twarz:
- baza Porefessional Benefit
- podkład Pharmaceris 01
- puder sypki Mariza 
- róż Wibo Rose 

Oczy:
- paleta Manly
- eyeliner żelowy Essence
- maskara Maybelline Collosal Volume
- Nyx Jumbo Milk
- brąz z paletki Essence Quatro 05

Usta:
- masełko Chocomania The Body Shop



Wczoraj nie było okazji do Was zajrzeć, ale jeśli ktoś śledzi mnie na fanpage, wie, że z okazji Dnia Kobiet postanowiłam sprezentować sobie m.in. zestaw Chinek. Oczywiście - najpierw kliknęłam 'zamów', a dopiero potem sprawdziłam swatche. No i... Rozczarowanie! Zamiast pięknych kremów, na jakie zapowiadały się w buteleczkach - miliard, pierdyliard drobineczek! 
Oby na żywo wyglądały lepiej! < intensywnie prosi >


czwartek, 7 marca 2013

MAKIJAŻ I PAZNOKCIE | PEACHES AND CREAM

Witajcie ;-)
Gdy w sklejce pokazałam Wam Oleskowy lakier 'peaches and cream', Minka poprosiła o recenzję. A że zdjęcia miałam zrobione wcześniej - dziś zapraszam Was na kilka słów właśnie o tym lakierze. Żeby nie było mu nudno - znalazłam też na dysku zdjęcia makijażu sprzed kilku dni - ale o tym za chwilę. ;-)

Na początek powiem, że biedne te, którym nie udało się go jeszcze zakupić - znika w tempie ciepłych bułeczek! Obeszłam trzy Rossy w moim mieście i w żadnym nie było ani jednej sztuki!

Emalia wybrana przez Oleskę ochrzczona została nazwą 'Peaches and cream' i imitować miała żelową formułę. Jak jest faktycznie?


Kolor to taki lekko 'majtkowy róż' - do brzoskwini brakuje mu pomarańczowych tonów, ale jestem zadowolona - wreszcie jakiś lakier pasuje do moich wiosennych spodni! ;-)
Krycie jest zadowalające - dwie warstwy załatwiają sprawę, bez prześwitów i bąblowania.


Niestety, schnięcie przyprawia o ból głowy - tak jak w przypadku lakieru od Gosi, czas schnięcia jest niemożliwy - dla dwóch warstw godzina to mało, po dwóch jest suchy, ale miękki. Nie chce współpracować z Seche Vite, co jest widoczne na jednym ze zdjęć - nałożony na mokry lakier przyspiesza jego wysychanie, ale niesamowicie go ściąga. Zewnętrzna warstwa jest sucha, ale środek wciąż mokry - łatwo zawadzić o coś i zsunąć cały lakier z płytki.
Niemniej, na dłoniach prezentuje się świetnie, wiosennie i zdecydowanie będę po niego często sięgać.

Widać, jak się SV rozprawił z końcówkami... ;C
Do pary dla Oleskowego lakieru znalazłam zrobiony bodajże w zeszłym tygodniu 'flamingowy' makijaż. Nie pytajcie, dlaczego skojarzył mi się z flamingiem... ;-D


Twarz: podkład Pharmaceris / puder sypki Mariza / róż Wibo 03
Oczy: baza pod cienie Ingrid / róż Wibo 03, matowy brąz Essence Quattro 05  / brwi podkreślone tym samym brązem / tusz Maybelline Collosal Volume / biała kredka na linii wodnej NYX Jumbo Milk
Usta: ciemnoróżowy błyszczyk Alkemika 



A dziś poleciałam na uczelnię w intensywnym fiolecie, ale to już temat na inny post ;-)

Na koniec dwa ogłoszenia parafialne:
1. Zgłoszenia na II Opolskie Spotkanie Blogerek Kosmetycznych - już zamknięte! Nie spodziewałyśmy się, że lista tak szybko się wypełni. ;-) Czekamy więc na wpłaty i spotykamy się w Ostrówku za równy miesiąc!

2. Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie - chciałabym się z kimś podzielić kilkoma fajnościami! ;-)


niedziela, 3 marca 2013

PAZNOKCIE | WIOSENNE NIEBO


Witajcie ;-)
I po co ja chwaliłam wczoraj cudowne słońce i błękitne niebo? Dziś znów szaro, buro... Na szczęście wczoraj zdążyłam w pewnym sensie uwiecznić wczorajszą pogodę w formie... paznokciowej ;-)
Zaczątkiem dla całości był pierwszy z kolekcji blogowych lakierów Wibo - 'blue lake' stworzony przez Gosię. Co prawda chronologicznie pierwszy na pazurach pokazała się brzoskwinka od Oleśki, ale o nim następnym razem. W duecie z pięknym lazurem wystąpił brokat no name - i mamy w efekcie błękitne niebo i promienie słońca. ;-)


Z pierwszych doświadczeń wynika, że dwie warstwy zapewniają dobre krycie, całość faktycznie ładne, żelowo połyskuje, ale pod względem długości wysychania - dramat. Po 1,5 godziny lakier był wciąż miękki! A z Seche Vite współpracować nie chce - SV nałożony na mokry lakier Wibo obkurcza go i można przypadkiem ściągnąć zdobienie z paznokcia w całości. Trwałości na razie nie ocenię - 24 godziny przetrwał ;-)





Zdecydowanie takie zdobienie będzie gościło u mnie często wiosną i latem!