niedziela, 9 marca 2014

BLOGERKA TEŻ CZŁOWIEK | STUDIA

Witajcie! ;-)

Dziś luźniejszy, niekosmetyczny post, którego stworzenie obiecywałam już dobre parę miesięcy – poopowiadam Wam trochę o moich studiach, chociaż nie ukrywam, że robię to dość niechętnie. Dlaczego?

via radiosygnaly.pl
 
WSTĘP
Zapytacie – dlaczego niechętnie? A no dlatego, że ciężko ugryźć ten temat w taki sposób, by zarówno udzielić odpowiedzi na wszystkie pojawiające się pytania, dać obraz uczelni i kierunku, a jednocześnie nie narzekać zbyt wiele i nie zniechęcić przypadkiem kogoś do studiowania. Poza tym, jestem teraz w takim momencie swojego studiowania, że najchętniej rzuciłabym to wszystko w diabły, więc mogę być nazbyt krytyczna w ocenie. W tym momencie pragnę jeszcze zaznaczyć, że post oparty jest wyłącznie na moich doświadczeniach, uzupełniony o opinie znajomych studiujących ze mną.

MIEJSCE
Część z Was wie, a część dopiero teraz się dowie, że jestem na II roku prawa na Uniwersytecie Opolskim. Często pojawiają się pytania – dlaczego nie Wrocław, dlaczego uniwersytet o raczej kiepskiej renomie?
Powodów jest kilka, zarówno te osobiste, o których nie chcę tutaj pisać, jak i bardziej błahe – zasadniczo, od kiedy myślałam o studiowaniu prawa, widziałam się na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na przeszkodzie stanęła matura – na kilka miesięcy przed, gdy sprawdzałam kryteria, na stronie internetowej nie było mowy o konieczności zdawania WOS-u, więc żyłam w tym przeświadczeniu do matury (na której zdawałam matematykę P, j.polski P i R, j. angielski P i R oraz historię R). Dopiero później okazało się, że bez WOS-u nie mam co liczyć na studia w Krakowie. Drugą opcją był Uniwersytet Wrocławski, ale wiedząc, że wykładowcy z Wrocławia wykładają też w Opolu, uznałam, że wyjazd nie ma sensu. Wynajmowanie mieszkania za horrendalne pieniądze w mieście położonym tak blisko uznałam za marnotrawstwo, a poza tym w ogóle nie lubię Wrocławia – zdecydowałam się zostać na UO. Wychodzę z założenia, że tutaj nauczę się tego samego, co w Krakowie czy Wrocławiu, a w przyszłości nikt nie będzie mnie pytał, którą uczelnię skończyłam, jeśli będę dobra w tym, co robię.
Moje zajęcia w większości odbywają się w budynku Wydziału Prawa i Administracji, położonym w centrum Opola; pojedyncze kursy czy lektoraty mają miejsce w innych budynkach, oddalonych kilka kilometrów, ale do tej pory zawsze układało się tak, że miałam odpowiednią ilość czasu, by dotrzeć spacerkiem z jednych zajęć na drugie.

PLAN ZAJĘĆ I PRZEDMIOTY
Trudno mówić cokolwiek o elastyczności planu, bo każdy student będzie odbierał go inaczej – dla jednych kilkugodzinne okienka są dobrym rozwiązaniem, dla innych nie. Ja należę raczej do tej drugiej grupy – wolałabym mieć zajęcia ciągiem, a nie rozciągnięte w całym dniu, tak, że wychodzę z domu o 8.00, a wracam po 19.00. Co z tego, że w trakcie mam np. 2 trzygodzinne okienka, skoro i tak nie zdążę na nich wrócić do domu i zjeść obiadu?
Jak dotąd, najwcześniej zaczynałam zajęcia o 7:30 (lektoraty z angielskiego), a najpóźniej opuszczałam budynek uniwerku ok. 19:30 (kurs ogólnouczelniany); nie liczę tu egzaminów, o których za chwilę.
Jeśli chodzi o przedmioty: na pierwszym roku dużo jest takich zabijaczy czasu, jak technologia informacyjna, Bezpieczny Internet, różne rodzaje historii, filozofia, podstawy ekonomii i inne. Nie neguję, być może są istotne, ale dają poczucie tracenia czasu. Oczywiście obok nich są też wykłady istotne, takie jak prawoznawstwo, prawo rzymskie, łacina czy logika, dziesiątkująca studentów, wstęp do prawa konstytucyjnego (kontynuowane na drugim roku), ustrój organów ochrony prawnej.
Na drugim roku robi się konkretniej: prawo konstytucyjne, cywilne cz. ogólna, cz. zobowiązań, administracyjne, karne, doktryny polityczno-prawne, prawo wyznaniowe; wciąż jednak są przedmioty pozostawiające wiele do życzenia: etyka prawnicza (która u mnie wyglądała raczej jak katecheza w szkole podstawowej), system prawny pomocy społecznej w Polsce, współczesne koncepcje administracji publicznej, współczesne problemy w patologii społecznej, negocjacje prawne, podstawy psychologii i socjologii, prawne i socjologiczne aspekty rozwoju turystyki w Polsce (serio!), metodologia badań administracyjno-prawnych, nauka społeczna Kościoła Katolickiego oraz kursy ogólnouczelniane, tworzone tylko po to, by student miał odpowiednią ilość punktów ECTS, by zaliczyć rok. 

ILOŚĆ MATERIAŁU I EGZAMINY
Temat-rzeka… Zacznijmy od łatwiejszego aspektu, czyli egzaminów – nie ma żadnej reguły na ich formę, co roku wykładowcy zmieniają swoje metody. Dotychczas nie miałam jeszcze żadnego egzaminu ustnego, chociaż w sesji letniej będą na pewno dwa – prawo karne i wyznaniowe. Zdarzają się testy, są egzaminy z pytaniami ogólnymi i kazusami, są też takie, w których jest i trochę testu, i pytań otwartych i jakieś tabelki do wypełnienia.
Ilość materiału jest… porażająca. Jeśli liczycie na to, że wystarczy przejrzeć książkę tuż przed egzaminem i to wystarczy – nic bardziej mylnego. Okej, udawało mi się to w pierwszym semestrze, ale teraz to niemożliwe – nawet wielokrotne przeczytanie książki od deski do deski, skryptów i opracowanie pytań, które dostajemy od starszych lat nie dają gwarancji, że się zda. Bardzo dużo zależy od szczęścia, tego, do której grupy się trafi, w  której turze się pisze i jaki humor ma wykładowca, który sprawdza egzamin. Nieraz wystarczy napisać cokolwiek, byle czytelnie (nawet przepis na ciasto), a nieraz nawet napisanie wszystkiego nie jest wystarczające i słyszy się „dwa, bo napisała pani za mało!”. Czasem dwa dni przed egzaminem wykładowca przysyła kilkadziesiąt stron materiałów, które trzeba ogarnąć w trybie ekspresowym, a bywa i tak, że egzaminy są dzień po dniu i na naukę jest mikroskopijna ilość czasu.
Jeśli ktoś sądzi, że uczyć się będzie musiał dopiero w sesji – dobry żart! Może na początku studiów – potem przyjdą ćwiczenia, na które trzeba będzie nauczyć się 100, 200 stron w ciągu tygodnia, do tego przeczytać jakieś materiały, przygotować referat, etc. Prawo to nie kierunek dla totalnych leniuchów!

LUDZIE I WYDARZENIA
Och, jak ja bardzo chciałabym ominąć ten punkt! Nie ma reguły, jak na każdych studiach są ludzie fajni i niefajni, z pasją i tacy, którzy są na tych studiach tylko dlatego, że nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Są tacy, którzy od samego początku zachowują się tak, jakby byli już na sali sądowej albo co najmniej na aplikacji, a niektórzy są dziecinni i ich głównym zajęciem jest rozsiewanie głupich plotek. Ot, życie! Na szczęście mam swoje niewielkie grono dobrych znajomych i wśród niemalże 140 osób, które obecnie są na roku, mam kogoś, do kogo mogę się odezwać ;-)
Natomiast w kwestii wydarzeń kulturalnych i tematycznych UO całkiem daje radę – mamy Piastonalia, liczne koncerty w Studenckim Centrum Kultury, całe mnóstwo konferencji i spotkań ze specjalistami i prężnie działające koła naukowe. Drugą kwestią jest możliwość uczestniczenia w nich – naprawdę podziwiam osoby, które są w stanie ogarnąć studiowanie, ELSĘ (Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa), koła naukowe i życie prywatne. 

PLAN NA PRZYSZŁOŚĆ
Mój plan jest bardzo prosty – jeśli oczywiście uda mi się skończyć studia w terminie i bez problemów: specjalizacja karnistyczna > obrona magisterki > aplikacja ogólna w Krakowie > bycie prokuratorem. W razie czego mam plan B, ale wolałabym go oczywiście nie wprowadzać w życie… ;-)

Mam nadzieje, że poruszyłam wszystkie kwestie, o które pytaliście – jeśli coś pominęłam, odpowiem w komentarzu, dajcie znać! A blogerki studiujące - co studiujecie? ;-)

35 komentarzy:

  1. Pozdrowienia z PO ;) Fajnie, że jest blogerka z Opola, której wpisy chętnie czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę, jaki ten świat mały! :))

      Usuń
  2. Czyżby etykę prowadził pan dr F.? Bardzo źle wspominam zajęcia, które z nim miałam. Etyka w biotechnologii to jeden z tych przedmiotów, na których zastanawiałam się, co ja tutaj robię xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, pan Z. :D Ja się tak zastanawiałam na większości przedmiotów w pierwszym roku w sumie... :D

      Usuń
  3. Pamiętam, że na 3 roku miałam taki biologowstręt, że jak słyszałam gdzieś słowo organizm, bakteria, komórka to zbierało mi się na wymioty ;p Teraz jednak miło wszystko wspominam ;) Trzymam za Ciebie kciuki kociaku ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak, mi się zbiera na myśl o cywilnym :D
      Tulam! :*

      Usuń
  4. także wole miec plan bez okienek :) Twój kierunek jest diametralnie inny niż mój, dlatego nie mam zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii :)
    ja też najwcześniej zajęcia zaczynałam o 7.30 ale najpóźniej wychodziłam po 21 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po 21.00 wyszłam tylko raz, jak miałam egzamin, który zamiast o 18:00 zaczął się 1,5 godziny później :D

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za brak konieczności wprowadzania w życie planu B :)

    Ja swój kryzys uczelniany też przerabiałam na drugim roku. Ale to akurat była tylko moja wina bo bez wcześniejszego dokładnego przemyślenia zaczęłam równolegle studiować na drugim kierunku. Przez pierwsze pół roku klęłam na siebie dzień i noc.
    A teraz strasznie, strasznie brakuje mi uczelni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan B nie jest zły, ale wolałabym go jednak nie wprowadzać - wymaga zbyt wielu zmian :D
      Mam na roku dziewczynę, która studiuje 3 kierunki równocześnie, a ma już dyplom z czwartego. Nie wyobrażam sobie tego w ogóle!

      Usuń
    2. 3?! no to już przesada, ja rozumiem rozwój, samorealizację i ambicje, ale cyz to nie działa na zasadzie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego? ;)

      Usuń
    3. Nie, akurat ta dziewczyna jest bardzo zdolna (jest nieco starsza, ale to nie jest istotne) i studiuje pokrewne kierunki, na wszystkich dając sobie świetnie radę.

      Usuń
  6. Ja studiuję zarządzanie publiczne na UŁ, ale moją wielką niespełnioną ambicją jest administracja, na którą się nie dostałam i wylądowałam tu gdzie jestem... Z perspektywy czasu - kierunek nie jest zły, ale gdzieś zawsze będę żałowała, że stało się tak a nie inaczej, choć wiem, że zrobiłam wszystko co mogłam, a na drodze do ''szczęścia'' stanęła mi jedna nauczycielka z liceum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uh, takie babska są najgorsze... Najważniejsze, że masz świadomość, że zrobiłaś co się dało i sobie nie możesz nic zarzucić :)

      Usuń
  7. "a w przyszłości nikt nie będzie mnie pytał, którą uczelnię skończyłam, jeśli będę dobra w tym, co robię" i ty mowisz,ze poszlas na prawo,bo chcialas w przeciwienstwie do osob, ktore poszly, bo nie wiedzialy co ze soba zrobic..znasz w ogole realia?
    Praktyki - tutaj wiodaca role odgrywa to na jakiej uczelni studiujesz/studiowalas, im wiecej i lepsze praktyki tym latwiej dostac sie na aplikacje, co jest logiczne, bo nie kujesz suchych informacji tylk uczysz sie w praktyce (a nie parzysz kawy i robisz xero podczas tych 'praktyk').
    Na czyms oparte sa rankingi dostawalnosci na aplikacje, w ktorych "mniej prestizowe" uczelnie UO+ olsztyn + rzeszów+ stalowa wola sa zawsze na samym koncu a przepasc jest ogromna Z nieba biora sie takie informacje? Nie maja pokrycia w rzeczywistosci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aplikacje przydziela Okregowa Izba po zdaniu egzaminu i wpisie do rejestru przez Ministra. Praktyki nie maja z tym nic wspolnego. Po przydzieleniu do konkretnej kancelarii - musza Cie przyjac na aplikacje! Nie znasz podstawowej procedury , to sie nie wypowiadaj!

      Usuń
    2. Anonimie 1,, widzę, że masz wiele do powiedzenia, chociaż się nie znasz na tym, co mówisz. Z tego co napisałeś/łaś wynika, że jak ktoś jest kompletnym tłukiem, ale skończy UW, to super, przyjmą go z otwartymi ramionami, a jak ktoś jest z UO, ale jest zdolny, to trudno, bo z UO. W takim razie pytam - skąd się bierze to, że większość osób, które w tym roku dostały się na aplikacje, wywodzi się z UO?
      A kwestia dostania się na aplikację to zdanie egzaminu, nie podbity papierek z praktyk.

      Anonimie 2. - popieram! :D

      Usuń
    3. Anonimie piszesz że "Olsztyn, Rzeszów, Stalowa Wola" ale może lepiej posprawdzaj sobie jaki procent studentów dostaje się po uczelniach z tych miast na aplikacje. A bądźmy szczerzy to co uczysz się na studiach to tylko kropla w morzu, tego co będzie wykorzystane w przyszłości i jeśli znajdzie się pracę w tym zawodzie to i tak ja wiem z własnego doświadczenia jest się w stanie pamiętać wszystkiego co było, ucząc się dużej ilości materiału i przechodząc z jednego egzaminu na kolejny.

      Usuń
    4. W takim razie pytam - skąd się bierze to, że większość osób, które w tym roku dostały się na aplikacje, wywodzi się z UO? " hahahahahaha skad takie dane statystyczne? Bardzo prosze o zrodlo tej wieriarygodnie zabawnej informacji;)
      Mowie o mozliwosci podjecia praktyk w czasie studiow, gdzie ogromna role gra wlasnie uniwersytet,z ktorego sie pochodzi..i nie sady i kancelarie w danym miescie, bo wiadome jest,ze na praktyki do przykaldowo sadu w opolu w czasie roku akademickiego aplikuja studenci tejze uczelni, bo ciezko zeby ktos z wroclawia czy poznania dojezdzal XD

      Usuń
    5. Nie chce mi się szukać tego na stronie uczelni, wybacz.
      Moment, nie rozumiem - chodzi Ci o to, żeby student UO na praktyki dojeżdżał do Wrocławia? Przecież to za grosz sensu nie ma. Skoro w Opolu jest Uniwersytet Opolski, to logiczne, że to właśnie jego studenci będą odbywać praktyki w kancelariach w Opolu - nie ma konkurencji, więc nie gra roli uniwerek, który się skończyło...

      Usuń
    6. najwięcej ludzi na aplikacje dostaje się z warszawy i z łodzi , takie sa statystyki ministerstwa wiec jednak chyba uczelnia ma trochę na to wpływ ;)

      Usuń
  8. nie taki Uniwerek straszny jak go malują ;) sama go też skończyłam
    mój mąż jest po PO, nikt go nie pytał na rozmowach o pracę gdzie skończył, liczył się papier

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uniwerek nie straszny, chociaż czasem można dostać kręćka od braku organizacji :D
      Ściskam Ciebie, męża i małe Kurczę! : *

      Usuń
    2. oj tak, organizacji to tam często brak :)

      Usuń
    3. za to zmian planu i zamieszania aż nadto :D

      Usuń
  9. ja studiuje administracje w Opolu na PO. Trochę krzywdzący jest pogląd społeczny na ludzi po administracji w stosunku do ludzi po prawie, bo jednak przedmioty nam się w 3/4 powtarzaja, ale zeby potem starac się o coś lepszego (posady sedziowskie, aplikacje itd.) nie mamy szans. Życie :/ ogólnie studia jedne i drugie opieraja się na zakuwaniu na pamięć. Taka prawda, że jak się na bieżąco nie uczy i nie "siedzi" w tym to takie studia sie do niczego nie przydają, bo cała wiedza szybko się ulatnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja koleżanka też studiuje administrację na PO i faktycznie, ma większość przepisów - przedmioty nam się pokrywają, więc też nie rozumiem tego pokutującego poglądu, że ludzie po administracji są inni/gorsi... -.-

      Usuń
    2. Racja. Ale mysle,ze w wiekszosci przypadkow wynika to z tego,ze ludzie nie dostajac sie na prawo wybieraja administracje - tak,tak wiem ze czesc osob idzie na administracje, bo taki wlasnie kierunek z zalozenia chciala studiowac.
      Nie dostal sie na prawo = jest nieco mniej ogarniety pod katem nauki = czesto ogarniecie zyciowe - stad ten poglad o ludziach z adm. Na przykladzie swojej uczelni widzę zresztą ogromna przepasc (generalizujac) miedzy adm a prawem,chociaz wiadomo,sa mega inteligentni i ogarnieci ludzi na adm, a na prawie jednostki kompletnie 'zablakane'.

      Usuń
  10. wiem, że to niekosmetyczny post, a jednak kosmetyczny komentarz, ale chciałam Cie zapytac, jaki powinnam kupic odcien dermacolu? bo jestem blada, ale nie biala, i nie wiem czy brac najasniejszy, czy ten zaraz po nim, prosze pomóż :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu, pod niekosmetycznym postem na kosmetyczne pytanie też chętnie odpowiem : ))
      Zależy do czego potrzebujesz Dermacolu - chociaż ja nie polecam go ani w roli podkładu, ani korektora - jest za ciężki, zbyt obciąża cerę i niesamowicie zapycha. Jest duuużo lepszych produktów do tego : )
      Jeśli koniecznie chcesz Dermacol, to najlepiej wybierz się do drogerii i spróbuj odrobinę na dłoni, a jeśli nie będzie widać różnicy, to ja bym brała jaśniejszy, bo wydaje mi się, że Dermacol minimalnie ciemnieje w kontakcie z powietrzem : )

      Usuń
    2. są lepsze? a co byś poleciła? chodzi mi głównie o krycie i ładny jasny odcień, jestem otwarta na wszelkie sugestie :D

      Usuń
    3. Jeśli podkład, to może Revlon ColorStay (ma dużą gamę kolorów), albo Pharmaceris (najjaśniejszy jest naprawdę jasny)? Największą gamę kolorystyczną ma chyba MAC, ale to już naprawdę wysoka półka cenowa. A z korektorami będzie już gorzej, bo ja używam tylko Collection, niedostępnego stacjonarnie w Polsce :D Ale Catrice ma na pewno coś fajnego w ofercie : ))

      Usuń
  11. Ciekawy post! Ja miałam duuużo luźniejszy kierunek studiów, nie będę więc porównywać i się wypowiadać, ale fajnie było móc się tego dowiedzieć.
    Zapytam o coś innego - czemu nie lubisz Wrocławia? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się za duży, za głośny, zbyt mnie przytłacza i nie umiem się tam odnaleźć :D Nieważne, że świetnie radzę sobie w Krakowie, a Londyn uwielbiam m.in. właśnie za to, że jest duży i głośny :D

      Usuń
  12. Też studiuję prawo, ale w Krakowie i też chciałabym wylądować na aplikacji prokuratorskiej, ewentualnie sędziowskiej :)

    OdpowiedzUsuń