sobota, 4 kwietnia 2015

DENKO | STYCZEŃ, LUTY & MARZEC 2015

Witajcie!

Przy okazji przedświątecznych porządków wywlekłam z kąta moją siatę z pustymi opakowaniami i uświadomiłam sobie jednocześnie, że to najwyższy czas, by przedstawić Wam kolejne kwartalne 'Denko'. Tym razem obejmuje ono oczywiście styczeń, luty i marzec bieżącego roku i jest o dziwo mniejsze, niż zazwyczaj. Wiąże się to pewnie z bardziej racjonalnym podejściem do kupowania i zużywania ;-)


CIAŁO:
1 i 2.  Luksja, płyn do kąpieli.
Litrowe płyny do kąpieli Luksji to już niemal pewnik w denku, prawda? ;-) Tym razem na zmianę używałam czekoladowo-pomarańczowego, który pachnie przesłodko - delicjami, oraz makaronikowego, również dość słodkiego. Czekoladowo-pomarańczowy ma bardziej glutkową konsystencję, a makaronikowy - płynną, ale oba świetnie rozpuszczają się w wodzie tworząc mnóstwo sztywnej, aksamitnej piany, która nie znika z wanny po 10 minutach. Must have, jeśli o moją łazienkę chodzi! ♥

3. Isana, żel pod prysznic.
Żele tej marki nie należą do moich ulubionych, ale czasem z 'braku laku' sięgam po jakiś wariant zapachowy. Produkty z podstawowej linii nie trafiły do grona moich ulubieńców ze względu na bardzo lejącą, rzadką konsystencję - wydaje mi się, że zużywam ich dużo więcej, niż normalnego żelu. Podobnie było w przypadku wersji Masło Shea - Marakuja; na plus zaliczam dostępność, spełnianie swojego zadania, ładny zapach i śmiesznie niską cenę.

4. Lirene, antycellulitowy peeling myjący.
Kolejny po płynach Luksji pewnik. Mogłabym spokojnie odesłać Was do któregokolwiek denka, bo na pewno znaleźlibyście tam ten peeling. Mocny, pomarańczowy zdzierak cukrowy, który co prawda chyba nie działa na cellulit, ale mimo to go uwielbiam!


WŁOSY:
5. Garnier Fructis, szampon wzmacniający - gęste i zachwycające
Skusiłam się na niego pod wpływem recenzji i reklam, ale to kolejny szampon, który z moimi włosami nie robi niestety nic konkretnego. Początkowo wydawało mi się, że faktycznie mam nieco bardziej gęste (przynajmniej optycznie) włosy, ale musiała to być siła autosugestii.

6. Isana, szampon do włosów farbowanych
Przez dwa lata farbowania włosów przetestowałam już wiele różnych produktów przeznaczonych właśnie dla włosów po koloryzacji - trwałej czy czasowej. Jednym z szamponów, który najbardziej przypadł mi do gustu, był odkryty niedawno produkt z linii do włosów farbowanych Isany. Ma lejącą konsystencję, którą początkowo trudno było mi opanować, ale jest wydajny, przyjemnie pachnie i przede wszystkim - nadaje się do codziennego mycia włosów, nie obciąża ich i nawet nie wymaga użycia odżywki po każdym zastosowaniu. Mam wrażenie, że przy jego używaniu kolor wypłukuje mi się wolniej.

7. Garnier Ultra Doux, odżywka pielęgnacyjna - olejek z awokado i masło karite
Kiedy umieszczałam ją w poprzednim denku, nie byłam z niej do końca zadowolona. Wróciłam do niej jednak, bo okazało się, że nakładana od połowy włosów, nie na skórę głowy, ułatwiała rozczesywanie i zostawiała włosy gładkie i miękkie. Nie mogę zbyt długo używać tych samych produktów, ale do tego produktu co jakiś czas pewnie będę wracać, przeplatając go z innymi.

8. L'Oreal Elseve Color Vive, odżywka ochronna do włosów farbowanych
Jeśli chodzi o farbowanie włosów, jestem wierna marce L'Orea; postanowiłam więc dać szansę również ich produktom po farbowaniu. Odżywka daje bardzo zbliżone efekty do tej uwielbianej miniaturki z mleczkiem pszczelim, zostawia włosy miękkie i w dobrym stanie, ułatwiając rozczesywanie.


TWARZ:
9.  Soraya, Care&Control, żel 2 w 1 z peelingiem
Matko droga. Męczyłam go dobry rok, i to nie dlatego, że był tak wydajny. Początkowo byłam zadowolona, bo dobrze oczyszczał (ale tylko skórę bez makijażu),a  drobinki pobudzały krążenie, ale potem okazało się, że lekko przesusza, nie zmywa resztek makijażu, a drobinki znikąd znajdowałam nawet we włosach. Przemęczyłam go, ale wystarczyłoby mi, żeby tuba była o połowę mniejsza.

10. Perfecta, żel do mycia twarzy peelingujący
Z tego co się orientuję, nie jest normalnie dostępny, a na pewno nie w tej pojemności. Dostałam go bodajże dzięki Asi i z przyjemnością zużyłam. Drobinek było więcej, niż w żelu Sorayi, były nieco ostrzejsze, ale nie drapały, a sam żel, chociaż bardzo rzadki - wydajny. Fajny produkt, w dodatku ta mini pojemność w sam raz na wyjazdy - szkoda, że go sobie nie zostawiłam :D

11. Lush, New Charity Pot
Wyrzucam ze smutkiem... Mały słoiczek za funta, dodatek do zakupów, a taki przyjemny produkt. Niestety, postał za długo na półce i chyba się zepsuł (Lush to naturalne kosmetyki z krótkim terminem ważności), bo zaczął mnie wysypywać. Ale przed tym dobrze nawilżał, ratował poparzoną buzię, poranione skórki, a jeszcze do tego przyjemnie pachniał i był wydajny. Kupiłabym ponownie!

12. La Roche Posay, Toleriane Ultra - próbka
Tylko próbka, więc wiele nie napiszę. Ale to było faktycznie ultra nawilżenie i ratunek dla podrażnionej, suchej jak wiór skóry. Jednorazowe nałożenie, grubszą warstwą, podratowało jej kondycję w ciągu jednej nocy.

13. Maseczka peel-off z granatem
Peel-offy wszelkie uwielbiam - to wiecie. To jedyne maseczki, po których czuję, że moja skóra jest faktycznie oczyszczona, a poza tym uwielbiam uczucie w czasie zasychania i zdejmowania tego typu kosmetyków. Tę akurat dostałam w prezencie, ale poszukam jej gdzieś u siebie - fajny zamiennik dla mojej all time favourite tropikalnej peel-off z Superdruga ;-)


KOLORÓWKA I PAZNOKCIE:

14. Isana, zmywacz.
Bez komentarza, prawda? ;-) Jest w każdym denku, muszę mieć zawsze zapas w domu, bo schodzi jak woda, uwielbiam i nie zamienię na nic innego.
15. Golden Rose Rich Color 35.
Idealny, kremowy, czarny lakier. Kryje jak marzenie (jak większość lakierów z serii), do tego świetnie nadaje się do stemplowania, więc  nic dziwnego, że buteleczka szybko sięgnęła dna.

16. Tisane, balsam do ust.
Pisałam już o nim kiedyś na blogu, a widząc dno - oszczędzałam jak mogłam. Nigdy nie miałam produktu, który tak fantastycznie radziłby sobie z suchymi skórkami, spierzchniętymi ustami, podrażnionym w czasie choroby nosem,  etc. Muszę koniecznie kupić kolejne opakowanie!

17. Wibo, waterproof eyeliner.
Waterproof to on na pewno nie jest, ale wracam do niego z sentymentu - to był mój pierwszy eyeliner, którym uczyłam się malować koślawe kreski. Teraz malowanie idzie mi, nieskromnie mówiąc, dużo lepiej, a elastyczny pędzelek mocno ułatwia sprawę. Kolor jest intensywny i nie wymaga budowania, a w czasie noszenia eyeliner nie kruszy się i nie odbija.

18. Cztery Pory Roku, żel do usuwania skórek
O tym produkcie też już pisałam, i to w superlatywach. Naprawdę fajny, tani produkt, który świetnie sobie radzi ze swoim zadaniem. Jedyny minus to fakt, że nie wiadomo, kiedy się skończy, więc można się niemile zaskoczyć w czasie robienia manicure. Teraz wymieniłam go na odpowiednik z Sally Hansen, ale pewnie jeszcze do tego żelu wrócę.

19. Eveline, Mega Size Lashes, tusz do rzęs.
Bardzo fajny tusz - na tyle, że trafił bodajże do ulubieńców lutego. Wydłuża rzęsy, ładnie je rozczesuje i lekko pogrubia, dając dzienny efekt, który można nadbudować do wieczorowego bez osypywania, efektu pandy czy odbijania. Trzeba przyzwyczaić się do szczoteczki, ale konsystencja od początku jest w sam raz do używania, więc oswajanie się nie trwa długo. ;-)

I to wszystkie puste opakowania - można zacząć zbierać kolejne! A Wam jak ostatnio szły zużycia? Dajcie znać! ;-)

18 komentarzy:

  1. Ładnie Ci poszło, gratuluję. U mnie ta odzywka Garniera sprawdza się nieźle nawet jako bez spłukiwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moje włosy odżywki bez spłukiwania się nie nadają, nawet nie myślałam, żeby tę tak wykorzystywać :D

      Usuń
  2. Ooo, moja ukochana odżywka z Garniera <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wiele osób ją uwielbia :)

      Usuń
  3. Muszę w końcu skusić się na jakiś płyn z Luksji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, są świetne! Mój ulubiony to chyba Pink Sparkle :D

      Usuń
  4. moglabys powiedziec cos wiecej o tej wspolpracy ze studiem, o ktorej mowisz w nowym filmiku na yu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To 'studio' to pomieszczenia należące do MediaKraftu, mojej sieci partnerskiej :) Coś konkretnego mam opowiedzieć? :D

      Usuń
    2. a na czym polega siec partnerska?;

      Usuń
    3. Sieć partnerska zrzesza twórców różnych kanałów i różnych treści na youtube, pomaga w rozwoju, tworzeniu lepszych materiałów, etc. :)

      Usuń
  5. Sporo tego ;) Nie lubię tych płynów luksja ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam tę maskarę z Eveline, czeka na swoją kolej, cieszę się, że u Ciebie zdała egzamin.

    Odnośnie maseczki peel-off to wydaje mi się, że widziałam ją w Hebe:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę i kilku moich ulubieńców, choćby zmywacz Isana czy tusz do rzęs Eveline.

    OdpowiedzUsuń
  8. moja ulubiona luksja czekoladowo pomarańczowa, po której mam ochotę na delicje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ona strasznie przypomina mi właśnie delicjowy zapach :D

      Usuń