niedziela, 13 grudnia 2015

KIKO MILANO | 497 PEARLY INDIAN VIOLET

Witajcie!

Półtora miesiąca bez postu, no nieźle. Nie chcę po raz kolejny obiecywać Wam, że będzie lepiej, bo pewnie nie - zbliża się sesja, ale na razie wracam. Nie było mnie na blogu, bo po prostu nie malowałam paznokci - były wiecznie połamane albo jakieś takie bezkształtne, bo nie miałam głowy do ich malowania ani nawet czasu, żeby to zrobić. Dzisiaj, dla rozkręcenia, mam dla Was swatche - bardzo proste, ale pięknego lakieru.

W czasie nieobecności na blogu byłam przez kilka dni w Rzymie. Oczywiście wyjazd nie mógłby się obyć bez wizyty w Lushu, który jest zawsze moją "pamiątką z podróży", no i Kiko - salony tej marki są już w Polsce, ale jakoś mi nigdy nie było do nich po drodze. Kiedy weszłam do salonu i przejrzałam lakierowy asortyment, doszłam do wniosku, że większość kolorów mam - skusiłam się więc tylko na jedną buteleczkę, na tyle unikatową, że nie mam podobnej w swojej kolekcji: lakier 497 Pearly Indian Violet.


W pierwszej chwili wydawało mi się, że to zwykły fiolet, zresztą na pierwszy rzut oka nawet na paznokciach wydaje się zupełnie zwyczajnym, ciemnofioletowym lakierem. Dopiero w domu, kiedy podłożyłam butelkę pod jasną lampę, okazało się, że to ciemnofioletowa baza z odrobiną niebieskości, z purpurowym, różowym, złotym, miedzianym i niebieskim shimmerem. Dosłownie kosmos w buteleczce!
W internecie mówi się, że to niemalże idealnie dokładny dupe dla lakieru Chanel Taboo - oczywiście nie mam lakieru Chanel, żeby porównać, ale sądząc po zdjęciach, to faktycznie bardzo podobne do siebie lakiery.


Lakier jest dość gęsty i do uzyskania pełnego krycia na krótkich paznokciach spokojnie wystarczyłaby jedna warstwa; u mnie było widać drobne prześwity i niedociągnięcia, więc dołożyłam drugą - całość wyschła w przeciętnym czasie, nie tak szybko jak Orly, ale nie musiałam też czekać godziny. Na zdjęciach oczywiście widzicie go pod warstwą topu z Sally Hansen, po dwóch dniach noszenia. 


Na żywo nie widać tych minimalnie startych końcówek!
Pędzelek jest dość szeroki, spłaszczony, więc nie sprawia problemów w malowaniu, natomiast shimmer rozkłada się równomiernie, nie ma ryzyka, że w jakimś miejscu baza będzie 'goła'. Nie wiem jeszcze, jak wygląda kwestia jego zmywania, ale po doświadczeniach z innymi shimmerowymi lakierami zgaduję, że może wymagać więcej pracy, niż lakier kremowy. 


W Polsce lakiery z tej serii kosztują 15 zł (lub 9,90 zł w promocji), ja we Włoszech zapłaciłam niecałe 2 euro. Jak teraz przeglądam inne kolory na stronie producenta, to żałuję, że nie przyjrzałam się dokładniej na przykład Metallic Steel Blue, Blue Multicolor, Vino Perlatoo czy Metallic Mercury Purple - zwłaszcza ten ostatni wygląda niesamowicie : D 

Jak podoba Wam się ten mały kosmos? Macie jakieś doświadczenia z lakierami Kiko?

5 komentarzy:

  1. Ha! Miałam go kupić jak byłam w Kiko :D Ale ogarnęłam że mój No7 wygląda dokładnie tak samo więc odpuściłam :D Kolor mega, lubię takie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On mi się w Kiko wydawał taki w miarę zwyczajny, tyle że z shimmerem - dopiero pod pierścieniówką zobaczyłam moc : D

      Usuń
    2. Jest przepiękny i gdyby nie to że ograniczam lakiery to bym go brała <3

      Usuń
  2. Bardzo ładny ten kolor, chyba dzięki drobinkom taki nie jednoznaczny i nie płaski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam nic z kiko, a ten lakier wygląda niesamowicie :D Kosmicznie :)

    OdpowiedzUsuń