czwartek, 1 stycznia 2015

DENKO | PAŹDZIERNIK, LISTOPAD & GRUDZIEŃ 2014

Witajcie!

Podobno na koniec roku wypada zawsze zrobić porządek, by na nowy nie zostawać z zaległościami, długami i bałaganem, dlatego czym prędzej zrobiłam kilka zdjęć, by zamknąć na blogu temat tegorocznego denka. Jak widać, nie zdążyłam z publikacją przed zmianą czwórki w piątkę, więc przy okazji korzystając z tego, że i tak tu coś piszę, życzę Wam, by 2015 stał się Waszym rokiem. Na tyle, żeby też starczyło coś dla mnie, bo mam spore plany! ♥

Jak zwykle zużycia obejmują kwartał - od października do grudnia włącznie; nie da się ukryć, że o zużyciu niektórych rzeczy udało mi się zapomnieć, więc postaram się odtworzyć pokrótce wrażenia z ich używania, wybaczcie brak szczegółów technicznych - trochę wyszłam z wprawy, jeśli o blogowanie chodzi :)


Zaczynam jak zwykle od kategorii 'ciało' - tym razem udało się zmniejszyć moje zapasy o następujące produkty:
1. Luksja, płyn do kąpieli Pink Sparkle - litrowe płyny Luksji to coś, po co sięgam bez zastanowienia; nieważne, jak pachną, kąpiel z nim jest zawsze przyjemna. Ten wariant jest akurat dość słodki, podobnie jak inne rodzaje robi wieeeelką pianę i cóż, na pewno kupię go jeszcze nie raz. Aktualnie w łazience stoją 'słodkie makaroniki' i 'czekolada z pomarańczą', też warte uwagi.

2. Luksja, żel pod prysznic Revive - pięknie pachnie, jest bardzo wydajny, kremowy i dobrze oczyszcza skórę, nie wysuszając jej. Czego chcieć więcej?

3. Eveline Argan Oil, suchy olejek do ciała - nie, nie i jeszcze raz nie. Miał za zadanie nawilżać ciało, a jedyne co robił, to tłuścił wannę, mnie i podłogę w łazience. A, i jeszcze zacinała mu się pompka. Zużyłam do domowych peelingów - do tego się względnie nadawał.

4. Farmona, peeling do ciała z wiśnią i czerwoną porzeczką - pachniał obłędnie, choć nieco chemicznie, dobrze zdzierał, chyba też trochę nawilżał/natłuszczał, w dodatku był wydajny. Fajny! Maxi, dziękuję jeszcze raz! ♥ Jedyne co mnie dziwi, to fakt, że miałam kiedyś wersję brzoskwiniową i wyrobiłam sobie o niej diametralnie inną opinię - to chyba jakieś czary i Maxi musiała coś tu dołożyć, szczyptę miłości, czy coś :D

5. Caudalie, balsam do ciała - miał lekką konsystencję, był zaskakująco wydajny jak na taką małą pojemność, dobrze się wchłaniał i nieźle nawilżał, poza tym ładnie pachniał, nieco męsko. Rewolucji w mojej pielęgnacji nie zrobił, więc nie rozważam nawet zakupu pełnego wymiaru, ale miniaturka była w sam raz na weekendowe wyjazdy.


6, 7. Garnier Ultra Doux szampon i odżywka z olejkiem z awokado i masłem karite - chociaż wcześniej słowa o tym duecie nie napisałam, to wydaje mi się, że zostało powiedziane już wszystko; może to dlatego, że swego czasu na blogach było o tej serii bardzo głośno. Dorzucając swoje trzy grosze - szampon był bardzo przeciętny, ale poprawny, natomiast odżywka w duecie z nim obciążała mi włosy, i chociaż ułatwiała rozczesywanie, nie byłam zadowolona z jej używania. Dopiero gdy rozbiłam tę parę i zaczęłam stosować odżywkę z innymi szamponami (np. mocno oczyszczające Green Pharmacy, które aż się proszę o zastosowanie czegoś po umyciu włosów) zauważyłam faktyczną zmianę w wyglądzie moich włosów - kolejny raz przekonałam się, że w moim przypadku nie sprawdza się używanie kosmetyków z tej samej serii razem.

8. Dove Intense Repair, szampon - kolejny byle jaki produkt, którego używania dosłownie nie pamiętam. Wiem, że mniej więcej połowę butelki zużyłam do prania pędzli - do tego się świetnie nadawał; z moimi włosami nie robił nic poza tym, co każdy szampon robi, a jednak oczekuję czegoś więcej, niż tylko oczyszczania (co, biorąc pod uwagę fakt, że myję włosy codziennie, nie jest niczym wielkim).

9. Alterra, szampon z granatem - ile ja razy jeszcze popełnię ten błąd i skuszę się na kosmetyki z tej samej serii? Miałam miniaturę odżywki, spodobała mi się, więc przy którejś okazji sięgnęłam po szampon. Cóż, ładnie pachniał, był w pełni poprawny, ale znów - obyło się bez fajerwerków, a bez odżywki jedyne emocje odczuwałam przy próbach rozczesania włosów...

10. Isana, lakier do włosów - tak jak kiedyś nie wyobrażałam sobie używania lakieru do włosów, tak dzisiaj rzadko wychodzę z domu bez utrwalenia fryzury. Ten lakier polubiłam, bo nie skleja włosów, a utrzymuje je na miejscu, daje sobie radę nawet ze sporadycznie robionymi lokami, które dotychczas kiepsko się trzymały na innych lakierach. Lubię, aktualnie zużywam chyba trzecie opakowanie.


11. Galenic, maseczka do twarzy - będę szczera - chociaż niby maseczki mają różne przeznaczenia i powinnam chyba odczuwać różnicę po ich użyciu, to dla mnie efekty pozytywne są zawsze takie same. Skóra twarzy jest miękka, jakby wygładzona, a przyjemny efekt utrzymuje się mniej więcej... do pierwszego umycia. Tutaj nie jest inaczej - bardzo przyzwoity produkt. Dodatkowy plus to opakowanie - zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż saszetka, wygodniejsze w użyciu, w dodatku większa pojemność pozwala na kilka użyć bez marnowania produktu.

12. Ziaja Liście Manuka, pasta do głębokiego oczyszczania - czy jest jeszcze w internetach ktoś, kto o niej nie słyszał? U mnie na półce już stoi kolejna tubka, bo pokochałam ten ostry zdzierak. Dziewczynom z wrażliwą cerą nie polecam używać pasty codziennie - może być zbyt ostra i wysuszać; u mnie sprawdza się jako przedostatni krok codziennej wieczornej pielęgnacji.

13. Bourjois, płyn micelarny - jeden z lepszych miceli, z jakimi miałam do czynienia. Faktycznie, żeby zmyć ciężki makijaż trzeba było odrobiny cierpliwości i czasu, ale nie musiałam trzeć oczu, obyło się bez szczypania i bez efektu mgły. Niedawno znalazłam jednak jeszcze lepszy produkt do demakijażu, więc wszystkie do tego celu przeznaczone kosmetyki zostały odstawione na półkę. :)

14. Soraya So Pretty, ultralekki krem nawilżający - ulubiony krem pod makijaż.  Szybko się wchłania, ma lekką, jakby wodną konsystencję, cudnie pachnie brzoskwiniami/morelami i nie przyspiesza świecenia się skóry.Na zimę wydaje mi się nieco zbyt mało treściwy, ale szczerze mówiąc, nie chce mi się eksperymentować i szukać kolejnego, bo o dobry krem trudno - wiadomo.

15. La Roche Posay, Effaclar, żel myjący - kolejne 'nic wielkiego'. Faktycznie, jest delikatny, nada się dla wrażliwców, ale podobnie działają dużo tańsze żele - niepotrzebnie skusiłam się na LRP (liczyłam, że to będzie jakaś rewolucja, podobnie jak było kiedyś z Effaclarem-kremem). Musiałam stosować go naprzemiennie z innymi żelami, bo wydawało mi się, że oczyszcza do tego stopnia, że aż wysusza.

16. Botanical Choice, maseczka ultranawilżająca - mogę ją wrzucić do tej samej grupy, co wcześniej wspominaną z Galenica - poprawna, ale bez szału.

17. Barwa, Siarkowa Moc, peeling - moje 'go-to' jeśli chodzi o porządne zdzieranie, które zostawi skórę matową, a nie przesuszoną. Fajne rozwiązanie zwłaszcza na wyjazdy, kiedy zabieranie peelingu w tubce czy słoiczku jest bezsensowne.


O paznokciach będzie bardzo krótko: 18. puste opakowanie to najlepszy żel do usuwania skórek z Czterech Pór Roku, 19. to mój Graal jeśli o ratowanie paznokci chodzi - odżywka Eveline 8 w 1, pod 20. kryje się zmywacz z Isany, a 21. to lakier Essence, który nałożyłam na paznokcie 1 raz (słownie: jeden raz) i natychmiast zmyłam (nie bez problemów), bo ma koszmarne złote drobinki i rozlewa się na skórki jak szalony. Nie bawiłam się w oddawanie, po prostu wyrzuciłam.


Podobnie było z kolorówką - tutaj wyrzutki (nie zużyte do końca) to: szminka z Oriflame i dwie szminki z Avon (22-24), dwa tusze do rzęs: Catrice Glamour Doll i My Secret 3 in 1 (25,26), które w zasadzie wyrzuciłam tylko dlatego, że dawały bardzo przeciętny efekt, a w mojej kosmetyczce pojawiło się na raz tyle tuszy, że nie miałam skrupułów, żeby pozbyć się tych najrzadziej używanych. Ostatnie, 27. opakowanie tego kwartału, to korektor Collection 2000, który przywiozłam w... rany, 2013r.! Do dziś go nie zużyłam, bo chyba nie sposób zupełnie zdenkować takiego produktu (prawie jak szminek), ale jest na tyle wiekowy, że należy mu się już wizyta w koszu - zwłaszcza, że w zapasach mam kolejne opakowanie ;-)

Łał, wyszło tego sporo, ale cieszę się, że udało mi się uporać z tyloma kosmetykami (i tym postem) zanim na dobre zacznie się 2015. ;-) Mam nadzieję, że Wam też się udało zmniejszyć trochę zbiory (żeby móc poszaleć na wyprzedażach!) - jak już wrócę do regularnego blogowania i czytania blogów, to sprawdzę, jak Wam szły zużycia! ;-)

24 komentarze:

  1. Z peelingu Tutti Frutti byłam wyjątkowo niezadowolona, dla mnie był zdecydowanie za tłusty! Micela z Bourjois kilka butelek zużyłam, ale jakieś dobre 2 lata temu, chyba kupię go za jakiś czas, żeby porównać go jak wypada na tle tych wszystkich miceli jakie wypróbowałam, bo wydaje mi się, że byłam z Burżuja zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pierwszy słoiczek peelingu rozczarował, ale ten chyba wpasował się 'tłustością' w okres, kiedy moja skóra przypomina papier ścierny : ))

      Usuń
  2. Dużo zużyłaś ;) Peeling Tutti Frutti obecnie mam w łazience, a jeśli chodzi o szampony Dove to u mnie się nie sprawdza żaden ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nawet znalazłam coś lepszego do prania pędzli, więc wiem, że nigdy do Dove nie wrócę :D

      Usuń
  3. Fajne denko, ale z tego co widzę nic jeszcze z niego nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to niektóre pozycje warto nadrobić :D

      Usuń
  4. Da się wyzerować ten korektor, oj da! Ja go uwielbiam, więc wyczyszczę opakowanie na połysk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała jaśniejszy kolor, to pewnie bym wywróciła tubkę na drugą stronę, żeby wydobyć co do kropli, ale akurat dwójka jest dla mnie za ciemna teraz ;<

      Usuń
  5. Gratuluję zużyć :) Ten suchy olejek z Eveline to i moim zdaniem jakaś pomyłka. A pompka zacina się chyba w każdym egzemplarzu. Zmywacz Isana uwielbiam, żel do skórek (4PR) u mnie niestety się nie sprawdził, wolę Sally Hansen. Lubię też płyn micelarny z Bourjois, choć dawno go nie miałam. Płynów mam spore zapasy, więc pewnie nieprędko się na niego znowu skuszę. A co do korektora to zgadzam się, nie sposób go zużyć. Ja swój chyba też niebawem wyrzucę, bo mam go już strasznie długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam wypróbować ten żel z SH, ale jakoś cena mnie odstraszyła, będę musiała przy następnej okazji się skusić :)

      Usuń
  6. Super denko:). wiesz, że dopiero dziś Cie zaobserwowałam? Szok:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Duże to denko. Dla mnie peeling Tutti Frutti jest za delikatny, ale i tak czasem do niego wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to lubisz naprawdę mocne zdzieranie :)

      Usuń
  8. Dno porządne. Tak zazdroszczę systematyczności i zbierania opakowań. Ja jestem niecierpliwa i wyrzucam lub używam miliony lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też zużywanie zajmuje dłuuugo, dlatego denka są właśnie kwartalne :D

      Usuń
  9. Ojoj, chcialabym kiedys dobic takiego dna, ale u mnie to chyba nierealne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam nierealne! Trochę wytrwałości i dasz radę :))

      Usuń
  10. Spore to denko, u mnie było ciut mniejsze :) Mam Tutti Frutti ale jeszcze nie otwarłam, czeka głęboko w szafce na swoją kolej, chociaż znając inne zapachy już nie mogę się doczekać :D
    Mam podobnie z tuszami, że mam ich nadmiar i jak są słabe to nie używam i tak leżą i leżą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dotychczas dbałam, żeby tylko jeden tusz był otwarty na raz, ale ostatnio jakoś mi się ich nagromadziło, a wszystkie pootwierałam :D

      Usuń
  11. gdzie dostane paste z ziaji? skad ta niechec do blogowania ostatnio? za duzo czasu zabieraja Ci studia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w Rossmanie, w Hebe pewnie też :)
      Nie, studia nie mają nic do rzeczy - są czasochłonne, ale na niechęć do pisania wpłynęło raczej wkręcenie się w youtuba i ogólnie klimat blogosfery. :)

      Usuń
  12. Płyn micelarny Bourjois to jeden z moich ulubionych zamienników Biodermy, dla mnie nie ma wad :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Też mam denko do zrobienia, zapomniałam o odżywce z awokado z garniera, bardzo mi służyła :)
    Zapraszam do siebie kilka dni temu założyłam nowego bloga :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń