sobota, 25 stycznia 2014

PAZNOKCIE | VINTAGE ROSES

Nie wiem, co stało się z jakością zdjęcia, przepraszam!

Witajcie!


Dziś w mojej nieoficjalnej mini serii "Zainspirowane" kolejna odsłona, czyli różyczki w stylu vintage, do których powstania przyczyniła się wspaniała artystka (jestem świadoma wagi swoich słów!) Pauli, znana w blogosferze jako Tamit. Mam nadzieję, że wszyscy ją znacie i uwielbiacie tak jak ja - jeśli nie, koniecznie odwiedźcie jej bloga Fall in nail love!



Jako tło do zdobienia posłużył mi lakier Essie - Mind Your Mittens z zimowej kolekcji Shearling Darling. To piękny, niemalże czarny, kremowy lakier z nutą ciemnej, zgaszonej zieleni i granatu. Ma idealną konsystencję, kryje po dwóch warstwach i... miło zaskoczył mnie swoją trwałością! Może pamiętacie, jak skarżyłam się na ekspresowo starte końcówki przy Super Bossa Nova? Mind Your Mittens trzymał się na moich paznokciach bez najmniejszego uszczerbku pięć dni!
Różyczki dodałam farbkami akrylowymi, drobne srebrne kropki to lakier Hean, a całość pokryłam warstwą szybkoschnącego topu Sally Hansen InstaDri - jak zwykle ;-)





Chociaż to był mój pierwszy raz z różyczkami, jestem bardzo zadowolona z efektu! Wyglądają super dziewczęco i klasycznie zarazem, a poza tym przyciągają wzrok - wiele osób pytało mnie, czy to są jakieś naklejki ;-)

Co sądzicie o mojej wersji różyczek vintage?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

PAZNOKCIE | PURPLE RAIN



Witajcie!
Hello!

W związku z tym, że w nadchodzących dniach mam 3 najgorsze zaliczenia i kolokwia, będę musiała zrobić sobie króciutką przerwę od blogowania. Jeszcze przed przerwą chciałabym Wam jednak pokazać zdobienie, które na Instagramie zdobyło mnóstwo serduszek, zainspirowane paznokciami cudownej All Nails Everything - jeśli jeszcze jej nie znacie, koniecznie zajrzyjcie na jej IG albo facebook!



Użyłam dwóch odcieni fioletu - Colour Alike Danzing oraz Zoya Carter, fioletowej tasiemki do zdobień oraz ćwieków - serduszek.

  • Colour Alike - Danzing to idealny, kremowy lakier w liliowym odcieniu. Nie sprawia problemów w aplikacji ani w zmywaniu. Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy; w przypadku tego zdobienia oczywiście zabezpieczyłam je szybkoschnącym top coatem, dlatego ciężko mi powiedzieć cokolwiek na temat szybkości schnięcia. 

  • Zoya - Carter to intrygujący, bardzo nietypowy piasek, pochodzący z kolekcji PixieDust. W granatowo-fioletowej bazie kryją się  drobinki purpurowego, błyszczącego brokatu. Kryje po dwóch średniej grubości warstwach, ale schnie dość długo, ok. 30 minut. Jak każdy piasek, ma chropowate wykończenie, ale pokryłam go również topem, by dodać błysku - dzięki temu stał się bardziej gładki. Nie jest tak prosty w zmywaniu, jak krem, ale dłuższe przytrzymanie wacika przy paznokciu wystarczy, potem warto też umyć ręce z drobinek brokatu. Używanie folii aluminiowej nie jest konieczne ;-)







Jak się Wam podoba takie połączenie? ;-) Mnie zauroczyło!

Podziękowania należą się B. za naszą blogerską 'współpracę' - ta szalona kobieta pożyczyła mi całkiem sporą część swojej lakierowej kolekcji do zabawy - jej efekty będziecie mogli w najbliższych tygodniach oglądać na blogu ♥

sobota, 18 stycznia 2014

KOSZYCZKU, POKAŻ SIĘ | ORGANIZACJA KOLORÓWKI



Witajcie!

Gdy pokazywałam Wam poremontowe zmiany w moim pokoju, wyraziłyście chęć zobaczenia, jak mam zorganizowaną kolorówkę. Po dzisiejszej rozmowie z Asią postanowiłam w końcu wrócić do tego pomysłu i pokazać Wam zawartość moich koszyczków. To tylko kosmetyki, które są w użyciu - zapasy trzymam osobno ;-)

Stylizowane na plecione, wyściełane materiałem koszyki w dwóch kolorach i rozmiarach kupiłam w Pepco. Nie pamiętam dokładnych cen, ale za całość - 6 małych koszyków i 2 duże - zapłaciłam ok. 80 zł. Stoją na półce tak jak widać na zdjęciu - trzy z przodu, trzy z tyłu, a dwa duże pilnują ich z boku ;-)

Czas na prezentację zawartości - lecimy od lewej! 

W dużym pudełku swoje miejsce mają palety: Manly, Sleek, MUA, duża, samorobiona paleta magnetyczna, a także stara paletka z Claire's, której nie mam serca wyrzucić.


Następny, mały już koszyk, to produkty do twarzy: baza, podkłady, pudry, korektory, kremy bb. W tej chwili dołączył jeszcze do nich podkład mineralny Lily Lolo i puder z Kryolanu, więc miejsca na nowości w koszyku już nie ma - czas zużywać zapasy!


Za produktami do twarzy kryje się pudełko z różami, bronzerami i rozświetlaczami. Zaplątał się też jeden puder, dla którego brakło miejsca w poprzednim koszyku. Od góry, od lewej bronzery: MUA, Mariza, Diadem, puder Sensique, Honolulu w, niżej róże mineralne Amilie, w tubkach róż w żelu L'Oreal i rozświetlacz Rimmel, a na dole: rozświetlacz Essence, róże: Essence, Wibo x2, MUA i Rimmel. Biorąc pod uwagę, że różu używam bardzo rzadko, tego zbioru chyba do końca życia nie zużyję ;-)



Kolejne pudełko kryje w sobie produkty do oczu: tusze (4), eyelinery (4), bazy pod cienie (2), kredki (5) i paletkę cieni, której używam do brwi. Dwa tusze są jeszcze nieużywane, ale gdybym je wrzuciła do kartonu z zapasami, na pewno bym o nich zapomniała!


Ten koszyczek najrzadziej pojawia się w świetle dziennym - trzymam w nim pigmenty, cienie, których nie miałam czasu przenieść do palety magnetycznej, złoty cień w płynie i kredkę, której niesamowicie nie lubię, ale trzymam. Nie wiadomo, czemu ;-) W woreczku strunowym jest pokruszony róż w kuleczkach z Avonu - nie pasowała mi forma kuleczek, więc postanowiłam sproszkować. Nadal nie używam ;-)



W trzecim rzędzie z tyłu chowa się pudełko na balsamy do ust: jajeczko Oriflame, ulubione ostatnio mazidło z Tołpy, znienawidzony Carmex, czekoladowe masełko z TBS i mistrzowski balsam Tisane. Swoje miejsce znalazły tutaj też próbki szminek, które do tej pory latały po wszystkich kosmetyczkach.




Pudełko z przodu zaś kryje mazidła kolorowe i balsamy w sztyfcie. Specjalnie przekopałam wszystkie torebki i kosmetyczki, by znaleźć:
- błyszczyki: Avon, Paese, Wibo, Bell, Mary Kay, Sleek
- balsamy w sztyfcie: Avon (2), Oriflame, Nivea, Dove, Isana
- szminki: Avon (3), Oriflame, MUA (3), Kobo (2), Catrice, Rimmel (3), Maybelline (3), Flormar, Mariza, L'Oreal (2), Max Factor.


Ostatnie, duże pudełko, mieści w sobie wszystko inne, co jest i nie jest potrzebne pod ręką ;-) Sztuczne rzęsy, kępki, klej, oliwkę do skórek, kremy do twarzy (3), serum z kwasem hialuronowym, coś do demakijażu (2), zmywacz do paznokci, krem do rąk, żel do powiek, waciki, patyczki kosmetyczne i temperówkę ;-)
Jak widać - wcale nie jest tego tak wiele. Nie rozumiem, dlaczego moja mama załamuje ręce gdy widzi, jak to wszystko wyciągam ;-)

A jak Wy przechowujecie swoje kosmetyki kolorowe? Biurko z szufladami, toaletka, a może jakieś inne rozwiązanie? Dajcie znać!

środa, 15 stycznia 2014

HEXXBOX - POZNAJ I TESTUJ Z 1001PASJI | SLEEK SNAPSHOTS*

Witajcie!

Długo myślałam, jak ugryźć tę recenzję, testowałam w różnych okolicznościach, na różnych kosmetykach, w końcu wyrobiłam sobie zdanie. Zapraszam więc Was dziś na recenzję paletki Sleek Snapshots, która w mojej kolekcji pojawiła się jako druga (po Vintage Romance), dzięki uprzejmości Hexx i drogerii Cocolita.


Nie ukrywam, że oczekiwania względem tej palety miałam duże, zwłaszcza po tym, jak świetnie sprawdziła się u mnie Vintage Romance. Okazało się jednak, że Snapshots nie kontynuowała dobrej passy produktów Sleeka u mnie - postaram się Wam zaraz wyjaśnić, dlaczego.
Przede wszystkim - kolory. Podobno zestawienie najlepszych odcieni z Monaco i Curacao, ale równocześnie zestawienie trudne do użycia w codziennym makijażu. Mówi się: "widziały gały co brały", więc tutaj nie mogę narzekać. Kto nie czuje się dobrze w kolorowym makijażu - nie kupi tej palety, to proste.


Po kolei w paletce znajdziemy:
- Summer Breeze - mięta - matowy, średnio napigmentowany
- Martini -  szampański - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Kiwi Flower - jasnozielony - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Sand Walker - cielisty - matowy, średnio napigmentowany
- Washed Ashore - łososiowy - półmatowy, dobrze napigmentowany
- Sunset - rdzawy - metaliczny, dobrze napigmentowany


- Lotus Flower - liliowy - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Humming Bird - turkus - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Tequila Sunrise - pomarańcz - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Green Iguana - ciemniejsza zieleń - metaliczny, dobrze napigmentowany
- Purple Haze - fiolet - matowy, słabo napigmentowany
- Magenta Madness - róż - matowy, słabo napigmentowany

Nie ukrywam, że jako posiadaczka tylko dwóch palet Sleeka jestem rozczarowana brakiem czerni - ta, która występuje w VR, jest drobinkowa, a fajnie byłoby mieć zwykłą. Jednakże z punktu widzenia osób, które mają kilka paletek, brak czerni jest faktycznie atutem - to cień, który, chociaż naprawdę dobry, pojawia się praktycznie za każdym razem. Poza tym, w tej paletce czerń w ogóle nie pasowałaby kolorystycznie, skoro mamy tu 4 grupy kolorystyczne - zielenie, róże i fiolety, ciepłe kolory jesieni i cienie neutralne. Nie dogodzisz ;-)


zdjęcie z lampą - metaliki pięknie odbijają światło, przez co świetnie nadają się do wewnętrznego kącika oka.

Lepsze swatche znajdziecie u Sleeko-maniaczki Siulki, zapraszam tutaj. ;-)
Wniosek jest prosty: kolory metaliczne są naprawdę nieźle napigmentowane, natomiast maty to słabe punkty tej palety (które również można wykorzystać, co widzieliście na przykład w tym makijażu - użyłam do niego mięty Summer Breeze; moim ukochanym cieniem z palety stał się Sand Walker - idealnie cielisty). Poszczególne cienie we współpracy też stwarzają problemy - metaliki, mimo nieco mokrej konsystencji, osypują się i nie dają się rozcierać, natomiast maty przy rozcieraniu bardzo tracą na pigmentacji i zbierają się w załamaniu powieki już po 2-3 godzinach (chyba, że na nie nałoży się inny cień o zbliżonym kolorze), niezależnie od użytej bazy.
Na stronie sklepu znalazłam informację, że najlepiej jest nakładać te cienie dołączonym aplikatorem - próbowałam, ale wszystkie podejścia kończyły się tym, że pacynka wchłaniała cień i nie rozprowadzała go na powiece. Dopiero pędzel Hakuro H70 poradził sobie z równomiernym rozłożeniem cieni, które - by uzyskać pełną pigmentację - należy w ostatniej fazie wklepać.


Na pewno nie jest to paleta do użytku codziennego (mówię tu o większości społeczeństwa :D), raczej bardziej na lato, niż na zimę. Trudno ją okiełznać, chociaż efekty, jakie można nią uzyskać, są naprawdę fajne. Według mnie wypada zdecydowanie słabiej, niż moja ukochana Vintage Romance, ale mimo wszystko lubię po nią sięgać - choćby tylko po to, żeby namalować kolorową kreskę na mokro, bo do tego nadaje się idealnie!

zdjęcie z Instagrama - kreska namalowana przy użyciu cienia Magenta Madness.


Macie w swoich zbiorach paletkę Sleek Snapshots? Jak się u Was sprawdza, lubicie ją?
A może zamierzacie kupić Garden of Eden, która ma podobno pojawić się pod koniec stycznia? Mi jej tonacja kolorystyczna bardzo się podoba, czuję, że chyba się u mnie pojawi :D

poniedziałek, 13 stycznia 2014

MAKIJAŻ | MISZMASZ

Witajcie!


Trochę czasu minęło, odkąd pokazywałam Wam tu ostatni makijaż, dlatego postanowiłam skorzystać z tego, że miałam zajęcia dopiero po południu i rano zmalować coś kolorowego. Połączenie kolorystyczne powiedziałabym... Nietypowe. Intensywna mięta na powiece, fiolet (który na zdjęciach, zwłaszcza na zbliżeniach, wyszedł jaśniejszy niż w rzeczywistości) w załamaniu i w zewnętrznym kąciku, w wewnętrznym kąciku połyskujący szampański cień, a na dolnej powiece gradient z fioletu, mięty i błękitu. Do tego czarna kreska wzbogacona o niebieski akcent, a na linii wodnej ten sam błękitny cień. Pełny miszmasz!






Zdjęcia nie były retuszowane - chciałam, żebyście zobaczyły, jak pod względem krycia sprawdza się u mnie podkład mineralny Lily Lolo China Doll, który ostatnio kupiłam. Powiedziałabym, że kryje lekko, w stronę średniego, w zależności od ilości warstw, nie ukrywa wszystkich moich niedoskonałości, ale jestem zadowolona na tyle, że kupiłam pełne opakowanie. ;-)

Do makijażu użyłam
- Jumbo Pencil NYX 604 Milk
- Sleek Snapshots (Summer Breeze, Martini)
- fioletowy cień z duo Miss Sporty
- baby blue z Manly
- eyeliner Wibo
- eyeliner p2 LE Pool Side Party
- tusz Wibo
- podkład Lily Lolo
- bronzer W7 Honolulu 
- rozświetlacz Essence
- błyszczyk Bell


Co sądzicie? ;-)

sobota, 11 stycznia 2014

ESSIE | SUPER BOSSA NOVA

Witajcie! ;-)

Nigdy nie byłam Essie-maniaczką, trudno było mi zrozumieć zamieszanie, które wywołują te lakiery. Gdy znalazłam w paczce od Asi moją pierwszą buteleczkę tej marki, byłam przeszczęśliwa - sama nigdy bym jej nie wybrała.



Asia wybrała dla mnie piękny, głęboki malinowy kolor z fioletowym/niebieskim shimmerem, który na paznokciach nie znika, wciąż jest lekko widoczny - jego nazwa to Super Bossa Nova, pochodzi z z letniej kolekcji Brazilliant 2011.

Na prawym zdjęciu dobrze widać kolor shimmera ;-)
Lakier ma świetną konsystencję, a dzięki długiemu, wąskiemu pędzelkowi dobrze rozprowadza się na paznokciach. Jedna warstwa kryje całkiem dobrze, ale jak zawsze pomalowałam paznokcie dwiema. Dużym plusem jest to, że Super Bossa Nova szybko wysycha i to bez pomocy przyspieszającego schnięcie top coatu. Muszę jednak przyznać, że znalazłam w tej emalii jedną, zasadniczą wadę - strasznie szybko ściera się na końcówkach - już po kilku godzinach od aplikacji widać niedoskonałości. Łatwo się zmywa i nie barwi płytki - to też na plus.



Jak wygląda Super Bossa Nova solo, możecie zobaczyć powyżej. Mi wydawała się nieco nudna, więc dodałam urocze, kwiatowe naklejki wodne od Promoto-Promoto. Myślę, że idealnie dopasowały się do koloru bazowego i razem tworzą śliczny duet, idealny na wiosnę ;-)




Co sądzicie o fuksjowej propozycji Essie? Dziękuję bardzo Asi, że ją dla mnie kupiła - mimo wad z przyjemnością będę nosić ten lakier wiosną i latem! Z powodzeniem też zastąpi klasyczną czerwień, której ostatnio nie lubię ;-) ♥