piątek, 17 października 2014

CALVIN KLEIN | DELICIOUS LUXURY DANGEROUS


Witajcie!

Szczerze mówiąc, głupio mi się po raz kolejny tłumaczyć z nieobecności i obiecywać poprawę. Ta była spowodowana faktem, że dużo się działo, częściowo dobrze (miałam na przykład urodziny, jeśli jesteście ciekawe, jak je spędziłam, to zapraszam do obejrzenia VLOGA, w ogóle zapraszam na kanał na youtubie), w dużej mierze stresowo i źle. Nie mówię, że się takie nieobecności nie będą powtarzać, bo na pewno będą. Wystarczy powiedzieć, że po pierwszym tygodniu na uczelni nie wiedziałam w co ręce włożyć, tyle miałam do zrobienia, a blog zszedł na drugi plan jako jednak mniej ważny aspekt mojego życia.

Koniec marudzenia, czas przejść do konkretów, czyli do kolejnego jesiennego mazidła do ust. Jak wyciągnęłam tę szminkę z koperty (bo przyszła pocztą - Magda uznała, że jej nie odpowiada, dzięki, Sis! ♥) to szczerze mówiąc, nie mogłam się już doczekać jesieni. Bo szminka Calvin Klein Dangerous to właśnie taki mocno jesienny kolor - ciemnoczerwony, wręcz bordowy, winny i wampowy. Na pewno nie będzie pasował każdemu, ale ja mam ten luksus, że nieszczególnie się przejmuję, czy ciemne szminki mi pasują czy nie - po prostu ich używam. To rozwiązuje wiele dylematów ;-)


Wiem, że Madzia znalazła ten egzemplarz na Truskawce, dlatego jeśli poczujecie się zainteresowane, to tam można poszukać. Zanim szminka wpadła w moje ręce, marka Calvin Klein kojarzyła mi się wyłącznie z bielizną, ale za to dość drogą, dlatego domyślcie się, jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam... Co tu dużo mówić, tandetne opakowanie. Czarny plastik może jest "elegancki", ale cienki i nieodporny na upadki czy zarysowania. Opakowanie zamyka się na kliknięcie, ale jest dość ruchome (jeśli wiecie, co mam na myśli), a samo wykręcanie sztyftu trzeba opanować - potrafi się zaciąć i bez odpowiedniej techniki wykręcania się nie obędzie. 

Na szczęście opakowanie to nie wszystko - liczy się środek. A ten wypada bardzo przyzwoicie. Szminka jest kremowa, jakby mokra, ma świetne krycie, bez trudu sunie po ustach, nie podkreślając suchych skórek. Nie rozlewa się poza wargi, więc nie trzeba do niej dopasowywać konturówki, a sam kształt sztyftu sprawia, że nakładanie jest proste - nie obędzie się bez lusterka ze względu na kolor, ale nie wymaga użycia pędzelka.
Pozytywnie zaskoczyła mnie również trwałość - po nałożeniu szminka odbija światło i wydaje się mokra, z czasem blask znika, ale kolor utrzymuje się na miejscu. Ściera się równomiernie, wymaga poprawek dopiero po kilku godzinach lub po posiłku. Szminka zmatowiona transparentnym pudrem staje się idealnie matowa i trwalsza, chociaż nadal odbija się na szklankach.


All in all, jeśli pominąć aspekt opakowania, można powiedzieć, że to szminka idealna na jesień. U mnie na ustach pojawia się na zmianę z bardzo podobnym, matowym kolorem z Golden Rose, a nie wykluczone, że moja kolekcja bordowych mazideł się jeszcze powiększy - zaskakująco dobrze pasują do szarości za oknem. ;-)

Jakie kolory królują na Waszych ustach jesienią? Znacie kolorówkę marki CK, czy jest Wam obca?

40 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O rety, technika wykręcania szminki? :D

      Usuń
    2. A no jest, tak z myślą o Tobie, bo wiedziałam, że będzie pytanie, gdzie się usta podziały, ale tego dnia były wybitnie nieskłonne do współpracy. :D
      Trzeba z wyczuciem wcisnąć sztyft jedną ręką, drugą poluzować i przekręcić, niezła zabawa :D

      Usuń
    3. O rety, faktycznie jest z tym wykręcaniem trochę zachodu, hahaha :D
      A usta - szkoda, że tego uprzednio nie napisałam - wyglądają świetnie, wcale nie widać po nich niechęci do współpracy :P

      Usuń
    4. To taka technika dla specjalistów :D
      Dobrze się maskują, nauczyły się ode mnie :D

      Usuń
  2. Wygląda świetnie. Idealny kolorek na jesień. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wolno mi pokazywać takich rzeczy. Nie wolno.
    Posiadam już tysiąc pińcet pomadek, w tym ten tysiąc to ciemne czerwienie, bordo (nawet kilka mocno wpadających w czerń), fiolety. Pierdolca mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam nie wolno, ja bym chciała zobaczyć Twoją kolekcję!
      Ja mam wszystkie kolory szminek, takie ludzkie (bo zieleń i błękit to nie dla mnie), ale taką mocno wpadającą w czerń bym chciała, podeślij nazwę! :D

      Usuń
    2. No to polecam NYX Bruised, Penelope i Almost Black.
      I jeszcze Chaos- ale to już nie wpadająca w czerń.
      Można je dorwać na allegro, nie mam pojęcia czy są gdzieś stacjonarnie. :)

      Usuń
    3. NYX ma chyba salon w Warszawie, ale nie byłam :D
      Penelope chyba najbardziej 'wow', ale mama się przestraszyła jak zobaczyła, chyba nie chcę jej do zawału doprowadzić. :D

      Usuń
    4. Teraz sprawdziłam, że kosmetyki NYX można dostać w Douglasie.
      Całe wieki w żadnym nie byłam...

      Usuń
    5. Ja też, zawsze ochroniarz już holu patrzy na mnie jakbym nie była godna wejść. :D

      Usuń
    6. Dokładnie tak! I nie tylko ochroniarz, często identycznie zachowują się panie tam pracujące.

      Usuń
    7. Panie to mnie z reguły olewają, bo jak idę na szoping to się nie maluję i nie stroję. Wiesz, za tanio wyglądam, nic nie kupię. :D

      Usuń
    8. Czasem trzeba wyglądać jak milion dolarów żeby w ogóle ktoś zwrócił uwagę!
      W tej kwestii mam naprawdę dużo do powiedzenia! Więc chyba się przybiorę i napiszę :P

      Usuń
    9. O to to! A ja jak milion dolarów to wyglądam raczej rzadko :D
      No zdecydowanie, ja się na pewno podpiszę obiema rękami :)

      Usuń
  4. Ulala... Coś cudownego :) Bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również :D Chociaż na początku byłam sceptyczna :D

      Usuń
  5. A mi efekt jakoś nie pasuje. To chyba jednak nie mój typ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdemu będzie odpowiadał, wiadomo :)

      Usuń
  6. Ładny jest ten kolor, taki jesienny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Perfumy CK kocham, ale z kolorówką się jeszcze nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Które perfumy warte poniuchania? Jakoś nie miałam okazji ich jeszcze sprawdzić :)

      Usuń
    2. Jak to które? Eternity!!!! Mój zapach życia ♥

      Usuń
    3. Nie znam ;c W ogóle markowych perfum nie znam, co ze mnie za blogerka! :D

      Usuń
  8. Ty wiesz, że ja od piątku miałam ten Twój wpis w zakładkach otwarty? Ale gapa ze mnie i nie skomentowałam... Mea culpa! Nadrabiam! :*
    Urodziny widziałam, początku roku uczelnianego nie zazdroszczę, na szczęście mam to już za sobą [ ach, ta starość ;P ]
    Przeogromnie się cieszę, że szminka Ci się podoba, ja bym jej w ogóle nie używała. Opakowanie tandetne, fakt, też byłam mocno zdziwiona... Ale najważniejsze, że się w niej dobrze czujesz! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadrabiasz, bo chcesz ciasto, wszystko wiem! :D
      Stara jesteś, co zrobić, ale i tak fajna. I masz fajne sarnię! ♥
      Opakowanie tandetne, ale zawartość fajna! Na początku byłam niechętna, ale potem się maźnęłam i wiesz, że był zachwyt :D

      Usuń
  9. ja się z pomadkami coś nie lubię, jak już to muszę mieć odcienie skromne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ostatnio na usta non stop trafia Airy Fairy z Rimmela, więc absolutnie rozumiem :D

      Usuń
  10. Mam teraz to samo na uczelni >.<
    A pomadka świetna ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolorówkę CK swego czasu można było kupić w Pepco na placu Teatralnym. Kusiły mnie szminki, ale zrezygnowałam z ich zakupu. Brak testera skutecznie mnie zniechęcił, lubię przetestować pomadkę, zanim wrzucę ją do koszyka. Szminki nie były drogie, kosztowały ok. 20 zł.

    OdpowiedzUsuń