niedziela, 7 września 2014

KOT W PODRÓŻY | GRUZJA 2014 - TBILISI, MCCHETA, DAVID GAREJA, UDABNO

Witajcie!

Siądźcie wygodnie przed monitorami - zabieram Was w podróż. Nie bylejaką, bo z Warszawy to ponad 2100 km, ale bez obaw, nie zmęczycie się - no, chyba, że oglądaniem zdjęć ;-) Zapraszam na relację fotograficzno-filmową z mojego tygodnia w Gruzji!

Widok na centrum Tbilisi spod twierdzy Narikala.
Zacznijmy oczywiście od informacji ogólnych:
  • pomysł:  Sama w życiu nie wpadłabym na to, żeby swoje wakacyjne plany związać
    właśnie z wyjazdem do Gruzji. Skąd więc pomysł na podróż w tym kierunku? Mniej więcej w kwietniu na fanpage'u bloga zapytałam Was, do której europejskiej stolicy można jechać tanio, najlepiej samolotem. Padały różne propozycje (które mam oczywiście zamiar wykorzystać w przyszłości), ale jedna zaskoczyła mnie szczególnie - Kasia napisała o Tbilisi. Okazało się, że spędza w Gruzji wakacje i może mnie oprowadzić. Długo się nie musiałam namyślać - po tygodniu byłam pewna, że lecę!
  • bilety lotnicze: Do Gruzji można dostać się na dwa sposoby, jeśli o linie lotnicze chodzi. Albo na lotnisko Kutaisi, oddalone od stolicy o ok. 200 km, na które latają tanie linie lotnicze (Wizzair), albo LOT-em, na lotnisko Tbilisi, ok. 40 min. jazdy od centrum miasta. Oczywiście bilety na tanie linie lotnicze byłyby tańsze, ale w związku z tym, że musiałabym szukać dojazdu w nocy, zdecydowałam się na zakup droższych biletów i lądowanie bliżej celu. Z Warszawy wyleciałam nieco spóźniona, po 23.00, a na miejscu byłam po 3.5 godzinach lotu, ok. 4.30 lokalnego czasu (UTC/GMT +4). Koszt: 1260 zł.
  • dojazd z lotniska: W ciągu dnia nie jest problemem - w godzinach 7:00-22:00 kursują autobusy linii 37 (koszt przejazdu: 50 tetri - ok. 90gr), można również jechać taksówką. Ja miałam jednak duże szczęście i... skorzystałam z gruzińskiej serdeczności! Na 2 miesiące przed wyjazdem, zupełnym przypadkiem poznałam na Instagramie Svietlanę, której mąż, Giorgi, jest kierowcą taksówki. Pominę tutaj całą historię, ale Svieta bardzo pomogła mi w organizacji wyjazdu, odpowiadała cierpliwie na wszystkie pytania i pomagała jak tylko mogła. Dzięki niej i jej mężowi miałam nie tylko transport z lotniska - gdy Svietlana dowiedziała się, że nie mogę zameldować się w hotelu do 14:00 następnego dnia, zaproponowała, że mogę przenocować w jej domu, rano dostanę kawę i śniadanie, po czym Giorgi odwiezie mnie do hotelu - niesamowite, prawda? Niestety, nie miałam okazji poznać jej osobiście, ale jej rodzina - Giorgi, jego rodzice i siostra Marina - przyjęła mnie bardzo ciepło i mimo barier językowych daliśmy radę się dogadać ;-) Koszt: 15$.
  • nocleg: Skorzystałam ze strony booking.com i znalazłam pensjonat Babilina - ulokowany w samym centrum miasta. Chociaż z obiecywaną znajomością angielskiego w hotelu było kiepsko i mogłabym ponarzekać na niewielkie niedogodności, summa summarum nie było źle. Koszt za 5 nocy ze śniadaniami: 375 lari = ok. 650 zł.
  • poruszanie się po mieście i wycieczki: Po Tbilisi śmiało można poruszać się piechotą, ale trzeba być świadomym, że ciężko o klasyczne przejście dla pieszych, a kierowcy nie do końca respektują przepisy ruchu drogowego - tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć! Oczywiście są też autobusy miejskie, które są bardzo tanie i dość dobrze opisane (tablice elektroniczne na przystankach), 2 linie metra i busiki.
    Wycieczki ruszają zawsze z placu Puszkina, w samym centrum miasta, a ich koszt zależny jest od kierunku: wycieczka objazdowa z przewodnikiem, Hop On Hop Off do Mcchety i z powrotem, kosztuje 35 lari, wycieczka do David Gareja z przystankiem w Udabnie - 25 lari.
 To tyle jeśli o czystą teorię chodzi - czas zabrać się za zwiedzanie!

Carskie banie siarkowe, dzielnica Abanotubani.
Swoje pierwsze kroki w Tbilisi skierowałam w stronę miejsca, które znałam ze zdjęć i którego nie sposób nie zauważyć, będąc w centrum - mostu Pokoju i Parku Europy. Później spotkałam się z Kasią i wspólnie poszłyśmy w stronę dzielnicy Abanotubani, by zobaczyć carskie banie siarkowe, sekretny wodospad, jedyny meczet w Tbilisi, cerkiew Metechi z pomnikiem legendarnego założyciela miasta - Wachtanga Gorgasali i budynek teatru lalek z zegarem, z którego co godzinę wychodzi anioł, który uderza w dzwon. Pierwszy dzień w Tbilisi zakończyłyśmy w pubie KGB na miętowo-cytrynowej lemoniadzie.

Secret Waterfall

Most Pokoju, tzw. 'podpaska'.
Dzień drugi, z nieba leje się żar, a my wdrapujemy się na górę Mtacmindę, na zboczach której znajduje się panteon słynnych Gruzinów - wśród pomników odnaleźć można m.in. grób matki Stalina. Kolejny cel to park rozrywki z kołem widokowym, do którego (parku, nie koła) wjeżdżamy kolejką jak na Gubałówkę. Po zaliczeniu kilku atrakcji, m.in. rollercoastera, którego nie mogłam sobie odmówić, wracamy autobusem w okolice ulicy Rustaweli. Wieczorem, już sama, idę do parku Rike, by zobaczyć słynne grające fontanny. Wracam do hotelu z duszą na ramieniu, bo jakiś Gruzin postanowił przyczepić się jak rzep i iść za mną przez jakiś czas, a ulice, choć klimatycznie oświetlone, jednak nie budzą mojego zaufania. Na szczęście obywa się bez ucieczek i dodatkowych atrakcji ;-)

Budynek Parlamentu

Widok z Mtacmindy
Kościół św. Dawida
Grające fontanny w parku Rike.
Trzeciego dnia korzystam ze wspomnianego wcześniej autobusu hop on, hop off i w kameralnym gronie zwiedzam Tbilisi z przewodnikiem. Mika, świetnie mówiący po angielsku, pokazuje nam warte uwagi miejsca w mieście, opowiada związane z nimi historie i cały czas pilnuje, żebym wszystko zrozumiała ;-) Jest mniej więcej w moim wieku i bardzo sympatyczny, więc szybko znajdujemy wspólny język i gdy pozostali uczestnicy wycieczki ociągają się z powrotem na miejsce zbiórki, rozmawiamy o gruzińskiej kulturze i polityce, o różnicach między naszymi krajami i mentalności ludzi. 
Wycieczka nie kończy się na samym Tbilisi - celem jest Mccheta, pierwsza stolica Gruzji i położona tam katedra Sweti Cchoweli, wybudowana w XI w. W związku z tym, że mój strój jest ewidentnie nieodpowiedni (do prawie żadnego kościoła w Gruzji nie można wejść w szortach i bluzce z krótkim rękawem), odpuszczam sobie zaglądanie do środka i wybieram spacer dookoła katedry - podjadam winogrona prosto z 'krzaczka' i szukam jakiegoś ładnego drobiazgu dla mamy na straganach. Wracamy do Tbilisi po południu, więc wieczorem Kasia zabiera mnie jeszcze do parku Vake.

Sobór Trójcy Świętej na wzgórzu Eliasza.

Na pierwszym planie kościół Antioch, w tle monastyr Dżwari.

Park Vake.
Kolejny dzień - kolejna wycieczka. Tym razem ruszamy na południe Gruzji, w kierunku David Gareji. Celem jest zobaczenie skalnego klasztoru, w którym do dziś żyje podobno 10 mnichów, a moim prywatnym celem jest dotarcie na granicę z Azerbejdżanem i postawienie tam nogi. Udało się ;-) Droga do David Gareji, którą pokonujemy samochodami, daje mi okazję do przemyśleń - jak zobaczycie na vlogu, po drodze nie ma dosłownie nic. I w zestawieniu z ogromnymi połaciami suchej trawy człowiek robi się taki bardzo, bardzo malutki... Ta wyprawa to też duży test dla wytrzymałości - jest nieziemsko gorąco, nie ma wiatru ani skrawka cienia, nie mówiąc o tym, że nie ma gdzie zaopatrzyć się w wodę...
W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Udabnie - wiosce, w której nie ma chyba nic, oprócz... Restauracji otworzonej przez Polaków ;-) Zimne piwo nie smakowało chyba nigdy tak dobrze!

Skalny klasztor David Gareja.
In the middle of nowhere.

Po lewej Gruzja, po prawej Azerbejdżan.
Restauracja Oasis Club w Udabnie ;-)
Przedostatniego dnia wjeżdżamy kolejką linową na Narikalę, twierdzę górującą nad miastem, idziemy do ogrodu botanicznego, wieczorem 'zaliczamy' stadion Dinamo i małe zakupy, potem świętujemy urodziny Kasi, a ostatni dzień mija nam na zwiedzaniu ogrodu zoologicznego, i szwendaniu się po mieście. 

Śmieciowe drzewo życzeń.
Wodospad w ogrodzie botanicznym.
Zoo ;-)
Backstage - blogerka zawsze w pracy! ;-)

To mnie przekonuje ;-)
Kiciusie, kiciusie wszędzie! *-*
Jak zawsze w poście z relacją trudno mi zawrzeć wszystko, co widziałam i robiłam i jeszcze opisać to w przystępnej, interesującej formie. Tym razem mam wrażenie, że szło mi to wybitnie opornie, dlatego zapraszam Was do obejrzenia vloga ;-)


Na koniec oczywiście podziękowania dla Kasi i let me quickly switch to English - thank you, Svietlana, for all your help! 

Na razie starczy tych wojaży, ale... Jak to ja, mam już plany na przyszłoroczne podróże! A Wy, gdzie byłyście w tym roku? ;-)

17 komentarzy:

  1. Trochę zaskoczyły mnie ceny biletów (chociaż nie powinny w końcu to LOT) i hotelu - myślałam, że Gruzja jest tańsza. Jakoś inaczej w wyobraźni mojej wyglądał też ten kraj, a tu na zdjęciach bardzo przypomina mi coś egzotycznego, jak np. Meksyk :-) Bardzo fajna wycieczka, bo niestandardowa destynacja i do tego z czymś, co lubię najbardziej - przekonaniem się jak fajnie czasem zaufać absolutnie obcym ludziom oraz jak potężnym narzędziem w kontakcie z ludźmi może być Instagram, za co go szczerze uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bilety kupowałam już niestety jakieś dwa miesiące przed wylotem, stąd takie drogie - Wizzairem poleciałabym za 300 w obie strony, przy odrobinie szczęścia. Samo 'życie' tam nie jest drogie - hotel z obfitym śniadaniem, klimą, pojedynczy pokój, faktycznie zżarł trochę kasy, ale później obiad za jakieś 15-20 zł, to żadne pieniądze w sumie.
      Mi się wydawało przed wyjazdem, że Gruzja to tak trochę jak... Indie :D A już na miejscu nie mogłam pozbyć się skojarzeń z Grecją i Turcją :D
      Z tym Insta wydawało mi się mega surrealistyczne, ale przeżyłam, więc zaczynam wierzyć w takie akcje :D

      Usuń
  2. Też myślałam, że mimo wszystko Gruzja jest tańsza...
    I na pewno nie pojechałabym tam sama - żeby uniknąć takich sytuacji jak Tobie się przydarzyła z ogonem za sobą :P
    Na pewno jest to kraj godny odwiedzenia, zdjęcia piękne !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, na pewno mnie ten wyjazd kosztował mniej niż chociażby Londyn, więc nie sądzę, żeby to było bardzo drogie, zwłaszcza, że na biletach lotniczych można było mnóstwo oszczędzić :D
      Ja jestem troszkę panikarą, pewnie facet nie miał złych intencji, bo wyglądał sympatycznie, ale wolałam wrócić do pokoju :DD

      Usuń
    2. Może tak, ale pewności nie masz jakie miał zamiary...
      Lepiej uważać :)
      Wyjazd bardzo drogi nie, owszem, ale porównując Londyn do Gruzji to jednak duża różnica....

      Usuń
    3. Pewnie, zawsze lepiej uważać :)
      To kompletnie inna strona świata, także pewnie, różnice w cenach będą :D

      Usuń
  3. Twoje zdjęcia są bardzo klimatyczne, pokazują Gruzję zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam. Może ten drepczący za Tobą facet chciał się upewnić, że dotrzesz bezpiecznie w nocy w jakieś normalne miejsce ;) - ja bym pewnie spanikowała i zaczęła iść coraz szybciej, aż do biegu. Jak powyżej, myślałam, że to trochę tańszy kraj, ale z drugiej strony jedynki w hotelach są wszędzie koszmarnie drogie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam chociaż troszkę przybliżyć Wam ten kraj :)
      Haha, ja nie biegam, to nie w moim stylu :DD
      To prawda, jedynki są najdroższe... Ale standardem nie różniły się wiele od dwójek, przynajmniej tyle :)

      Usuń
  4. Dear Ewa! Thank you so much for good words about us! It was a pleasure helping you to feel at least a little bit more comfortable in Tbilisi. Hope to meet you in person one day!
    P.S. pics and video are great!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, it was a pleasure to be your guest! :) Now it's your turn to visit Poland! :)

      Usuń
  5. W tym roku też spędziłam urlop za granicą i akurat większość tubylców nie znała angielskiego, więc dogadywaliśmy się mieszanką niemieckiego i rosyjskiego :D Bez większych stresów, więc było śmiesznie. Świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli udało się Wam dogadać, to super - nieważne jak, ważne, jaki efekt :)
      Dziękuję! :)

      Usuń
  6. Też muszę przysiąść i zrobić takiego posta :) chociaż raczej tylko ze zdjęciami, bo gdzie mi opisywać co robiłam każdego dnia... ;p

    p.s. planuj przyszłoroczną wycieczkę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Ty lepiej nie opisuj :DD
      Planuję! Chociaż na razie muszę odpocząć. W styczniu, jak mnie złapie uczelniany kryzys, wezmę się za planowanie :D

      Usuń
  7. jak tam pięknie! szczególnie na tych pustkowiach <3
    taki vlog to świetna pamiątka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te pustkowia szczególnie mi się podobały :)

      Usuń