poniedziałek, 13 lipca 2015

KOT W PODRÓŻY | WIEDEŃ 2015

Witajcie!

W stolicy Austrii byłam już kiedyś przejazdem, ale umówmy się - w nocy niewiele widać, a dwie godziny to za mało, żeby zobaczyć Wiedeń w pełnej krasie, dlatego w poprzedni poniedziałek wybrałam się w kolejną podróż. Celem było miasto Straussa, Mozartkugeln i walca.

Pałac Schonbrunn.
Na początek informacje techniczne i organizacyjne:
  • dojazd: do Wiednia, oddalonego od Polski o 450 km, można dostać się różnymi środkami transportu - my wybrałyśmy Polskiego Busa. Do Katowic dotarłyśmy pociągiem (w przedsprzedaży: 6,50 zł), stamtąd, przez Bratysławę, dojechałyśmy Polskim Busem (60 zł). Droga powrotna wyglądała identycznie - z małą przesiadką między Gliwicami a Strzelcami, bo ktoś postanowił rzucić się pod pociąg, którym wracałyśmy...
  • nocleg: jak zwykle, przy rezerwacji noclegu, korzystałam z serwisu Booking.com. Hotel zarezerwowałam trzy tygodnie przed wyjazdem; wybrałam Sommerhotel, zlokalizowany dosłownie na przeciwko dworca autobusowego i głównego dworca kolejowego Hauptbahnhof, 3 minuty od przystanków metra, autobusu i metra. Pokój był dość duży, ale łazienka koszmarnie malutka - wejście do prysznica wymagało gimnastyki, nie mówię o umyciu włosów... WiFi dostępne w recepcji śmigało bez zarzutu, a śniadania podawane w formie bufetu były bogate i smaczne. Za dwie osoby i trzy noce ze śniadaniami zapłaciłyśmy 132 euro (ok. 530 zł).
  • komunikacja miejska: po przyjeździe zaopatrzyłyśmy się w bilet tygodniowy (wychodził taniej, niż bilet trzydniowy) za ok. 16 euro, pozwalający na dowolną ilość przejazdów metrem, tramwajami i autobusami. W czasie 3 dni trafiłyśmy na jedną kontrolę biletów, tym razem nie było problemów z rozpoznaniem kontrolerów - są ubrani w odblaskowe kamizelki i spotkacie ich grupę przy wyjściu z metra.
  • zniżki, zwiedzanie i koszty utrzymania: Wiedeń to niestety drogie miasto, zarówno pod względem kosztów utrzymania, jedzenia, etc., jak i zwiedzania. Co prawda Vien Karta uprawnia do zniżek, ale nie są one znaczne; jedyną atrakcją, do której wchodziłyśmy, była Biblioteka Narodowa, czyli raj dla miłośników książek (bilet normalny - 7 euro). Uważajcie - żeby otrzymać zniżki trzeba mieć międzynarodową kartę studencką!
    Jeśli chodzi o wyżywienie, zabrałyśmy ze sobą sporo suchego prowiantu, a śniadania miałyśmy w hotelu, więc tylko obiady jadłyśmy w mieście. Mówi się, że najtaniej zjecie w McDonaldzie - poniekąd fakt, ale można taniej ;-) McDonaldy w Wiedniu znajdują się na każdym kroku, zresztą podobnie jak budki z hot-dogami, wurstami i kebabem; w McD wydacie ok. 7 euro za zestaw, podobnie w Burger Kingu, w budce zjecie za 3-5 euro, a obiad w restauracji to ok. 20 euro (np. sznycel z sałatką - 18 euro). My obiady jadłyśmy na dworcu Hauptbahnhof - w części barowej znajdziecie BurgerKinga, NordSee, chińczyka, Subway, Starbucksa, burgery, a także nasze ulubione miejsce, czyli Chutney - bar z indyjską kuchnią. Polecam curry z kurczakiem i grzybami, pycha!

Zwiedzanie zaczęłyśmy w najgorętszy dzień od lat (ok. 38-40 stopni w cieniu) - celem stał się położony niedaleko dworca Belweder. XVIII-wieczny kompleks składa się z dwóch budynków, Górnego i Dolnego Belwederu (oba udostępnione do zwiedzania), połączonych ogrodem w stylu francuskim. Później, zmęczone wróciłyśmy do pokoju, by chwilę odpocząć (i zwalczyć rozwijające się u mnie objawy przegrzania - nie polecam, fatalne uczucie), a wieczorem wybrałyśmy się do centrum - zobaczyłyśmy m.in. Muzeum Techniki i Historii Naturalnej, Operę, katedrę św. Szczepana, MuMok, MQ, Parlament czy Ratusz (akurat odbywał się tam festiwal filmowy).


Środa przyniosła niestety potworny deszcz, ale nie poddałyśmy się - część zwiedziłyśmy "na sucho", np. Bibliotekę Narodową, Hofburg, Hiszpańską Dworską Szkołę Jazdy, Hass Haus plac przed kościołem św. Michała, a gdy rozpadało się i zaczęło grzmieć - przejechałyśmy się do końca trasy tramwajem, a potem jeszcze zrobiłyśmy selfie z pomnikiem Mozarta, zobaczyłyśmy remontowany kościół (którego nazwa oczywiście wyleciała mi z głowy), a także jeden z dwóch ciapatych domów - KunstHaus.

Biblioteka Narodowa ♥

Torba na głowie nowym trendem! Mozart ma okejkę!
Trzeci dzień rozpoczęłyśmy od pałacu Schonbrunn i Glorietty - nie wchodziłyśmy do środka (28 euro...), ale zobaczyłyśmy budynek z zewnątrz i ogrody. Później ruszyłyśmy m.in. na Prater, na wyspę na Dunaju, do nowoczesnej dzielnicy Wiednia z budynkami UNO i pod Hundertwasserhaus, drugi ciapaty dom. Wyjazd kończymy spacerem po centrum i spróbowaniem kultowego tortu Sachera (nieco za słodkiego, jak na moje gusta; porcja 5,60 euro).

Ogrody Schonbrunn.
Piękne niebo po burzy ♥

Hundertwasserhaus.
Tort Sachera w Hotelu Sacher.
Jak zwykle - nie sposób zawrzeć wszystkiego, co zwiedzałyśmy, w jednym poście (musiałybyśmy przekopiować całą listę z przewodnika, bo uwierzcie - sprawdzałyśmy punkt po punkcie i zobaczyłyśmy wszystko!); trochę więcej miejsc znajdziecie we vlogu, który niżej ;-)
Oczywiście nie obyło się bez drobnych DM-owych zakupów i kilku (no, trochę więcej, niż kilku) opakowań słodyczy - ale nie mogłam się powstrzymać! ;-)


Jeśli byłyście w Wiedniu, to dajcie mi koniecznie znać, jak Wam się podobało, a jeśli nie miałyście okazji - może mój post/vlog skusi Was, żeby się wybrać ;-)

10 komentarzy:

  1. Wspaniałe zdjęcia! :) Strasznie zazdroszczę, ponieważ wycieczka do Wiednia chodzi mi po głowie od kilku lat...a jakoś nigdy nie jest mi tam po drodze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak miałam z Pragą ;) Warto się wybrać, to piękne miasto :)

      Usuń
  2. Byłam w Wiedniu rok temu na wiosnę i jakoś mnie nie porwał. Wole bardziej "oschly" skandynawski klimat ;)
    Dużo bardziej podobała mi się tez Praga. Jakośw Wiedeń nie jest dla mnie, pomimo tego, że udało mi się wylądować nawet na imprezie Polaków tam mieszkających ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na północy jeszcze nie byłam - myślałyśmy w tym roku o Szwecji, ale jakoś wyszedł Wiedeń :D
      Dla mnie na pierwszym miejscu listy jest nadal Londyn, ale Wiedeń chyba wygrywa z Pragą : )

      Usuń
  3. Byłam w Pałacu Sisi. Sam pałac taki sobie, pałac jak pałac, ale ogrody i ta fontanna super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się zawsze najbardziej podobają ogrody, jakoś chodzenie po pokojach mnie nie kręci : D

      Usuń
  4. Nie miałam jeszcze przyjemności zwiedzić Wiednia, w tym roku zaliczyłam cudowną Pragę (również dość drogą) a niebawem wybieramy się do Budapesztu :) Na zdjęciu w ogrodach masz przepiękny ten kombinezon <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, Praga do tanich nie należy, chociaż wydałam chyba mniej niż w Wiedniu, zwłaszcza na noclegi :) Budapeszt mam na liście, daj znać po powrocie jak było i czy warto planować szybki wypad!
      Dziękuję! <3

      Usuń
  5. byłam jakieś..... 8 lat temu, niewiele pamiętam niestety ;/
    ja dopiero co wróciłam z Pragi, nie ukrywam, że bardzo przydatny był Twój post :)
    w sumie za 5 dni z hotelem, dojazdem, zwiedzaniem, jedzeniem i pamiatkami wyszło nam ok. 1400 zł za 2 osoby, więc nie było tak źle, ale następny taki wypad dopiero za rok :(
    Jadąc do Austrii to trzeba mieć jednak gruby portfel żeby sobie pozwolić na szaleństwa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój post się chociaż trochę przydał, mam nadzieję, że Praga Ci się podobała :)

      Usuń