środa, 1 października 2014

DENKO | LIPIEC, SIERPIEŃ & WRZESIEŃ 2014

Witajcie!

Przyznaję, ostatnio nie byłam dobrą blogerką (ani vlogerką), bo w moim życiu sporo się działo i internet był gdzieś na ostatnim planie, razem z zakupami i szukaniem nowinek kosmetycznych. Okres letni, który już definitywnie zakończyłam, kupując burgundową szminkę, nie obfitował też w zużycia - prawie miesiąc spędziłam w podróżach, zabierając ze sobą odlewki, miniaturki i próbki zgromadzone przez poprzednie miesiące, by ograniczać rozmiar kosmetyczki (która i tak za każdym razem ledwie mieściła się w walizce). Mimo to, pokażę Wam oczywiście co zużyłam w ostatnim kwartale. ;-)


Green Pharmacy, żel pod prysznic z olejem arganowym i figami
Żałuję, że wybór produktów tej marki w drogeriach stacjonarnych jest niewielkie, bo są doprawdy godne uwagi! Ta duża, półlitrowa butla pięknie pachnącego, dobrze pieniącego się żelu starczyła mi na chyba całe wakacje; podoba mi się szata graficzna, opakowanie z dzióbkiem, pojemność i niska cena - w internetowym sklepie GP kosztuje niecałe 10 złotych!

Balea, Dusche&Creme, limetka i aloes
W poprzednim denku również pojawiła się butelka po tym żelu, ale ja w międzyczasie zdania nie zmieniłam - świeży, nieco męski zapach świetnie sprawdzał się latem, żel nie wysuszał ciała i generalnie pod prysznicem się lubiliśmy ;-)

Lirene, antycellulitowy peeling myjący
Ten gagatek pojawiał się chyba w każdym denku, które kiedykolwiek tu opublikowałam - to chyba wystarczy za rekomendację? Kocham i będę kupować, dopóki będą produkować. Lirene, błagam, nie wycofujcie mi go!


Green Pharmacy, szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się z nagietkiem lekarskim
Green Pharmacy bardzo często pojawia się na mojej półce pod postacią produktów do włosów. Do tej pory to mama sięgała po szampony z nagietkiem czy rumiankiem częściej niż ja, ale w obliczu mojego, dobijającego dna, szamponu i drugiego, który do mycia włosów nie nadaje się wcale, sięgnęłam po nagietkowy egzemplarz - i zostałam pozytywnie zaskoczona! Nie pieni się nadmiernie, ale dobrze myje, jest wydajny, w duecie z odżywką zostawia włosy miękkie i dobrze układające się.

The Body Shop, szampon bananowy
Sam szampon wypada słabiej, niż odżywka, dlatego po początkowym zachwycie zdecydowałam, że nie kupię go więcej. Podtrzymuję - zostawia włosy oczyszczone, nie splątane, pachnące bananem, uniesione i lśniące, ale okazało się, że ten sam efekt można osiągnąć taniej, niż za 25 zł za butelkę.

Alterra, odżywka do włosów z granatem i aloesem (minis)
Po pierwsze - boski zapach. Po drugie - niska cena. Po kolejne - wydajność, włosy miękkie, lśniące, z dodatkową objętością, podatne na układanie. Sięgnęłam po nią z głupia frant, przed wyjazdem, a znalazłam naprawdę wartościowy kosmetyk!


Kolastyna, płyn micelarny Refresh do cery suchej i wrażliwej
Przeciętniak; do demakijażu twarzy nadawał się dość dobrze, ale z makijażem oczu (zwłaszcza z tuszem czy eyelinerem) nie radził sobie. Więcej nie kupię.

Tołpa, dermoface sebio, mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy
Z tym produktem miałam w sumie love-hate relationship. Po początkowym zachwycie przyszło zwątpienie, a długo po nim zaczęłam doceniać walory pielęgnacyjne tego żelu. Dobrze oczyszczał, delikatnie złuszczał, w razie potrzeby zmywał makijaż, zostawiał skórę lekko zmatowioną; na dłuższą metę znacząco wpłynął na poprawę stanu mojej cery, dlatego teraz, gdy sięgnął dna, a skóra zaczyna mi kaprysić, niecierpliwie przebieram nogami w oczekiwaniu na jakąś promocję.

La Roche Posay, Effaclar Duo
Biję się w pierś - głupia byłam! Głupia, że nie kupiłam go wcześniej, gdy wszyscy się nim zachwycali. Wtedy byłam na nie, dzisiaj żałuję, że nie zaczęłam kuracji nim dużo wcześniej, zanim na twarzy pojawiły mi się blizny, a produkt zmienił się w Effaclar Duo +, który już tak dobrze na nią nie działa. W połączeniu z chociażby żelem Tołpy ta niepozorna tubka dała mi kilka miesięcy względnie ładnej cery - gładka buzio, proszę, wróć!

Cleanic, chusteczki do demakijażu
Kolejny produkt, który kupiłam w związku z podróżami - uznałam, że łatwiej będzie mi wrzucić do torebki paczkę chusteczek, niż targać micela i waciki. Trafiłam w dziesiątkę! Jedna chusteczka wystarczała do dokładnego demakijażu oczu i twarzy, dzielnie zwalczała eyeliner w żelu i odporne tusze. Po przetarciu twarzy wystarczyło ją umyć lekkim żelem i byłam gotowa do spania ;-)


Cztery Pory Roku, zmywacz lakieru hybrydowego
Pisałam już o nim, dlatego nie będę się powtarzać - zaznaczę tylko, że nie byłam z niego zadowolona, więc zużyłam do czyszczenia skórek przy malowaniu paznokci ;-)

Cztery Pory Roku, żel do usuwania skórek
Produkt, który zrewolucjonizował mój manicure - taka cenzurka mogłaby wystarczyć. Przed nim nie miałam pojęcia o odsuwaniu skórek i nie robiłam tego, "po nim" nie wyobrażam sobie spa dla dłoni bez niego. 

Sally Hansen Insta Dri, top coat
Nie chcę nawet sprawdzać, która to moja butelka z kolei. Muszę mieć zawsze jedną w zapasie, bo to najlepszy top jaki miałam (a jak wiecie, przetestowałam też Seche Vite) - nie rozmazuje wzorów, stempli, szybko wysusza i nadaje piękny, szklany połysk.

Diadem, F28
A podobno nie da się zużyć lakieru do końca... ;-) Moja ulubiona biel pod wszystkie zdobienia; wysycha do satyny, więc łatwiej na niej malować farbkami czy stemplować, a do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy.


Biogena, odżywka do rzęs i roll-on na przebarwienia
Wrzucam do jednego worka, bo oba produkty są równie beznadziejne. Odżywka do rzęs wzbudziła moje nadzieje - kiedy ją dostałam, rzęsy wypadały mi bardziej niż zwykle, były osłabione. Stosowałam produkt zgodnie z zaleceniem (nawet nie wiecie, ile samozaparcia wymagało ode mnie codzienne smarowanie się tym specyfikiem; ja nie umiem niczego używać regularnie!) i nie zauważyłam żadnego efektu. No, oprócz tego, że teraz moje rzęsy są trudne do okiełznania i rosną każda w swoją stronę...
Roll-on na przebarwienia wylądował w koszu już po drugim użyciu. Zaniepokoiło mnie, że po przejechaniu metalową kulką po skórze zostawał mi na twarzy szary, dziwny ślad, a w miejscu nałożenia skóra zaczynała szczypać. Myślę, że wiele nie straciłam.

Max Factor Lasting Performance, podkład 105 Soft Beige
Mój kolorystyczny niewypał... Dobre trzy lata temu zrobiłam błąd i kupiłam podkład tuż po powrocie z Włoch. Jak możecie się domyślić, byłam wtedy dużo bardziej opalona, niż po jakichkolwiek innych wakacjach, w Polsce czy Anglii. ;-) Zdobyłam się w końcu na wyrzucenie go, bo po takim czasie nie odważyłabym się już nałożyć go na twarz; poza kolorem pozostałe aspekty były w miarę w porządku, chociaż z perspektywy czasu zauważam, że lepiej nałożyć lekki podkład (i pozwolić skórze oddychać), a niedoskonałości ukryć z pomocą korektora ;-)

Maybelline, Dream Pure BB (oily skin, medium)
W wakacje malowałam się tak rzadko, że tester, który dostałam od Asi wystarczył na te 3 miesiące. Pozwolił mi jednocześnie wyrobić sobie pozytywną opinię na temat produktu, więc kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, które jednak ze względu na kolor zaczeka do przyszłego roku. 

Rimmel, Wake Me Up, korektor
Wyrzucam bez żadnych uczuć - kiedy go dostałam, nie używałam korektorów pod oczy, później okazało się, że jest za ciemny, odleżał swoje, aż w końcu przy okazji porządków trafił do kosza.

p2, LE Pool Side Party, eyeliner 010 nixie blue
Pozbywam się resztki z bólem serca - niestety, eyeliner zgęstniał i pękał po nałożeniu na powiekę, ale wcześniej był najlepszym wakacyjnym eyelinerem, jaki miałam! Wspaniały, mocny kolor, trwałość nie do zdarcia (nawet płyny do demakijażu kiepsko sobie z nim radziły), niesamowity efekt na oku. Żałuję, że to była edycja limitowana!


Wydaje mi się, że zużycia w tym kwartale nie wypadły najlepiej, ale zrzucam to na karb wyjazdów i zużywania próbek, po których opakowań nie zbierałam i nie przywoziłam do Polski, bo i po co. Część produktów sięga już dna, więc pojawią się pewnie w ostatnim w tym roku poście z tej serii (w grudniu). A jak Wasze koszyki z pustymi opakowaniami? Więcej zużywacie czy kupujecie? ;-)

28 komentarzy:

  1. Top coat z Sally Hansen i Effaclar uwielbiam! nie wiem jak ja kiedyś bez tych produktów żyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja też nie wiem, jak radziłam sobie wcześniej! :D

      Usuń
  2. Znam tylko Sally Hansen Insta Dri i u mnie się nie sprawdził, preferuję SV :)
    A, miałam też odżywkę do włosów Alterry, ale to dawno było, więc niewiele pamiętam, chyba zadowolona byłam ;)
    Też chcę taki wrzosik :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Effaclar znam przecież ;)

      Usuń
    2. U mnie SV za bardzo ściągał końcówki ;C
      Wysłałabym Ci wrzosik pocztą, ale mógłby nie przetrwać ;c

      Usuń
  3. Mimo wiele niezbyt pozytywnych opinii o bananowym szamponie z TBS nadal mam ogromną ochotę go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie spotkałam z negatywną opinią o tym szamponie; u mnie po prostu daje efekty podobne do innych szamponów, więc szkoda mi na niego wydawać pieniędzy. Odżywka to co innego! :)

      Usuń
  4. Nie kontroluję swoich zużyć, poza tym jakos mało ich ostatnio ;) Zaczęłam jednak częściej spoglądać w stronę małych lakierów do paznokci w mojej kolekcji, bo ostatni raz lakier wykończyłam dobre 5 lat temu, kiedy cały zbiór liczył 4-5 sztuk. To by było całkiem radosne przeżycie, bo po ostatnich targach oficjalnie skończyło mi się miejsce w pudle i zaczynam układać buteleczki warstwami :P
    Insta Dri mam po raz pierwszy, ale już wiem że będę do niego wracać. Miałam seche vite i nie był to udany związek, za bardzo kurczył mi się lakier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pudło pęka w szwach, musiałam dostawić drugie, a i tak ciągle mam ochotę na nowe lakiery, bo stare jakoś nie kuszą. Stare, czyt. nowe (nieużywane), ale mające już 1-2 miesiące...
      Cieszę się, że InstaDri Ci przypasował! ;-)

      Usuń
  5. Właśnie mam teraz ten żel Balei Limonka i Aloes ale jeszcze go nie otwierałam. Szampon GP się u mnie nie sprawdził, po raz kolejny niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu szampon z GP u Ciebie nie daje rady? Co się dzieje?

      Usuń
  6. Używałam rumiankowego szamponu z GP i nie byłam zadowolona. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam go jakiś czas temu i był okej, czemu nie byłaś zadowolona? :c

      Usuń
  7. żele Balea są super :)
    ten peeling pomarańczowy z Lirene też lubię :D
    szampon nagietkowy z GP opisywałam u siebie, również się lubiliśmy ;p
    bananowy szampon i odżywkę z TBS uwielbiam za ten zapach :D kupuję je zawsze gdy mają promocję 2za1 to wtedy cena jest OK ;P
    SH Insta Dri u mnie też się sprawdzał, aktualnie wykańczam Poshe, które również jest dobry, ale w zapasie mam kolejną buteleczkę SH.
    A Diadem to najlepsza biel! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promocja 2za1 zdecydowanie przemawia za zakupem zestawu :D
      Na Poshe chciałam się kiedyś skusić, ale przywykłam do SH i zostało - chyba mi z nim najlepiej :D

      Usuń
  8. Kupiłam jakiś czas temu ID, ale jakoś nie mogę się przekonać, ciągle mam w głowie SV, z którym się bardzo lubiłam. Peeling z Lirene również kocham, jest genialny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten peeling ma chyba wielu zwolenników :)

      Usuń
  9. Widzę że nasze opinie są identyczne jeśli chodzi o szampon TBS, odżywkę Alterry oraz krem LRP Duo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utwierdza mnie to w opiniach o tych produktach :)

      Usuń
  10. Miałam kiedyś żel pod prysznic z GP, co prawda inną wersję zapachową, ale również byłam z niego bardzo zadowolona. Szkoda, że dystrybucja tej marki nie jest szersza, mają wiele ciekawych produktów, ale za niektórymi trzeba przelecieć pół miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - u mnie najszerszy wybór jest chyba w Hebe, ale i tak brakuje kilku perełek, które polubiłam, na przykład różanego peelingu cukrowego - masło jest, peelingu brak :D

      Usuń
  11. przypomniałaś mi, że muszę w końcu wypróbować serię bananową TBS, ale skuszę się na nią tylko w promocji ;) ciekawi mnie zapach żelu Balea, bo tego akurat nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W promocji warto - portfel aż tak nie boli :)
      Żel pachnie trochę cytrusowo, trochę męskimi perfumami, jest orzeźwiający - w sam raz na lato, teraz wybrałabym coś bardziej otulającego :)

      Usuń
  12. W końcu zużywam więcej, niż kupuję:) To dobry trend, ponieważ mam spore zapasy. Szminkom jednak nie potrafię się oprzeć. Jaką burgundową pomadkę kupiłaś?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szminkom nie warto się opierać :D Skusiłam się na Golden Rose Velvet Matte 14 :)

      Usuń
    2. Dziękuję:) Szminki z tej serii są świetne, muszę powiększyć kolekcję o 14:) Mam nadzieję, że namierzę ją w Astorze na pl. Teatralnym:)

      Usuń
  13. Musze w końcu tego banana z TBS kupić, zwłaszcza że angielski ma sporo korzystnych promocji, ale jakoś wiecznie o nim zapominam.

    OdpowiedzUsuń
  14. mój insta-dri po połowie buteleczki zaczął bąbelkować mi wszystkie lakiery ;/ nie wiem co się dzieje, bo wcześniej było wszystko ok ;/ niezależnie od marki lakieru, który użyję

    OdpowiedzUsuń