czwartek, 25 kwietnia 2013

VICHY | PIANKA DO MYCIA TWARZY

Witajcie! ;-)
Swego czasu post u Agusiak747 przypomniał mi o tym, że w moim kartonie również, po Opolskim Spotkaniu Blogerek w listopadzie, znalazła się pianka myjąca od Vichy. Wyjęłam, postawiłam na półce - różowym opakowaniem ładnie współgrała z beżowo-różowymi kafelkami w mojej łazience. A czy oprócz walorów wizualnych znalazłam w niej jakieś plusy? Ciekawych zapraszam dalej.

Kto wie, która reklama posłużyła za tło? ; ))

Różowa, półprzezroczysta buteleczka z pompką mieści 150 ml płynu, który po wyciśnięciu zmienia się w delikatną piankę. Pianka jest puszysta, aksamitna, łatwo rozprowadza się po twarzy. Jedno 'psiknięcie' daje nam pozornie niewielką ilość kosmetyku - wystarczająco jednak, by umyć twarz pozbawioną makijażu. Na zmycie makijażu zużywam dwie-trzy pompki, zależnie od tego, czy mam zrobione kreski eyelinerem w żelu, czy nie.

Jedno wyciśnięcie.



Skład: Aqua/Water, Dipropylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-30 Glyceryl Cocoate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Sodium Glycolate, Phenoxyethanol, Coco-Betaine, Disodium EDTA, Citric Acid, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Seedcake Extract/Shea Butter Seedcake Extract, Parfum/Fragrance.

Na duży plus zaliczam dokładne, ale bezinwazyjne oczyszczenie twarzy. Pianka pozostawia skórę odświeżoną i gładką, wydaje mi się, że lekko nawilża - nie mam już problemów z suchymi skórkami ;-) Nie zauważyłam przykrego ściągnięcia, ale nie daje też obiecywanego przez producenta blasku. Nie szczypie w oczy; zapach jest przyjemny, niedrażniący, ale trudny do sprecyzowania.


Niestety, produkt ma też swoje dwie zasadnicze wady - wydajność i cenę. W kwestii wydajności - myślę, że przy używaniu pianki dwa razy dziennie, nie wystarczy na dłużej niż 2.5 miesiąca, co przy cenie ok. 60 zł za opakowanie sprawia, że nie kupię tej pianki ponownie. Komfort użytkowania tej formy kosmetyku spodobał mi się jednak na tyle, że myślę, iż wezmę się za szukanie jakiegoś tańszego odpowiednika - może możecie mi coś polecić? ;-)


Trzymajcie kciuki, żeby wszystkie sobotnie pociągi pojechały planowo - jeśli zdążę na przesiadkę w Koluszkach (a mam na nią raptem 5 minut!), spędzę ten dzień w Łodzi, z moją najlepszą Sista na świecie <3 Nie mogę się już doczekać!



sobota, 13 kwietnia 2013

NYX | JUMBO EYE PENCIL 604 MILK

Witajcie ;-)
Szczerze przyznaję, że zaczyna mi brakować pomysłów na tytuły. A może to tylko wina bardzo wczesnej pobudki? Nie jest fajnie być jedynym kierowcą w domu, gdy mama zasypia do pracy i trzeba zerwać się bladym świtem, żeby w piżamie zbiec do samochodu i ją odwieźć, oj nie jest. W każdym razie, skoro już nie śpię od kilku godzin, postanowiłam, po przejrzeniu ciemnych zakamarków youtube i obejrzeniu 3 odcinków serialu (na chybił trafił kliknęłam w '2 Broke Girls' - polecam!), zabrać się za recenzje. Na początek produkt kultowy, o którego posiadaniu marzyłam, odkąd pierwszy raz zobaczyłam go w filmiku Katosu. Panie, panowie (przede wszystkim panie) - przed Wami Nyx Jumbo Eye Pencil w odcieniu 604 Milk.


Ciężko w przypadku tej kredki mówić o opakowaniu - ot, coś na kształt grubego ołówka, z przezroczystą zakrętką. Zakrętka po kilku użyciach popękała, co będzie widać na innych zdjęciach, ale wciąż nadaje się do użytku.

O, to właśnie to zdjęcie - widać spękania na zakrętce.

Skład dla zainteresowanych.
Odkąd za sprawa Kingi trafiła w moje ręce, używam jej praktycznie codziennie. Do tej pory nie wymagała jeszcze temperowania, więc nie mogę Wam powiedzieć, jak w czasie tego procesu się zachowuje, ale mam nadzieję, że przetrwa. ;-)
Kredka od NYX-a ma w zasadzie trzy zastosowania - czego nie omieszkał Kindze wytłumaczyć nadgorliwy sprzedawca - pod łuk brwiowy, w roli bazy pod cienie oraz na linie wodną. Sprawdziłam wszystkie opcje i nadszedł czas na wnioski:
1. Pod łuk brwiowy - tutaj nie trzeba wielu słów. Rysuję kreskę pod brwiami, delikatnie rozcieram palcem i uzyskuję nienachalne rozświetlenie.
2. W roli bazy pod cienie - jeśli chodzi o przedłużenie trwałości cieni, wolę klasyczną bazę w słoiczku. Kredka jest trochę mniej trwała, ok. 5-6 godzin, przy czym przesadzenie z ilością skraca dodatkowo żywot cieni na powiece. Natomiast jeśli mowa o podbijaniu pigmentacji - jest świetna! Do testów wybrałam jedne z gorszych cieni w mojej kolekcji (i jednocześnie pierwsze, jakie kupiłam - w 3 klasie gimnazjum, na komers, do fioletowej sukienki :D) - fioletowe duo od Miss Sporty.



Zdjęcia mówią same za siebie - na kredce kolor jest intensywny, cienie nie ścierają się po przetarciu ręką czy chusteczką. Jestem na tak! :-)
3. Na linię wodną - długo szukałam kredki, którą mogłabym nałożyć na linię wodną, bez obawy o podrażnione oczy i o to, że nakładanie będzie bolesne, jak pocieranie drutem kolczastym. NYX rozprowadza się bez problemu, sunie gładko, dając intensywny kolor. Co prawda u mnie efekt nie utrzymuje się długo, bo oczy często mi łzawią, ale ten look a'la Bambi zaraz po nałożeniu - bezcenne ;D

Mini minusem jest dla mnie fakt, że kredka zbiera drobinki tuszu, cienia i po jakimś czasie wygląda na brudną, ale wystarczy zrobić kilka kresek na dłoni, by pozbyć się pozostałości po innych makijażach i przystąpić do nowego.

Cat < 3 NYX. Zdecydowanie.
Czy kredka warta jest swojej ceny (ok. 18 zł)? Tak. Może nie jest to produkt, bez którego nie mogłabym się obejść, ale jak już "zasmakowałam" - nie wyobrażam sobie kosmetyczki bez niego.  Kuszą mnie inne kolory, ale niestety (a może na szczęście), nie mam do NYXa dostępu stacjonarnie, a w najbliższym czasie nie wybieram się do Warszawy ;-)

http://4.bp.blogspot.com/-wfwKx3c-D-4/UDiY57SwLHI/AAAAAAAADvk/jMCUCTBjEO4/s1600/baner.jpg 
PS. Zamierzam dziś skorzystać z wolnego dnia i pokombinować trochę z nowym szablonem, więc gdybyście widziały tutaj jakiś bałagan, znaczy, że prace trwają ;-)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

WYDARZENIE | II SPOTKANIE OPOLSKICH BLOGEREK KOSMETYCZNYCH

Za nami już drugie blogerskie spotkanie, śpieszę więc donieść, jak było!

Miejscem spotkania w tę niedzielę ogłoszony został Pub Ostrówek (Opole, ul. Ostrówek 1). Wszystkie blogerki dotarły szczęśliwie i w całości, w ilości sztuk dwadzieścia:

1.  Sabbatha
2 . Agusiak747
3. Anulaat
4. Fanglefashion
5. Karminoweusta
6. Rodzynka1989
7. Zauroczona-kosmetykami                             
8. Milky chocolate
9. LaNińa
10. EcattieM - to ja, to ja!
11. Pannakolczykowa
12. Strawberry Mery
13. Anioleek89
14. Kaprysek
15. Kinga Mzyk
16. Darusia994
17. Sajjida
18. Saharu
19. Kolorowy Pieprz
20. Melisa
i się zaczęło! Notabene bardzo smacznie - bo od szarlotki z lodami. A potem już samo poszło - rozmowy nie mające końca, handel i wymiana pełną gębą... Wyszło na jaw, kto ile ma par butów ( "No, ale tak orientacyjnie - między 50 a 100, 100 a 200? 200 a 500? Raczej 200 a 500..."), kto się czepia (to ja!), a kto podlizuje (cześć, Kaprysku! : *), która z dziewczyn niedługo zmieni stan cywilny (szczęścia, Rodzynko! ; *), a kto wyleciał z sali w czasie zajęć ;-)





Rodzynka wygrzewa się w słońcu ;-)

Karminowe Usta : )
Potem był czas i na pizzę, i na słitaśne focie "pod panem", a w międzyczasie pojawiły się również prezenty, za które serdecznie dziękujemy firmom: La Belle, Abc-uroda, By Dziubeka, Mariza, QueenHelene, Floslek, Green Pharmacy, Colour Alike, Pilomax, Natura, Barwa, Herbastudio oraz Pollena.

Kaprysek, Melisa, ja i Mery.

Mery, Kaprysek i Melisa.

Milky & ja.

Milky i Kaprysek.

Słitfocia z rąsi z fleszem musi być! Mery, Kaprysek, Melisa i ja.





Dziękuję Dziewczyny za spotkanie, mam nadzieję, że wszystkie bawiłyście się co najmniej tak dobrze, jak ja! ;-) Dziękuję również Monice, Gosi i Andżelice za organizację - dorzuciłam swoją cegiełkę, chociaż to dziewczyny odwaliły lwią część roboty - spisałyście się (znów) na medal! ;-)
Mam nadzieję, że w podobnym składzie spotkamy się znów za jakiś czas - może tym razem w Okrąglaku... :D


czwartek, 4 kwietnia 2013

BINGO SPA | PEELING BŁOTNY DO TWARZY Z KWASAMI OWOCOWYMI*

Witajcie! ;-)
Kilka ostatnich dni (dziś również odpuściłam sobie zajęcia na uczelni) pozwoliło mi w końcu trochę odpocząć. Oglądałam koncerty - w tym miejscu polecam występ Eda Sheerana na iTunes Festival 2012 - może facet wygląda jak starsze wydanie Rona Weasleya, ale głos ma niesamowity; wróciłam do pisania, czyli tego, co sprawia mi totalną przyjemność, ponadto poznałam niesamowitą dziewczynę, która czyta mi w myślach, z którą kochamy ten sam uśmiech - niezależnie, przed aparatem orto, czy po nim, która stwierdziła, że jestem: "urocza jak Pingwinek Niall James Irish Damn Sexy Horan" (Kasiu, podejrzewam, że możesz to czytać, więc shout out for ya! <3). Wracam ze zdwojoną siłą, chociaż nieco podkurzona poranną wizytą na poczcie. Okazało się, mogę zapomnieć o mojej przesyłce od Gosi - listonosz niosący moją paczuszkę został okradziony i baju baj, lakiery! : (

Produkt, który idzie dziś w krzyżowy ogień recenzji, to ostatnia okazja dla firmy BingoSpa, by pokazać się w mojej łazience z dobrej strony. Uda się? Czytajcie dalej ;-)


Peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi opisywany jest na stronie producenta jako:
Drobnoziarnisty peeling błotny BingoSpa do twarzy z kwasami owocowymi AHA delikatnie usuwa martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 2% mielonych pestek z oliwek i pięćdziesięcio procentowe kwasy owocowe.
W przypadku cery tłustej i mieszanej błoto z Morza Martwego oczyszcza zatkane pory skóry (poprzez absorbcję z porów nieczystości) oraz zapewnia działanie bakteriobójcze. Bardzo istotne dla osób z cerą tłustą i mieszaną jest to, iż błoto powoduje istotne zwężenie porów skóry.
Kwasy owocowe złuszczają naskórek. Zwiększają poziom nawilżenia skóry czego efektem jest poprawa elastyczności i wyglądu zewnętrznej warstwy skóry.
Po starannie wykonanym peelingu BingoSpa skóra jest oczyszczona i wygładzona, bardziej podatna na działanie aktywnych substancji zawartych w innych preparatach kosmetycznych BingoSpa. 





Dotarł do mnie w 100g plastikowym opakowaniu, podobnym do kremu. Otworzyłam - faktycznie, błotko z drobinkami. Poniuchałam - no, pachnie lekko siarką, lekko błotem, trochę jak farbki plakatowe. Nabrałam na palce i pomyślałam: Rany, ta paćka ma cokolwiek ścierać? No way. Użyłam raz, drugi i...





I byłam mile zaskoczona! Podczas mycia peeling nie spływał, zmielone pestki oliwek były delikatnie wyczuwalne, więc miałam też zaliczony jednoczesny masaż. Niewielka ilość wystarczy, by rozprowadzić peeling po całej twarzy, a po zmyciu buzia jest pozbawiona suchych skórek, odświeżona, oczyszczona, ale! nie ma uczucia ściągnięcia! Punkt dla Bingo!
Nie ma potrzeby mnożyć słów -  za 12 zł otrzymujemy naprawdę dobry produkt.




Jak widzicie, na sam koniec firma Bingo Spa obroniła się przed krytyką :-)
O ile z serum byłam średnio zadowolona, krem nie przyniósł oczekiwanych efektów, tak peeling na pewno zużyję do końca i być może sięgnę po kolejne opakowanie, co i Wam polecam.
W tym miejscu pragnę jeszcze podziękować firmie Bingo Spa za współpracę i zaufanie, jakim mnie obdarzyła, wysyłając do testów swoje produkty. Otrzymałam propozycję kontynuowania współpracy, ale na dzień dzisiejszy mam tyle kosmetyków różnej maści do zużycia, że dam Wam szansę potestowania. : )


Miałyście? Lubicie? A może w kategorii 'peeling do twarzy' macie innego zwycięzcę?