sobota, 27 lipca 2013

DENKO | CZERWIEC & LIPIEC 2013

Zapraszam Was na denko - jak zwykle dwumiesięczne (jak widać po tytule posta: czerwcowo-lipcowe):

1. Szampon Timotei z różą z Jerycha, Złociste Refleksy
Zapytacie, czemu do swoich ciemnych włosów kupiłam szampon dla blondynek? Po pierwsze - czemu nie? A po drugie, w tym czasie miałam sporą fazę na rozjaśnianie włosów, które do skutku jednak nie doszło. Z samego produktu jestem bardzo zadowolona - zapoczątkował moją miłość do szamponów tej marki - teraz mam wersję z odżywką, z olejkiem kokosowym, do ciemnych włosów. Dobrze się pieni, jest bardzo wydajny, łatwo go wydobyć do końca. Nie plącze włosów, ale dokładnie je oczyszcza i pozostawia miękkie.

2. Żele pod prysznic Balea: kokos&kwiat tiary, mandarynka
O wersji mandarynkowej pisałam jakiś czas temu w TYM poście - dodam tylko, że wersja kokosowa była równie udana, z przyjemnością używam żeli Balei ;-) Jedyne, co zwróciło moją uwagę w niebieskiej wersji, to fakt, że napisy na folii pod wpływem wody nieco się rozjechały, ale nie brudziły rąk i w żaden sposób nie wpływało to na użytkowanie.

3. Żel pod prysznic Isana, witaminy&jogurt
Kolejny tani, ale bardzo przyjemny produkt - dobrze się pieni, oczyszcza ciało, nie pozostawiając uczucia ściągniętej skóry, pięknie pachnie. Mogę przyczepić się tylko do tego, że jest dość mało wydajny, ale biorąc pod uwagę niską cenę, to nie problem - w cenie jednego żelu z 'wyższej półki', który starczy na miesiąc, mogę kupić kilka takich : )

4. Płyn do kąpieli Luksja, jagodowa muffinka
Płyny do kąpieli tej marki zagościły na mojej półce na dobre - uwielbiam te niesamowite, słodkie wersje zapachowe, uwielbiam wannę pełną piany, nie odczuwam ściągnięcia skóry po kąpieli, a poza tym, butelka starcza na naprawdę długo, a wcale sobie nie żałuję, wlewając go do wanny. Na pewno kupię kolejną butlę, może teraz wersję czekoladową - pachnie tak obłędnie, że ślinka cieknie. Dobrze, że do wanny ;-)


5. Pianka oczyszczająca Vichy
O tej piance swego czasu post wysmarowałam, więc odsyłam Was TUTAJ. Podstawowe walory tejże pianki się nie zmieniły, skorygować muszę tylko jej wydajność - w kwietniu napisałam, że wystarczy na ok. 2.5 miesiąca używania jej dwa razy dziennie, okazało się jednak, że starczyła na miesiąc dłużej. ;-) Nadal uważam, że 60 zł za opakowanie to dużo, ale przy takiej wydajności chyba skuszę się na kolejny zakup.

6. Płyn 2-fazowy Bielenda, awokado
Znów się powtórzę, bo o tej dwufazówce pisałam już wielokrotnie, na przykład TUTAJ. Cóż począć, skoro to mój ulubiony demakijaż wszechczasów? : )


7. Pianka do golenia Isana: brzoskwinia, aloes
Nie liczę, ile ich już zużyłam - to po prostu taki produkt, do którego wraca się z przyjemnością ;-)

8. Żel do golenia Avon
Pierwszy produkt, jaki kiedykolwiek miałam z Avonu, od lat co jakiś czas kupuję tubkę tego smerfnego żelu. Nie wiem jednak, czy to ja mam już porównanie z innymi, czy Avon zmienił coś w jego składzie, ale nie jestem już tak zadowolona z niego jak kiedyś.


9. Zmywacze: Progres x2, Vix, Margaret x2

10. Odżywka do paznokci Eveline 8w1 Total Action
Produkt, który się albo kocha, albo nienawidzi. Mi na szczęście, odpukać, formaldehyd nie robi krzywdy, a ta odżywka uratowała moje zmasakrowane paznokcie. W tym momencie zużywam drugą buteleczkę, wyłącznie w roli bazy pod lakier i jestem bardzo zadowolona.

11. Seche Vite
Produkt kultowy, którego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Myślałam, że jest ósmym cudem świata... Dopóki nie poznałam Sally Hansen : ) Na dnie buteleczki jest go jeszcze trochę, ale tak gęsty, że nie sposób go wydobyć.

12. Lakier Essence, Colour&Go, 144 Black is back
Mój ulubiony, czarny kremowy lakier, który polecam każdemu, kto potrzebuje zwykłej czerni, która dobrze kryje przy 1 grubszej lub 2 cienkich warstwach i szybko schnie.


13. Podkłady: Vichy Normateint, La Roche-Posay Toleriane, La Roche-Posay Unifiance, Lancome, Eveline BB
Wszystkie te próbki łączy jedna wspólna cecha - były tak ciemne/pomarańczowe/ceglaste, że natychmiast po nałożeniu na twarz musiałam biec po płyn micelarny. Na szczęście nie pokusiłam się o zostawienie ich na wyjazd (uff!). Drobny plus dla Lancome - jako jedyny pięknie pachniał.

14. Peeling Siarkowa Moc
Produkt dość przeciętny - na codzienne potrzeby niewymagającej skóry jak znalazł, ale ja nie pokuszę się o zakup większego opakowania, od złuszczania mam peeling Synergen.

15. Sól do kąpieli

16. Korektor mineralny Amilie, Light
Fajnie ukrywał niewielkie zasinienia pod oczami i wtapiał się w skórę, ale to zbyt mało, bym zainwestowała w pełnowymiarowe opakowanie. W zasadzie z wszystkich kosmetyków mineralnych, jakie wypróbowałam, najbardziej do gustu przypadły mi róże - są niesamowicie napigmentowane i mają piękne kolory. Podkład też jest niczego sobie, ale jego podstawową wadą jest fakt, że ścierał się po dotknięciu twarzy, a tego nie zdzierżę.


To już wszystkie zużycia ostatnich dwóch miesięcy : ) Może się wydawać, że jest tego dużo, ale weźcie poprawkę na to, że kosmetyki pielęgnacyjne, żele, pianki i zmywacze zużywam razem z mamą - samej zajęłoby mi to dużo dłużej.

Znacie te kosmetyki? A może moje buble mają interesujące odpowiedniki? Napiszcie! 
Cat

poniedziałek, 22 lipca 2013

MAKIJAŻ | KOLOROWY DYMEK A'LA GRAY

Witajcie ;-)

Całkiem niedawno Gray przygotowała step do jednego ze swoich makijaży. Do tej pory bardzo sporadycznie próbowałam takie malunki na swoich powiekach odtwarzać, ale tym razem postanowiłam zaryzykować  - Kasia tak ładnie zachęcała, żeby się inspirować... : )
Oczywiście moje skille do jej mają się raczej marnie, ale trening czyni mistrza, czy jakoś tak - usiadłam więc z nosem przy lustrze, pół poranka kombinowałam, a efektu wcale nie chciałam zmywać : )
Wszelkie skargi proszę kierować do Asi-Kosmetasi - to ona sobie zażyczyła pokazania na blogu : )






I jak Wam się podoba? To chyba moje pierwsze podejście do bardziej skomplikowanego makijażu, kolejne do czarnej kredki na linii wodnej... Gdyby nie to, że na dworze jest tak gorąco, że się topię, gdy tylko wyściubię nos za drzwi, częściej kombinowałabym z makijażem, bo okazuje się, że to niezła frajda :D

Na koniec jeszcze buziak dla Kasi za bardzo dokładne i dobrze przygotowane stepy, a także dla Was, za tyle komentarzy pod ostatnią notką. Lubię dla Was pisać!


niedziela, 21 lipca 2013

SALLY HANSEN | INSTA DRI ANTI-CHIP TOP COAT

Witajcie ;-)
Jeszcze pół roku, gdyby ktoś zaproponował mi zakup wysuszacza do lakieru - odmówiłabym, argumentując, że w ogóle nie jest mi potrzebny. W jakim ja żyłam błędzie... Na początku w moim pudełku okołopaznokciowym pojawiło się słynne Seche Vite - zużyłam całą buteleczkę, pod koniec walcząc z glutowaceniem, irytując się na starte końcówki i obkurczony lakier, ale za to zachwycając się zapachem (tak, jestem fanką dziwnych zapachów - benzyna, lakier, butapren, zmywacz, mmm! :D).
Buteleczka się skończyła, a ja zdałam sobie sprawę, jak bardzo przyzwyczaiłam się do lakierów schnących na piękny połysk w zaledwie kilka minut. Przyszła więc pora na zakup kolejnego wysuszacza. Kierowana dobrymi recenzjami (i oszczędnością: SV z przesyłką kosztowało jakieś 30 zł, a w SuperPharmie była akurat promocja na Sally Hansen: 17,49 zł i peeling do stóp gratis) sięgnęłam po czerwoną buteleczkę Sally Hansen Insta-Dri. 


Zacznijmy od obietnicy producenta - wszystkie możecie przeczytać powyżej. Od siebie dodam, że choć raz jestem zdania, że to nie takie obietnice gruszek na wierzbie! Faktycznie, lakier jest suchy "do dotknięcia" w 30 sekund, ale zanim zacznę coś robić, daję mu jeszcze kilka chwil - po góra 5-6 minutach ruszam do swoich zajęć. Oprócz wysuszania lakieru, pięknie go nabłyszcza i utrwala. Wreszcie doczekałam się topu, który nie ściąga końcówek (jeeeej!), nic nie dzieje się z nimi też od ciągłego stukania w klawiaturę, przekładania papierów, książek i innych działań. Manicure jest faktycznie niesamowicie trwały, nie odchodzi płatami jak nieraz zdarzało się lakierom w towarzystwie SV, na moich wymagających dłoniach spokojnie wytrzymuje 5 dni, co jest naprawdę dobrym wynikiem - żaden lakier solo jeszcze tak dobrze sobie nie poradził. Szóstego dnia mam często już drobne odpryski, ale to również dlatego, że przecież nie leżę cały dzień z dłońmi na poduszkach - sprzątam, myję naczynia, samochód, mam dużo kontaktu z wodą, co skraca żywotność emalii.



Sama buteleczka prezentuje się zwyczajnie - jedyne, co w niej szczególnego, to kształt: z jednej strony jest wypukła, z drugiej zaś płasko ścięta. Nie rozumiem tego zabiegu, no, ale niech już będzie - nie ocenia się produktu po opakowaniu. Duży plus za pędzelek - jest długi, płaski i ładnie przycięty, przez co nakładanie topu nie nastręcza trudności. Konsystencja jest rzadka, dość lejąca, więc trzeba dobrze odcisnąć pędzelek przed kontaktem z paznokciami. Na szczęście zbytnio się nie rozlewa na skórki, łatwo je wyczyścić. Obawiałam się, że właśnie konsystencja będzie wpływała negatywnie na utrwalanie wzorków - bałam się, że będą się rozpływać, jak pod wpływem utwardzacza Eveline, ale nic takiego nie ma miejsca - wystarczy odczekać zalecane 2 minuty.

Przykład działania na lakierze p2 060 happy bride.
Summa summarum, jestem bardzo zadowolona, że skusiłam się na ten blogerski hit. Teraz nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez przyspieszacza wysychania, a przez to, że Insta-Dri tak utrwala emalię, nie muszę poświęcać każdego wieczora na zmienianie lakieru, który odprysnął czy uszkodził się w inny sposób.

Edycja:
Mam sklerozę! Dopiero Hexxana przypomniała mi, że miałam dorzucić na koniec skład dzisiejszego bohatera (dziękuję, Hexx! ; * ) - oto on:



Jaki jest Wasz ulubiony wysuszacz? A może nie korzystacie z takich wynalazków? 
Dajcie znać, a ja uciekam, obejrzeć nowy filmik na kanale Olessski : ))

Cat

poniedziałek, 15 lipca 2013

MAKIJAŻ | Z POMARAŃCZEM

Witajcie ;-)

Latem, pewnie jak wiele z Was, rezygnuję z makijażu lub uszczuplam go do minimum. Wolę pokazać się światu w wersji saute, niż co pół godziny biegać do lustra i się pudrować, tudzież spływać mało wyjściowym pomarańczem. Na krótkie, popołudniowe wyjścia, wybieram kosmetyki mineralne, co do których mam jeszcze mieszane uczucia, ale gdy już naprawdę muszę zrobić pełny makijaż, stawiam na żywe kolory - turkus, miętę, pomarańczę. Dzisiaj przed Wami właśnie taki, odgrzebany z czeluści dysku, makijaż z nutą pomarańczy/brzoskwini (matowy cień Kobo) i szarości (My Secret).



Nie da się ukryć, że namachałam się, żeby zdjęcia wyszły we w miarę naturalnych kolorach - efekt jest połowicznie osiągnięty ;-) Próbowałam też oddać kolor moich nowych włosów, ale niestety, jest kompletnie niefotogeniczny i widać jedynie poblask czerwieni/fioletu, który w świetle dziennym widać zdecydowanie lepiej.

Co sądzicie? Na jakie kolory Wy stawiacie w letnim makijażu? ;-)

środa, 10 lipca 2013

BALEA | ŻEL POD PRYSZNIC MANDARYNKA

Witajcie! ;-)

Niektórych z Was zaskoczę - dziś nie będzie o lakierze! Anonimie, cieszysz się? ;-)
Dziś o produkcie, który sprawił, że moja mama zaczęła dopytywać, kiedy znów będziemy mogły to kupić i gdzie - Dusche & Creme Balea, czyli po prostu żel pod prysznic, w mandarynkowym wariancie zapachowym. Do tej pory nie pisałam o tej kategorii kosmetyków, co więc sprawiło, że akurat o tym żelu postanowiłam sklecić kilka zdań?


Na początek oczywiście przeanalizujmy opakowanie. Butelka wykonana jest z solidnego plastiku, zwęża się ku górze i dzięki temu dobrze leży w dłoni, nawet mokrej, mieści w sobie 300 ml kosmetyku. Szata graficzna jest charakterystyczna dla kosmetyków tej niemieckiej marki, mi się bardzo podoba. Zamknięcie na 'klik' nie otwiera się przypadkowo, nic się nie wylewa.

Skład różni się w przypadku różnych wersji zapachowych, w mandarynkowym wygląda tak:
AQUA · SODIUM LAURETH SULFATE · COCAMIDOPROPYL BETAINE · SODIUM CHLORIDE · COCO-GLUCOSIDE · SODIUM LAUROYL LUTAMATE · GLYCERYL OLEATE · GLYCERIN · INULIN · LECITHIN · CITRUS RETICULATA FRUIT EXTRACT · LAC POWDER · POLYQUATERNIUM-7 · CITRIC ACID · STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER · PROPYLENE GLYCOL · SODIUM SULFATE · HYDROGENATED PALM GLYCERIDES CITRATE · TOCOPHEROL · PARFUM · LIMONENE · LINALOOL · SODIUM BENZOATE · PHENOXYETHANOL · CI 15510

Kocham zapach mandarynek, kocham mandarynki jako takie. W tym żelu jednak nie czuję tylko tego owocu, to raczej orzeźwiająca mieszanka cytrusów - aromat pozostaje na skórze dość krótko, ale nie jest nieprzyjemny. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych wersji zapachowych - miałam już kokos, wiśnię z migdałem (z limitowanej edycji ciasteczkowej), wąchałam też jagodę i ananasa - wszystkie te mieszanki zapachowe są bardzo udane, nieduszące, aż chce się wąchać!

Co więc, oprócz zapachu, sprawia, że z przyjemnością wracam do żeli marki Balea? Nawilżenie. Nie znam niemieckiego, więc nie wiem, co obiecuje nam na opakowaniu producent, mogę się jednak domyślać, że gdzieś między wierszami przemyca obietnicę uczucia nawilżenia, którą w dodatku spełnia. Osobiście od żelu pod prysznic nie wymagam tego, by jeszcze pozostawiał skórę nawilżoną, bo gdy potrzeba, smaruję ją balsamem (no, dobrze, robię to rzadko - nigdy mi się nie chce :D), ale moja mama bardzo doceniła ten walor - ma bardziej przesuszoną skórę, zwłaszcza na nogach, więc niemieckie żele podbiły jej serce.

My na pewno będziemy kupować kolejne opakowania, a Was też do tego serdecznie zachęcam! W niskiej cenie (ok. 6-6.50 zł) mamy naprawdę dobry produkt, bijący na głowę wiele wysokopółkowych kosmetyków. 



Jeśli macie ochotę wypróbować ten kosmetyk Balei, albo cokolwiek innego z oferty DM-u, jest okazja! W dniach 10-11.07. w sklepie Anna Cosmetik trwa promocja - przy zakupach powyżej 40 zł (które nie tak trudno tam zrobić :D) przesyłka jest darmowa, czyli mamy okazję zaoszczędzić jakieś 10 zł, albo spożytkować je na inne zakupy ;-) Ja za każdym razem byłam bardzo zadowolona z zakupów w tym sklepie, dlatego zupełnie szczerze go Wam polecam ;-)

Miałyście do czynienia z żelami Balei? Jakie wersje zapachowe warto wypróbować? ;-)

niedziela, 7 lipca 2013

PAZNOKCIE | P2 HAPPY BRIDE

Witajcie ;-)
Ostatnio wspominałam Wam o zakupach na Anna Cosmetik - w paczce, oprócz eyelinera, który pokazywałam w poprzedniej notce, znalazł się jeszcze lakier, który skusił mnie już poprzednim razem. Mowa o p2 Volume Gloss w odcieniu 060 Happy Bride.


Za lakier o pojemności 12 ml, rodem z niemieckiego DM-u, zapłacimy 1.95€/ ok. 11 zł. 

Kolor jest trudny do sprecyzowania - w buteleczce to brzoskwiniowy róż, na paznokciach łosoś lub neonowa pomarańcza - możecie to zobaczyć na innych zdjęciach, na przykład tutaj. Świetnie wygląda i na długich paznokciach, i na zupełnie krótkich - miałam okazję to sprawdzić, gdy musiałam dziś spiłować je prawie do zera, zmieniając kształt z kwadratowych na owalne, niestety. 


Aplikacja nie sprawia problemów - pierwsza warstwa kryje dobrze, ale niezupełnie, druga natomiast wyrównuje wszystkie niedociągnięcia. Schnie zadziwiająco szybko - pierwsza jakieś 3 minuty, druga około 5-6 minut. Trwałość (bez topu) jest również przyzwoita - na moich wymagających paznokciach trzymał się bez odprysków 4 dni - dziś musiałam go zmyć, bo paznokcie boleśnie popękały, ale natychmiast pomalowałam je z powrotem tą 'szczęśliwą panną młodą'.
Jedynym mankamentem, jaki dostrzegam, jest wlot buteleczki - jest bardzo wąski, co przy dużym, płaskim pędzelku jest niemałym utrudnieniem - ciężko jest nie upaprać szyjki/powyginać pędzelka, zwłaszcza, jeśli robi się to gwałtownie.




Gdyby nie to, że teraz mam już absolutny ban na zakupy, do mojej kolekcji trafiłoby jeszcze kilka odcieni, na pewno piękny błękit - heavenly girl, przypominający mi lakier Gosi z blogerskiej kolekcji Wibo. Ten brzoskwiniowy róż przypomina mi tak swoją drogą lakier sygnowany podpisem Oleski, jest tylko trochę ciemniejszy ;-)

Macie jakieś lakiery p2? Które kolory warto mieć? ;-)

czwartek, 4 lipca 2013

P2 POOL SIDE PARTY | EYELINER 010 NIXIE BLUE

To wszystko wina Urbi. Serio, gdyby nie ona i jej chciejski wpis o limitce p2, przegapiłabym jej istnienie. A tak, to po prostu musiałam. Musiałam kliknąć (znów w AnnaCosmetik) w ten eyeliner. Kliknęłam, odebrałam z poczty i przepadłam. Miałam jeszcze wziąć ten koralowy, ale na swatchach wyglądał na neonową pomarańczę i uznałam, że i tak nie będę go używać. A niebieskie kreski noszę często. Zatem przed Wami...



... eyeliner p2 LE Pool Side Party w odcieniu 010 Nixie blue.
Opakowanie przypomina mi błyszczyk, dobrze się zamyka i nie ma obawy, że się wyleje. Spadło z biurka na podłogę, nie ucierpiało - chyba przeżyje dalsze loty.
Odzwyczaiłam się od używania eyelinerów w płynie, odkąd przestawiłam się na żele, dlatego byłam bardzo ciekawa, jak będzie się współpracowało z pędzelkiem. Byłam mile zaskoczona - nabiera odpowiednią ilość kosmetyku, więc kreskę naprawdę można namalować jednym ruchem, w dodatku przy takiej fenomenalnej pigmentacji nie trzeba nic poprawiać, nie ma prześwitów. Może być niewielki problem z namalowaniem zupełnie cieniutkiej kreski, ale przy odrobinie wprawy myślę, że można się przyzwyczaić. Pędzelek jest dobrze przycięty, lekko leży w dłoni, ma odpowiednią grubość. Oj, polubiliśmy się!
Eyeliner szybko zasycha na powiece, dając minimalne uczucie ściągnięcia, dzięki czemu nie odbija się wszędzie, gdzie nie powinien.


Producent obiecuje nam wodoodporność. Hm, początkowo powątpiewałam. Dopóki nie wsadziłam ręki ze swatchami pod bieżącą wodę. Próbowałam zimną, ciepłą, ale pozostawały nienaruszone. Dopiero pocieranie lekko zniszczyło kreski, a ostatecznie rozprawił się z nimi wacik z micelem. Co ciekawe, eyeliner nie rozmazuje się podczas demakijażu, a jakby roluje - pierwszy raz podczas zmywania oczu nie miałam eyelinera wszędzie. Plus!

Urbi zażyczyła sobie prezentacji na oczach. No to proszę bardzo! Na oczach tylko i wyłącznie eyeliner, także wybaczcie nieogarnięte brwi, rzęsy, etc., etc.


Zdecydowanie polubiliśmy się z tym linerem i czuję, że nasza znajomość w wakacje będzie kwitnąć :-)

A Wy miałyście już do czynienia z tą limitką P2? A może wcale Was nie kusi? Let me know! :-)

poniedziałek, 1 lipca 2013

PAZNOKCIE | P2 060 STRICT

Witajcie ;-)
Wróciłam z łódzkich wojaży - nie obyło się bez problemów pt. 'Pociąg spóźnia się 2.5 godziny, nieważne, że mamy przesiadkę', 'Dworzec we Wrocławiu o 23.00 to świetne miejsce do spędzania czasu', ale w ogólnym rozrachunku to był jeden z moich bardziej udanych weekendów ever, a już na pewno jeden z najlepszych koncertów. Gdybym mogła, to wywiesiłabym baner w mieście, że mam zdjęcia z 3/4 zespołu i Dean śpiewał 'you'll understand why I want you so desperately' pokazując na mnie palcem! :D


Na mnie nie patrzcie - liczy się towarzystwo :D Lewy górny róg: Sean Lemon, prawy górny: Dean Lemon, dół: Kit Tanton i Kasia <3

No ale nie o tym miał być post :-)
Niestety, moje SV się skończyło, a ja wciąż zapominam kupić kolejnej butelki, więc malowanie paznokci znów jest koszmarem. Postanowiłam więc sięgnąć po taki lakier, który nie wymaga topu - i w ten sposób prezentuje się przed Wami mój pierwszy piasek, 060 Strict od p2.


Z piaskami miałam tak, że bardzo chciałam któregoś z nich spróbować, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze. Wiem, mogłam je kupić przez internet, ale powstrzymywała mnie myśl o wyjeździe do Londynu (przestała działać - wpadłam w fazę zakupową...). Gdy w końcu nadarzyła się okazja, by dodać jakiś piaskowy lakier do koszyka, nie mogłam się zdecydować na kolor. Postawiłam na ciemną szarość, która po otwarciu paczki zaskoczyła mnie... fioletem! W praktyce jednak fiolet widać tylko w odpowiednim świetle, a w pozostałych przypadkach lakier jest szary, z brązowymi i fioletowymi podtonami.

Duży plus za buteleczkę i pędzelek - pierwszy raz spotkałam się z zamknięciem, które stawia opór, jakby miało gumową uszczelkę - fajna sprawa, mam pewność, że lakier się nie wyleje. Pędzelek jest wygodny, szeroki i nieco spłaszczony, nie udało mi się nim umazać rąk do łokcia.
Sama konsystencja lakieru również działa na korzyść - to gęsta baza z miliardem chropowatych drobinek i płatkami brokatu, która lekko sunie po paznokciu, zostawiając odpowiednią warstwę lakieru, nie rozlewa się i nie ciągnie. Dwie warstwy zapewniają pełne, idealne krycie, a w dodatku schną błyskawicznie - mniej więcej 3-5 minut.

Obawiałam się, że lakier będzie irytował mnie swoja chropowatą powierzchnią, ale nic takiego się nie dzieje. Nie zaczepia się o ubrania, nie zaciąga rajstop. Na moich paznokciach wytrzymał tydzień - po 5 dniach końcówki były minimalnie starte i pojawił się jeden odprysk, ale był tak niewidoczny, że nie musiałam zmywać całości. Zmywanie nie nastręcza problemów, wystarczy użyć odrobiny folii aluminiowej ;-)

Czas na zdjęcia:





Zakochałam się w tym piasku, i już mam ochotę na kolejne - mam nadzieję, że ktoś mi zabierze kartę do przelewów... Jak mogłyście zauważyć na FP i IG, zdążyłam już sprawić sobie pędzel Hakuro H50s, próbki minerałów, a przed chwilą wyklikałam też błękitny eyeliner z letniej limitki p2 i brzoskwiniowy lakier p2 - niech ten złodziej kart się pospieszy! :D