wtorek, 24 czerwca 2014

DENKO | KWIECIEŃ, MAJ & CZERWIEC 2014

Witajcie!

Zbliża się koniec miesiąca, zarazem koniec kolejnego kwartału, dlatego zapraszam Was na zużycia tego okresu - tzw. projekt denko. Nie przedłużam ze wstępem, bo trochę się tych plastików uzbierało ;-)


Apart Natural, nektar do kąpieli
Dla niektórych gorąca kąpiel to opcja tylko na zimę. Ja lubię przynajmniej raz w tygodniu poleżeć w gorącej wodzie z pianą, poczytać książkę czy obejrzeć filmiki na youtube. Nektar z Apartu, pachnący - jak opakowanie sugeruje - pomarańczą i morelą (tą drugą bardziej) był miłym dodatkiem do sobotniego relaksu. Nie miał szczególnych właściwości pielęgnacyjnych, ale tego od płynu czy nektaru do kąpieli nie wymagam. Chcę tylko ładnego zapachu, dużej pojemności i mnóóóóstwa piany!


Apis, kremowy żel pod prysznic z miodem i kozim mlekiem
Chociaż był gęsty, aksamitny i dobrze się pienił, to wydawało mi się, że dość słabo mył. W dodatku jego duża wydajność i moje zniechęcenie do zapachu miodu sprawiło, że przemęczyłam z wielkim trudem.

Balea, dusche&creme limonka i aloes
Żele to moje ulubione produkty z oferty marki - szeroki wybór oryginalnych kompozycji zapachowych, dobra wydajność i stosunkowo niska cena zawsze przyciągają mnie magicznie do zakupu. Na minus oczywiście dostępność. Wariant limonka (limetka?) i aloes pachniała świeżo, cytrusowo, zarazem nieco męsko - cieszę się, że mam w zapasie kolejną butelkę tego wariantu!


The Body Shop, bananowy szampon i odżywka do włosów
W końcu odkryłam blogerski hit - i jak widzicie, polubiliśmy się! Nie mam dostępu stacjonarnego do sklepu TBS, ale dobre blogerskie dusze (Sylwia! :*) i wycieczki do Katowic pozwoliły mi zapoznać się z tymi świetnymi produktami. Stosowałam zarówno w duecie, jak i osobno, łącząc z innymi kosmetykami do włosów. Efekt zawsze ten sam - oczyszczone, nie splątane włosy, pachnące bananem, uniesione i lśniące. Jest miłość! (I trzecia butelka szamponu w użyciu :D). 


Avon Advance Techniques, odżywka z marokańskim olejkiem arganowym
Długo zajęło mi jej zużywanie, więcej czasu tak naprawdę spędziła na półce, niż w użyciu. Pamiętam, że miała przyjemną, kremową konsystencję, łatwo się spłukiwała, a włosy zostawiała gładkie i lśniące. Nie mam jednak w zwyczaju wracać do przeciętych produktów, a do tych katalogowych nie mam już zaufania, więc nie będziemy kontynuować znajomości.

Balea, odżywka do włosów farbowanych z kwiatem pomarańczy i moringą
Czymkolwiek kwiat pomarańczy i moringa są (ktoś wie?), w przypadku tej odżywki dawały ładny zapach. Najlepsze efekty uzyskiwałam łącząc tę odżywkę nie z szamponem z serii, a z bananowym ulubieńcem z TBS. Z braku laku wspomagałam się nią też przy myciu pędzli - były miękkie i puszyste ;-)


Borjouis, delikatny płyn do demakijażu oczu
Nie widzę go już na półkach (wydaje mi się, że kupiłam go w 'cenie na do widzenia' w Rossmanie), a szkoda. Ze zmywaniem makijażu oczu radził sobie dobrze, przy eyelinerze w żelu było trochę pod górkę, ale obywało się bez tarcia i pandy pod oczami. Nieco rozgrzewał skórę wokół oczu, redukował puchnięcie, nie podrażniał i nie powodował efektu mgły, a poza tym był bardzo wydajny!

Pisałam o nim w sierpniu ubiegłego roku - napisałam wtedy, że daję mu ok. miesiąca, jeśli o wydajność chodzi. Gdy zaczęłam go oszczędnie używać tylko raz dziennie, rano, starczył na +/- 7 miesięcy! Podtrzymuję wszystko, co pisałam o nim w recenzji - delikatny, dokładnie oczyszcza i nie wysusza.


Eveline Slim Extreme 4D, intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową
Nigdy nie wierzyłam w takie specyfiki, ale skoro już to serum znalazło się w moim kartonie 'do zużycia', postanowiłam dać mu szansę. Starczyło na miesiąc codziennego wcierania w brzuch, uda i pośladki. Okazało się, że przy regularnym stosowaniu (i wprowadzeniu racjonalnej diety) faktycznie może pomóc w zmniejszaniu rozmiarów! ;-) Efekt chłodzący, dzięki mentolowi w składzie, jest świetny na lato - a rozgrzewanie pomaga spalić zjedzone lody ;-)

Rexona, Long Lasting Sexy
Ani to long lasting, ani przyjemny zapach (czyli sexy). Był, zużył się, na szczęście. I na tym zakończmy!
 

Farmona Tutti Frutti, cukrowy peeling do ciała, brzoskwinia i mango
Wielkie opakowanie pełne słodko i chemicznie pachnącego, przeciętnego zdzieraka. Drobinki rozpuszczają się pod wpływem wody, pozostawiając na skórze tłustą warstwę. Niby nie składa się tylko z parafiny i zapewnia nawilżenie skóry, ale mnie tylko irytowała. Nie mówię już o podobnie tłustej warstwie na wannie, która doprowadzała do szału każdego, kto się w owej wannie poślizgnie...

Vintage Body Oil, peeling do ciała cukrowo-orzechowy
Peeling dwufazowy, który warto wymieszać przed użyciem. Zostawia jeszcze gorszą, tłustą warstwę niż poprzednik, obowiązkowo muszę później sięgnąć na przykład po żel pod prysznic, ale zdzieranie - pierwsza klasa. I wspaniały, świeży, ale słodki zapach - nie spotkałam się nigdy wcześniej z takim aromatem.

Soap&Glory, The Righteous Butter
Masełko do ciała w wersji podróżnej (50ml) przywiozłam w zeszłym roku z Londynu i bardzo oszczędnie je sobie dawkowałam. Wchłania się szybko, nie zostawia białych smug, pachnie oryginalnie i bardzo przyjemnie, ale nie zapewnia jakichś szczególnych właściwości nawilżających czy pielęgnujących. Ot, takie mazidło, za bądź co bądź - grube pieniądze. Ale opakowanie ma słodziutkie, więc pewnie kupię i w tym roku, jak trafię na promocję! :D


Cztery Pory Roku, krem do rąk i paznokci glicerynowy, wiśnia japońska
Zaskoczył mnie fakt, że konsystencja tej podróżnej wersji jest bardziej mokra i lżejsza niż wersji w dużym opakowaniu, ale bez dwóch zdań wpłynęło to na fakt, że używało mi się go bardzo przyjemnie. Wreszcie znalazłam coś, co regularnie wcierałam w dłonie kilka razy dziennie przez 3 tygodnie. Wchłaniał się szybko, nie zostawiał tłustej warstwy, a nawilżał lekko, ale wystarczająco jak na moje ręce.

Soap&Glory, Hand Food
Zbliżył się do końca już w listopadzie, ale zostawiłam sobie ostatnie porcje na później, bo uwielbiałam - zarówno za zapach - podobny jak w balsamie do ciała tej marki, jak i za właściwości. Na pewno przy najbliższej okazji wrzucę go do koszyka i będę dozować przed najbliższy rok ;-)


Amilie, mineralny podkład kryjący
Na podstawie samej próbki ciężko mi coś powiedzieć - kolor dopasowywał się fajnie do mojej cery, krył w zadowalającym stopniu, nie zdecydowałam się jednak na zakup pełnowymiarowego egzemplarza.

Paese, błyszczyk; Avon, błyszczyk Color Trend
Jeśli miałabym z tych dwóch wybierać ulubieńca - stawiam na Paese. Ładniejszy kolor, efekt lustra na ustach, ale nic oryginalnego - podobne produkty oferuje każda tańsza firma.

No name, eyeliner; Wibo, eyeliner wodoodporny
Tego pierwszego nie używałam, nie jestem przekonana do nakładania chińszczyzny na powieki. Zużyłam do malowania kresek na facechartach ;-) Drugi natomiast to zdecydowanie hit - pod koniec kilkumiesięcznego używania zaczął kruszyć się w wewnętrznych kącikach oka, ale wcześniej sprawdzał się bardzo dobrze do szybkich kresek.

My Secret Curly Lash; Wibo Growing Lashes; Benefit They're Real
Maskara z My Secret była za mokra, bym mogła jej używać i nawet odczekanie kilku miesięcy nic nie dało. Co za tym idzie - efekt na rzęsach nie był zbyt ciekawy, a o ksero na powiekach było banalnie łatwo. Nie umywał się nawet do hitu hitów ostatnich miesięcy, czyli zielonej maskary Wibo - dawała mi zarówno efekt dzienny, nienachalny, jak i wieczorowy w razie potrzeby. Nigdy nie zbierałam tylu komplementów dotyczących moich rzęs, jak w czasie używania tego tuszu. Benefit natomiast sprawił, że po aplikacji, chociaż rzęsy były wydłużone, to mogłam je policzyć na palcach jednej ręki, a gigantyczną szczoteczką manewrowało się ciężko, zwłaszcza w kącikach oczu.

Ingrid, baza pod cienie
Pisałam o niej bardzo dawno, a do praktycznie aż do kwietnia sprawowała się u mnie dobrze. Pod koniec używania zauważyłam, że coraz ciężej ją wyjąć z opakowania i rozgrzać w palcach, więc wymieniłam na bazę z Inglota, ale co do jej pozostałych właściwości nie mam żadnych zarzutów.

Eveline, odżywka 8 w 1
Nie zliczę, która to już moja butelka tej odżywki i podtrzymuję wszystko, co mówiłam o niej wcześniej - używana z rozwagą uratowała moje paznokcie. Pisałam Wam zresztą o efektach jej używania w mojej paznokciowej historii.

+ brak na zdjęciu: dwie butelki genialnego, zielonego zmywacza Isana ;-)


Superdrug, maseczki
W tym kwartale miałam do czynienia z maską ogórkową, z białą czekoladą i tropikalną peel - off. Jak widzicie, ogórkowej nie skończyłam - nałożyłam na twarz, ale po chwili musiałam zmywać, bo skóra mnie wręcz paliła żywym ogniem - obyło się bez alergii i podrażnienia. Bałam się jednak, że może mi zaszkodzić, więc nie powtórzyłam aplikacji. Czekoladowa również piekła w czasie zasychania, ale mniej niż ogórkowa, więc wytrzymałam - skóra, jak zawsze po użyciu tych maseczek, była oczyszczona i nawilżona. Najlepszą opinię mam o tropikalnej maseczce typu peel-off - chociaż nie nawilża tak, jak poprzedniczki, to oczyszcza dużo lepiej i odświeża cerę. Moja ulubiona, jeśli o ofertę Superdrug chodzi! ;-)

Yves Rocher, Evidence, chusteczka zapachowa; Equilibra, maseczka aloesowa


Uff, uporałam się z komentarzem do wyrzutków tego kwartału, mogę śmiało opróżnić torbę i zacząć denkować i zbierać kolejne opakowania. Jak Wam poszły w ostatnich miesiącach zużycia? ;-)

19 komentarzy:

  1. Kusi mnie ta bananowa seria z The Body Shop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj się skusić, jest naprawdę fajna! :D

      Usuń
  2. Ten zielony tusz z Wibo bardzo lubiłam, ale strasznie się osypywał i wylądował w koszu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się nic nie kruszyło, nawet jak wysechł :DD

      Usuń
  3. Bananowy szampon i odżywkę TBS miałam i używałam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej się u Ciebie sprawdzał ten duet razem, czy każde solo? :D

      Usuń
  4. Sporo tego, sporo :)
    fajnie pozbyć się takiej ilości pustych opakowań, prawda ?
    Lubię ten wiśniowy krem do rąk CPR.
    A Hand Food S&G mi się marzy ...
    Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, można zbierać od nowa! :D
      Hand Food powiadasz... Zobaczymy co da się zrobić :D

      Usuń
  5. Bananową odżywkę TBS od dawna chcę wypróbować :) A odżywkę Eveline uwielbiam, chociaż od ponad roku wybieram wariant diamentowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, jak będziesz miała okazję - jest fajna! Chociaż szampon chyba lepszy :)

      Usuń
  6. Apart,Balea-Apis- znam i lubię :) Jeśli chodzi o kąpiele...zażywam średnio dwa razy w tygodniu, nieważne czy na dworze jest 30 stopni ciepła czy minus 20, ja po prostu lubię sobie poleżeć :D Mam straszną chrapkę na ten szampon bananowy, bo uwielbiam zapach tych owoców! Rexona, Eveline- to również produkty, które już u siebie oglądałam. Uwielbiam wszelkiego rodzaju ulepszacze sylwetki więc Eveline wkradło się w moje łaski :D Peelingi z Farmony to moje ulubieńce. Serce oddałam takim maluszkom, a konkretnie wersji jeżynowej- CUDO! Spróbuj, jeśli jeszcze nie miałaś :) Używam teraz tego kremu czterech pór roku- cukierkowy zapach jest cudowny :) znam jeszcze tusz z wibo, który kiedyś lubiłam, a teraz przerzuciłam się na żółty z lovely :)

    obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, poleżeć, poczytać książkę, nadrobić filmiki na youtube... :D
      Jeżynowy peeling brzmi kusząco, muszę poszukać!

      Usuń
  7. bananowy duet z TBS też bardzo lubię :)
    a ja też bym coś chciała z S&G, od dawna mnie ciekawią te kosmetyki, szczególnie ten Hand Foot, albo jakiś balsam do ust, chyba kiedyś coś u Hexx o nich czytałam ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Ci pewnie o A Great Kisser - mi też się marzy, a przy poprzedniej wizycie w Londynie nigdzie go nie było :C

      Usuń
  8. Naprawdę sporo Ci się tego nazbierało przez te trzy miesiące. :)
    Niestety nie miałam okazji korzystać z żadnego z kosmetyków, które tutaj pokazałam. Jednak słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat produktów TBS i bardzo mnie kusi żeby coś wypróbować. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że TBS jest trochę przereklamowany, a na pewno za drogi - miałam, oprócz tego zestawu do włosów, także masełko do ust i jest jednym ze słabszych, jakich używałam...

      Usuń
    2. Nie da się ukryć, że cena często bywa tym jednym z głównych czynników odpychających od kupna jakiegoś produktu. Szczególnie szkoda wydawać pieniądze na coś, co nie wiadomo czy nam posłuży. A to ciężko przewidzieć bez przetestowania go na własne skórze, bo każdemu odpowiada coś innego.

      Usuń
  9. Kilka produktów posiadam a różową Rexonę i odżywki Eveline zużywam notorycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciągle mnie zastanwia czemu u Ciebie tak działają te maseczki z Superdrug :( Ja je tak bardzo lubię, choć używałam ich tyle, że się znudziły i teraz mam fazę na te z H&M, choć niedługo zapas się skończy. Aż sobie zaraz nałożę czekoladową :)
    TBS to dla mnie marka, której spróbowałam kilku produktów i nic mnie nie zachwyciło. Inna sprawa, że w UK, zwłaszcza podczas przecen czy promocji ich kosmetyki wcale nie są takie drogie. W Polskich cenach są wg mnie nie warte zakupu. Zbiera mi się jednak znów kilka rzeczy, których jestem bardzo ciekawa, więc dam im szansę, zwłaszcza że ze względu na dostępność nie mogę teraz spełnić chciejstwa spróbowania kosmetyków z BBW.
    Ujędrniacz z Eveline mam w zapasach, ruszę z nim od poniedziałku wraz z nową fazą diety. Miałam wcześniej inne ich kosmetyki z wyszuplającej linii i byłam zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń