wtorek, 22 kwietnia 2014

WHAT'S IN MY... BAG?


Witajcie!

Domyślam się, że wiele z Was dzisiaj musiało wrócić do pracy i pewnie wcale Wam się nie chce, prawda? Ani pracować, ani czytać niczego bardziej angażującego mózg ;-) Ja co prawda wracam na uczelnię dopiero w piątek, ale też nie mam ochoty na pisanie czegoś ultrapoważnego. Właśnie dlatego wpadłam na pomysł, że przed rozpoczęciem zajęć ogarnę trochę moją torebkę, a Wam pokażę - co było w niej przed porządkami. Bardzo lubię posty z cyklu what's in my bag, więc jeśli taki pisałyście - podeślijcie mi link! ;-)

Wydaje mi się, że akurat w zakresie porządku w torebce jestem dość ogarnięta - nie mam problemów ze znalezieniem w niej dzwoniącego telefonu (no dobra, dlatego, że zazwyczaj noszę go w kieszeni), nie gromadzę w torbie zbędnych bibelotów. I bez tego jest wystarczająco ciężka!



Torebka, którą zazwyczaj noszę ze sobą na uczelnię, bo mieści wszystko, co potrzebuję, to czarna, skórzana a'la aktówka marki Marta Marzotto. Nie mam pojęcia, czy jest oryginalna - po wpisaniu nazwy w google wyskoczyła mi w odpowiedzi włoska aktorka... Swego czasu bardzo modne były podobne w kroju torebki Mulberry, dlatego gdy znalazłam w second handzie całkiem zbliżoną, w dodatku czarną i zupełnie nową - musiałam ją kupić. I dzielnie towarzyszy mi od ponad roku ;-) Jest pojemna, zapinana na widoczny wyżej klips, ale również na zamek, ma dwie duże przegrody, oddzielone jakby trzecią - zasuwaną saszetką, na plecach jest malutka czwarta kieszonka, a i miejsca na telefon i jakieś drobiazgi nie brakuje.


W środku znalazłam całkiem sporo:
  • parasolka, celowo spięta gumką do włosów - komuś mogłoby się to wydawać dziwne, ale ja mam dwa w jednym - parasolka z zepsutym zamknięciem nie otwiera się przypadkowo, a ja nie zgubię gumki. Wiecie jak to jest - one same giną!
  • zeszyt do wszystkich przedmiotów, kalendarz
  • kodeks na zajęcia - tutaj akurat karny, ale czasem zamienia się miejscami z cywilnym ;-)
  • książka - ratunek przed zaśnięciem w autobusie czy na uczelni. Właśnie skończyłam czytać "Miłość i medycynę sądową" - całkiem niezły kryminał okołomedyczny z wątkiem romansowym.
  • okładka na dokumenty i portfel - buldog, którego dostałam od koleżanek po odejściu z pracy, miał powstrzymywać mnie przez zakupami, ale jakoś mu nie wychodzi... ;-)
  • gumy do żucia, chusteczki i miodowo-cytrynowy Strepsils - pozycje absolutnie obowiązkowe. Nie jestem lekomanką, ale zimą cierpię na przeziębienia, a latem wykańcza mnie klimatyzacja, więc coś na gardło muszę zawsze ze sobą mieć.
  • wsuwki
  • krem do rąk, balsam do ust i jakieś mazidło - zazwyczaj mazidło to po prostu to, z czym na ustach wychodzę rano z domu, ostatnio był to fioletowy lip lacquer z L'Oreal.
  • ulotka reklamująca Dni Opola i stare bilety PKP do Krakowa ;-)
  • zapasowe długopisy
  • telefon i mp4 - nie wyjdę z domu, nie mając ich ze sobą. Albo wyjdę, ale po kilku minutach po nie wrócę. Nie jestem w stanie funkcjonować bez telefonu i muzyki i nie planuję iść na odwyk, nawet nie próbujcie mnie wysyłać!


Wydaje mi się, że zawartość jest całkiem przyzwoita i jednocześnie przewidywalna. Jak widzicie - nie noszę ze sobą kosmetyczki, w torebce nawet nie mam pudru. Na szczęście podkład Lily Lolo z pudrem Kryolan daje mi 7-10 godzin spokoju... Teraz Wasza kolej - co dźwigacie ze sobą na co dzień? ;-)

30 komentarzy:

  1. OOOOO to coś dla mnie i mojej nowej torebki ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, rób zdjęcia i ja czekam na post! :D

      Usuń
  2. Podrzuciłaś mi temat na ciekawego posta... :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, jestem zaszczycona. Byleby to nie był hejt na takie, co to torebki po blogach pokazują :D

      Usuń
  3. Od drugiego roku studiów korzystałam tylko z tych zeszytów z Lidla, uwielbiam ich kartki :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawne oko Zoili pozna zeszyt z Lidla po marginesach, oł je! :D Świetne są i u mnie też 'studiują' :D

      Usuń
  4. Ja w torbie mam jedne wielki bajzel - pełno chusteczek, jakiś paragonów, czasem znajdzie się widelec albo łyżeczka (wiadomo czymś trzeba II śniadanie zjeść). Co ciekawe nigdy nie ma tego co potrzebuję - np. długopisu. Wszystkie rzeczy na uczelnię noszę w osobnej materiałowej torbie, bo gdybym miała to wszystko mieć w jednej, to bym jej chyba nie podniosła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam taki bajzel dopóki nosiłam do szkoły plecak, teraz już jakoś się ogarnęłam :D A sztućce nie latają mi po torebce, bo nie mam w zwyczaju nic jeść w ciągu dnia - albo chodzę głodna albo wracam na okienku do domu, by coś skubnąć :D

      Usuń
    2. Ja mam ok. 40 min jazdy tramwajem z domu na uczelnię, więc jak mam 2 godzinne okienko to nie opłaca mi się wracać. W tym semestrze mam plan taki że np. siedzę od 8 do 17 i mam zajęcia, 2 h wolnego, zajęcia, znowu wolne itd... Więc coś na II śniadanie / obiad zawszę biorę.
      Z plecakiem - u mnie było na odwrót - porządek, wszystko miało swoje miejsce. Uwielbiałam plecaki z masą kieszonek, przegródek. :)

      Usuń
    3. A nie no, przy takim planie to zrozumiałe - ja mam jakieś 15 minut autobusem i 5 minut autem, więc nawet w ciągu godziny zdążę obrócić : ) Chociaż jak mi się nie chce, to też wrzucam do torby coś do przegryzienia, ale raczej na sucho :)

      Usuń
  5. I ja mam w planach ten post :)
    Lubię podglądać, co inni mają w torebkach :)
    A stare bilety do Krakowa prosze wymienić na nowe! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pisz go koniecznie, ja Ci chętnie zajrzę do torebki :D
      Bilety z przyjemnością wymienię, mów tylko na kiedy :D

      Usuń
  6. Też od dawna planuję ten post, ale jakoś tak mi się schodzi i schodzi... :P
    Ja również nie noszę kosmetyczki :) żadne pudry i inne rzeczy, z kosmetyków jedynie pomadka lub błyszczyk, w zależności co danego dnia mam na ustach. Chociaż koniec końców i tak nie poprawiam ust w ciągu dnia :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najwyższa pora się zmobilizować! : ))
      Ja w zasadzie też nie poprawiam - albo mam lekki błyszczyk, który 'zjedzony' nie wygląda źle, albo tint/lakier/szminkę, która daje mi wielogodzinny spokój :D

      Usuń
  7. Świetny portfel :D A nawet nie wiedziałam, że Dove ma pomadki ochronne ;) Moja torebka za czasów studiów wyglądała prawie identycznie, tylko jeszcze zawsze miałam kosmetyczkę wypełnioną po brzegi i 10 pomadek i błyszczyków w różnych odcieniach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy jeszcze są te pomadki - ta znalazła się u mnie nawet nie wiem jak i kiedy, odczekała na swoją kolej i jak w końcu zaczęłam jej używać, to mnie rozczarowała :D

      Usuń
  8. a co ciekawego na dni opola fajny post też taki zrobię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nic nie zwróciło mojej uwagi, a nie mam też ochoty na stanie w wielogodzinnych kolejkach po bilety :)

      Usuń
  9. Uwielbiam takie posty :) Choć u niektórych widoczne jest celowe wkładanie najlepszych, najdroższych, oryginalnych rzeczy tylko dla pokazania, wszystkie pudry jakie są w domu i 500 szminek, żeby zmienić kolor ust w danej chwili. haha :D Lubię oglądać zawartości torebek, np. takich jak Twoja ( nie myśl, że to jakaś groźba - nie posunęła bym się do takiego czynu,bo widzę kodeks karny :P ) No właśnie.. ja też nie widziałam, że Dove ma pomadki ochronne.. jako maniaczka chomikowania pomadek, powiedz mi gdzie mogę ją znaleźć, bo gdy ją kupię być może, że kiedyś ją zużyje, jednak potrzebna jest w mych zbiorach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze rozbraja, jak widzę małą torebkę, a w niej kilka różnych flakoników perfum. Serio, ktoś faktycznie nosi ze sobą to wszystko 'na wszelki wypadek'?!
      Ja się śmieję, że jakby ktoś ukradł moją torebkę, to jak zobaczy pusty portfel i kodeks karny, to natychmiast odda :D
      Co do pomadki - no właśnie nie wiem, czy gdziekolwiek można ją kupić. Nie wiem, czy przypadkiem nie była dołączona do jakiegoś innego kosmetyku... W każdym razie nawilża mizernie (prawie wcale) i pachnie jak mydło Dove, nic szczególnego :D

      Usuń
  10. uwielbiam 'zaglądać' do cudzych torebek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Torebek, telefonów... Niby zazwyczaj nic szczególnego w nich nie ma, ale to fajne :D

      Usuń
  11. Mam w planach przygotowanie tego posta :)
    Lubię to podglądactwo torebkowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w takim razie chętnie 'popodglądam' jak opublikujesz :)

      Usuń
  12. U mnie zawartość wygląda podobnie, chociaż nie muszę już nosić zeszytów :)
    I zamiast książki towarzyszy mi Kindle.
    Nie sądziłam, że ta torebka będzie taka pakowna. Nie sprawia takiego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się jakoś do pomysłu z zakupem Kindle nie mogę przekonać - lubię zapach nowych książek :D
      Całkiem sporo można w niej upchnąć, tylko wtedy podczas chodzenia otwiera się klips - podobnie zresztą dzieje się, gdy w torbie jest za mało. :D

      Usuń
  13. Zawartość mojej torby wygląda bardzo podobnie, również niewiele noszę, a telefon zawsze w kieszeni. Poza tym też zawsze noszę parasolkę i np. dzisiaj mi się przydała, bo nikt się nie spodziewał deszczu, od rana słońce a tu nagle po południu lunęło ;p Wszyscy zrozpaczeni jak dojdą na przystanek a Kasia sobie elegancko idzie sasasa ^^
    A dobry patent z tą gumką! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja dzisiaj też tak sobie tuptałam - wszyscy klną pod nosem, że leje, a ja wyciągam parasolkę :D

      Usuń
  14. Bałagan, to znak rozpoznawczy mojej torby, można w niej znaleźć wszytsko. Ostatnio podczas sprzątania znalazłam tam pompkę do roweru choć na takowym nie jeżdże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygrałaś tą pompką internety! :D

      Usuń