niedziela, 26 maja 2013

PAZNOKCIE | PINK PANTHER NAILS

Witajcie!
Nie da się ukryć - mistrzynią malowania paznokci zdecydowanie nie jestem. Gdzie mi tam chociażby do Pauliny (tak, będę Ci słodzić gdzie tylko mogę, GENIUSZU! :D) czy innych malujących dziewczyn. No, ale podobno practice makes perfect, więc korzystając z wolnych dni z tytułu Piastonaliów (które zresztą sobie w tym roku odpuściłam), postanowiłam poćwiczyć. Niemały udział w tym miała promocja w Rossmannie, w którym wydałam zatrważającą kwotę 3 złotych i nabyłam drogą kupna biały lakier do frencha z Wibo.
Osoby śledzące mnie na Instagramie widziały już pewnie zarówno to zdobienie, jak i mój pierwszy raz ze złoto-czarnym frenchem, ale że jestem zadowolona z pierwszego podejścia do wzoru panterki - chwalę się nim i tutaj.



Wreszcie na coś przydały się moje trzęsące dłonie! ;D
A na paznokciach mam kolejno:
  • 1 warstwa odżywki Eveline 8w1 (która niestety dobija już dna :C )
  • 2 warstwy białego lakieru Wibo French
  • 1 warstwa Seche Vite, bo Wiboś długo schnie
  • cętki zrobione różowym i czarnym lakierem Essence, których nazwy wyleciały mi z głowy, przy pomocy szpilki z dużą główką i sondy
  • 1 warstwa Seche Vite
Nieczęsto pokazuję Wam obie dłonie, bo najczęściej na prawej wzór wygląda... Lekko mówiąc, inaczej, niż na lewej, ale tym razem wyszło z grubsza podobnie - here's a prove:


Na koniec jeszcze mój aparat chciał się z Wami przywitać i życzyć Wam udanego niedzielnego popołudnia ;-)


Pamiętajcie, że dziś Dzień Matki i przynajmniej zadzwońcie z życzeniami! Moja mama niestety jest dziś od rana do późnej nocy w pracy, ale postanowiłam urządzić jej małą przyjemność wczoraj i zmobilizowałam się do zrobienia obiadu (śmiejcie się, u mnie to duże wydarzenie, kiedy ja staję przy kuchence! :D). Szef kuchni zaproponował wczoraj kurczaka w ziołach, smażonego bez jakiegokolwiek tłuszczu, frytki z piekarnika oraz pyszny mix sałat, marchewki, pomidorów, papryki, ogórków konserwowych i kukurydzy, skropiony sosem czosnkowym. Mówię Wam, palce lizać! ;-)





A Wy, co przygotowałyście na Dzień Matki? ;-)


czwartek, 23 maja 2013

DENKO | KWIECIEŃ & MAJ 2013



Witajcie!
Chociaż do końca maja został jeszcze tydzień, już teraz zapraszam Was na kolejny odcinek 'Denka' - tym razem zaprezentują się przed Wami zużycia kwietniowo-majowe, w formie innej niż zazwyczaj - bo ileż można pisać. Jak się można domyśleć, zielona buźka oznacza produkt, z którego jestem zadowolona, żółta - taki, który nie wyrządził mi szkody, ale też nie zadowolił, a czerwona - taki, po który więcej nie sięgnę. ;-)

Żel z Balei, chociaż pod koniec męczył mnie zapachem, to klasa sama w sobie. Na wannie stoi już jego kokosowy następca, a romans z firmą trwa. Peeling Joanny to taki średniaczek, nie dorównuje mojemu ulubieńcowi z Lirene, więc nie zasługuje na zielony znaczek. Otrzymuje plusa za przezroczyste opakowanie, które będę mogła zabrać ze sobą do Londynu. Podobnie olejek do kąpieli - nie starczył na wiele użyć i nie jest to mój ulubiony sposób nawilżania skóry, ale z suchymi piętami się rozprawił nieźle. O balsamie brązującym Flos-leku nie mogę powiedzieć nic. Trafił do mnie na spotkaniu blogerek, będąc kilkanaście dni przed terminem zużycia - nie było szansy, bym mogła zużyć taką ilość. Duże rozczarowanie polityką firmy, oj duże.

O szamponie z Balei już pisałam, i to w superlatywach. Podobne działanie na moje włosy miał 'rzekomo ziołowy' szampon Avon - za to oba dostają zielona buźkę. Natomiast blogerski hit, który niemożliwie plątał mi włosy, jest już spalony - nie trafi na moją półkę nawet do mycia pędzli!

Ładnie pachnie, spełnia swoją rolę - chociaż może nie na 48 godzin. To tyle, co mogę powiedzieć o dezodorancie Rexona. Maskarę już opisywałam, o kremie na noc i emulsji matującej Iwostin też wspominałam - podobnie jak maseczka nawilżająca Rival de Loop, nie spełniły moich oczekiwań. O żelu do powiek ze świetlikiem również nie mogę powiedzieć wiele, bo miałam tylko miesiąc na zużycie go - okazało się, że to za krótko. Rozgrzewa powieki, ale nie zauważyłam poprawy stanu skóry wokół oczu. Natomiast absolutnymi hitami stały się w tym miesiącu próbki - Sudokrem, który już kiedyś recenzowałam, ratuje mnie zawsze, gdy na twarzy pojawia się jakiś nieprzyjaciel/potnę sobie nogi w czasie golenia/coś mnie uczuli, a krem matujący Siarkowa Moc faktycznie matowił skórę na cały dzień, czego nigdy wcześniej przy stosowaniu takich produktów nie uświadczyłam, a ponadto pięknie pachniał cytrusami - zdecydowanie pragnę pełnowymiarowego opakowania!

Miałyście któreś z powyższych kosmetyków? Podzielcie się opinią!

PS. Zaktualizowałam zakładkę 'Sale' - kółeczko po prawej stronie bloga przeniesie Was na odpowiednią podstronę. ;-)


niedziela, 12 maja 2013

PAZNOKCIE | SPOTTED DOTTED

Witajcie ;-)
Tak jak już pisałam na fanpage - znalazłam przyczynę swojego zniechęcenia do bloga. Myślałam, że to wina innych portali, w które się wciągnęłam - choćby Twittera i Instagrama (Instagramu? :D), vlogerów, których zaczęłam ostatnio namiętnie oglądać, jak choćby Caspara Lee i Jacka Harrisa (z gościnnymi występami Finna, #finnfinnbettertwin :D), dziesiątek twitcamów, maratonów z '2 Broke Girls' i innych cudów, a to wszystko wina... Ciężkiego szablonu. Poświęciłam więc deszczowe, niedzielne przedpołudnie i zrobiłam tu znów małe zamieszanie; wróciłam do brudnego różu i szarości, usunęłam co mniej przydatne opcje i gadżety i znów na swojej stronie czuję się dobrze - mam nadzieje, że podzielacie to uczucie? ;-)

Kilka odcinków JacksGap później zdecydowałam zebrać zwłoki sprzed komputera i wziąć się za coś przyjemnego. Padło na malowanie paznokci, a że efekty przypadły mi do gustu, postanowiłam się nimi z Wami podzielić. ;-)




W rzeczywistości lakier bazowy (czyli Miss Selene) jest bardziej koralowo-pomarańczowy; kropki to szary lakier Bell i czarny Essence.

Zostawiam Was z dowodem, że nie słucham tylko One Direction, Room94 i 5Second of Summer i obietnicą, że niebawem kolejna relacja z Projektu: Londyn - po kliknięciu w kółeczko po prawej zostaniecie przeniesione/przeniesieni do pozostałych postów na ten temat ;-)




czwartek, 9 maja 2013

PAZNOKCIE | COLOUROWE SŁOŃCE

Witajcie! ;-)
Za żółcią na paznokciach raczej nie przepadam. Często słabo pokrywa płytkę, ma milion złotych, irytujących drobinek i fatalnie się zmywa, odbarwiając paznokcie. A jaki kolor lakieru Colour Alike trafił do mnie podczas II OSBK? Zgadłyście, żółty!


Przede wszystkim, ten CA zachwycił mnie kolorem. Nie jest neonowy i nachalny, tylko pastelowy, delikatny i niezwykle urokliwy. Nie ma drobinek ani żadnego brokatu. Kojarzy mi się z bananowo-mlecznym koktajlem albo małym kurczaczkiem ;-)
Konsystencja jest lekko lejąca, ale nie spływa niekontrolowanie z pędzelka. Emalia dobrze rozprowadza się po paznokciu, nie bąbluje, nie smuży i w dodatku kryje po dwóch cieniutkich warstwach! Połysk i szybkie schnięcie zawdzięczam Seche Vite, więc te kwestie ciężko jest mi ocenić.
Uprzedzona o możliwym barwieniu płytki, pomalowałam paznokcie jedną warstwą odżywki Eveline 8w1 i cienką warstwą innej emalii w podobnym kolorze, przez co zmywanie było bezproblemowe, a lakier nie pozostawił przykrych śladów na paznokciach. ;-)
Koniec zbędnego gadania - nie mogę doczekać się, aż zobaczę go na pazurkach przy opalonych rękach!





W związku z tym, że posty z cyklu 'tydzień w zdjęciach' przypadły Wam do gustu, zdecydowałam się założyć konto na Instagramie - zapraszam ;-)


piątek, 3 maja 2013

MAKIJAŻ | PATRIOTYCZNIE

Witajcie ;-)
Kajam się - ostatni makijaż wrzucałam tu jakiś miesiąc temu... Raz, że żadnych zażaleń na ten fakt nie było, a dwa, że ostatnio moja wersja wyjściowa ogranicza się do zestawu: podkład, puder, biała kredka, tusz i róż. Jakoś rano jest zawsze dużo ważniejszych rzeczy, niż zabawa z kolorami. Ale, że mamy wolne, a ja siedzę w domu znów chora, no i jeszcze w dodatku ten początek maja obfituje w okołopatriotyczne okoliczności przyrody - here it is ;-)




Lista kosmetyków jak zawsze, więc nie będę się bawić w kopiuj-wklej - bo szczerze powiedzcie, czy to się kiedyś komuś na coś przydało? ;-) Wspomnę tylko, że na rzęsach L'oreal z wczorajszego pojedynku - już prawie widać te firanki, czyż nie? ;-)
Nie spodziewałabym się, że taki makijaż może mi się spodobać, ale w gruncie rzeczy miło mi się go nosi (oczywiście w domu) i jakoś nie śpieszy mi się go zmywać...
Na koniec moja ducky face i życzenia, żebyście bawili się lepiej w to wolne niż ja - skoro za oknem i tak leje, to wezmę się za naukę może... A żeby było w temacie, to może prawo konstytucyjne?



środa, 1 maja 2013

TUSZE DO RZĘS | AVON SUPERSHOCK, MAYBELLINE COLOSSAL VOLUM' EXPRESS, L'OREAL FALSE LASH WINGS

Witajcie!
Chociaż noc poprzedzającą wyjazd spędziłam w większości na szpitalnym SORze i spałam raptem dwie godziny, udało mi się nie pomylić pociągów - dwunastogodzinne tłuczenie się polskimi kolejami państwowymi zaliczone, tak jak pizza spod numeru 27. o odkrywczej nazwie 'Dwadzieścia siedem' i mrożona kawa w łódzkiej Manufakturze z najlepszą Siostrą na świecie. Seriously! Czasu na zakupy nie było, i dobrze - wciąż zbieram na wyjazd. Data wylotu już wybrana - jeśli wszystko się uda (a musi!), Polandię opuszczamy 23. sierpnia. ;-)

Wracam w ryzy blogowania i zapraszam Was na kolejne starcie - tym razem na kosmetycznym ringu staną tusze do rzęs! Nie mam ich co prawda tyle, co Kosmetasia, ale te trzy, które aktualnie są w użyciu, reprezentujące różne półki cenowe, dzielnie walczą o miejsce na podium!


Do pojedynku stają: Avon superSHOCK, Maybelline the Colossal Volum' Express i L'oreal False Lash Wings. Cechy wspólne? Wszystkie są czarne, pozostają bez wpływu na moje dość wrażliwe oczy i nie są wodoodporne. Startują więc z równego poziomu, zostaną ocenione według tych samych kryteriów, kto więc znajdzie się na prowadzeniu?


Opakowanie: w kształcie walca, dość grube, ale eleganckie i wyglądające na drogie. W zależności od wersji, w różnych kolorach - wersja podstawowa (na zdjęciu) jest czarna, w złote cętki, natomiast edycja limitowana Zodiac była granatowa w złote wzory.
Szczoteczka: Pierwsza myśl? OGROMNA! Potem jednak przekonałam się, że bardzo wygodna w użytkowaniu. Producent mówi: Szczoteczka przyszłości: rewolucyjna syntetyczna szczoteczka Volume Boost, która umożliwia nałożenie znacznie większej ilości tuszu już za pierwszym razem i dokładnie go rozprowadza - bez grudek i sklejania. Nie sposób się nie zgodzić - krótkie 'ząbki' równej długości gwarantują dokładne rozczesanie rzęs. Mini-zarzutem staje się to, że dużą końcówką łatwo umazać sobie nos od strony wewnętrznego kącika, ale to może tylko mój defekt osobisty ;-)
Efekt: Producent obiecuje: unikalna formuła z mikrowłóknami jak gąbeczki by nadać każdej rzęsie z osobna nieprawdopodobna i niezwykle trwałą objętość. Efekt: do 12x grubsze rzęsy za jednym pociągnięciem szczoteczki tylko od Avonu. Oj, ale się ktoś machnął w obliczeniach! Nie liczmy na 12-krotne pogrubienie - owszem, rzęsy są lekko pogrubione, lekko wydłużone, a przede wszystkim rozczesane, przez co może się wydawać, że jest ich więcej.
Jedna warstwa tuszu nie zapewni teatralnego efektu - dwie, trzy już zdecydowanie tak.
Trwałość: bez zarzutu. Nie zauważyłam osypywania się na policzki, kruszenia - spokojnie wytrzymuje od porannego nałożenia do wieczornego zmycia.
Zmywanie: radzi sobie z nim zarówno płyn micelarny, jak dwufazówka czy pianka.
Cena i dostępność: ok. 25 zł, konsultantki Avon.


Opakowanie: jakie jest, każdy widzi. Moim zdaniem, dość tanie - żółty plastik naładowany informacjami. W dodatku, dla osoby niezorientowanej, łatwo pomylić wersje i kolory - różnią się tylko napisami.
Szczoteczka: stożkowa, dość kłująca. Teoretycznie: Żel zawarty w formule maskary Colossal zwiększa objętość, wielopoziomowa szczoteczka dokładnie rozczesuje i nadaje rzęsom pożądany kształt. Żadna inna maskara nie osiągnie takiego efektu - 9 X większa objętość rzęs. Formuła Colo SSal Volum Express i opatentowana budowa szczoteczki pogrubiają rzęsy bez pozostawiania grudek. A w praktyce...
Efekt: ... już nie jest tak wesoło. Mam wrażenie, że z moimi rzęsami nie robi zbyt wiele - pozostawia je po prostu lekko pogrubione i rozczesane. Każda kolejna warstwa sprawia, że stają się coraz bardziej sklejone i mokre. Łatwo odbić sobie tusz dosłownie wszędzie i zniszczyć makijaż...
Trwałość: po prostu dobra - jak u poprzednika, od nałożenia do zmycia.
Zmywanie: poprawne; poddaje się łzom, a to nie najlepszy środek do demakijażu.
Cena i dostępność: ok. 25 zł, wszystkie drogerie z szafą Maybelline.


Opakowanie: zdecydowanie z wysokiej półki! Ma kształt skrzydła - z jednej strony spłaszczone, z drugiej wypukłe, jako jedyne zamykane jest na klik!, dzięki czemu jestem pewna, że zamknęłam go możliwie szczelnie i nie wysycha.
Szczoteczka: Asymetryczna szczoteczka dla szeroko rozpostartych rzęs. Po raz pierwszy L`Oréal Paris stworzył asymetryczną szczoteczkę, która posiada:
- ergonomiczny kształt jak linia rzęs, aby chwycić każdą rzęsę, od kącika do kącika,
- elastyczne łuki unoszące się na zewnątrz aby rozciągnąć rzęsy przy zewnętrznym kąciku.
Szczoteczka natychmiast rozciąga i wydłuża każdą rzęsę w kierunku zewnętrznego kącika oka.
Formuła zawiera unikalne włókna o długości 1,2 milimetra, które delikatnie otulają i „rozwijają” rzęsy dla uzyskania jedwabistej i spektakularnej objętości.
I tu muszę się zgodzić! Po prostu, bez dodatkowych komentarzy.
Efekt: jedna warstwa daje ładny, dzienny efekt, kolejne gwarantują nam dramatyczny, teatralny look. To pierwsza maskara, przy używaniu której ktoś skomplementował moje rzęsy ;-)
Trwałość: jak w przypadku poprzedników - od nałożenia do zmycia, bez kruszenia się i efektu pandy.
Zmywanie: bezproblemowe - pianka, płyn, dwufazówka - spokojnie dadzą radę.
Cena i dostępność: ok. 55 zł, szafy L'oreal. Swój dostałam w SuperPharm do testowania za darmo ;-)
1 warstwa. Efektu na zdjęciu nie widać, na żywo jest. Ech!


Jak nietrudno się domyślić, Maybelline nie zostało moim ulubieńcem. Avon to zdecydowanie tusz, po który będę sięgać nadal (to moje 2 opakowanie) - szczoteczka mnie kupiła kompletnie, a przy stosunkowo niskiej cenie nie mam powodów do narzekań. Natomiast na dzień dzisiejszy L'oreal sprezentował mi tusz, który podbił moje serce - będę szukać go na promocjach, bo zdecydowanie warto. ;-)

A jaki jest Wasz ulubieniec w tej dziedzinie? Dajcie znać! ;-)