wtorek, 24 lutego 2015

PAZNOKCIE | SWEATER IN MINTY VIOLET

Witajcie!

Dziś kolejne zdobienie i znów pod lupę idzie płytka do stempli z Born Pretty Store. Inspiracją do zdobienia była kolorystyka... moich kolczyków (:D) i ostatni post u Oli - dopiero jej sweterkowe paznokcie uświadomiły mi, że ten dziwny wzór a'la warkocze to przecież splot rodem ze swetra! Co prawda efekt jest troszkę inny od oczekiwanego, ale o tym za chwilę.


Najpierw kilka słów o samej płytce. BP-30, którą znajdziecie tutaj, ma standardową dla okrągłych płytek średnicę 5.5 cm i mieści 8 wzorów - cztery drobne (róża, klucze i dwa trudne do identyfikacji zawijasy) oraz cztery całopaznokciowe (liście, pawie oczka, splot i jodełkę - fishtail). Mniejsze mają po ok. 1 cm, większe natomiast 1.8/2.0 x 1.5 cm, także akurat na styk mieszczą mi się na paznokcie po skróceniu. 
Mam wrażenie, że wzory z tej płytki są płytsze, niż na innych egzemplarzach, a w dodatku lakier pokrywa dość dużą powierzchnię, co sprawia, że przy ściąganiu nadmiaru scraperem niewiele emalii zostaje na płytce i wzory odbite są dość blade. Jak zobaczycie niżej, przy odbijaniu czarnym lakierem nie jest to bardzo zauważalne, ale już przy jaśniejszych lakierach zdecydowanie bardziej (do wykonania dzisiejszego zdobienia użyłam naprawdę mocno napigmentowanej bieli, a efekt jest dość nikły). 

Wzory całopaznokciowe z płytki BP-30 w środkowym rzędzie

Żeby zupełnie nie kopiować pomysłu Oli pomyślałam o połączeniu tekstur - w ten sposób na palcu małym i wskazującym (a także na kciuku) są lakiery o wykończeniu cukrowym/piaskowym - Golden Rose Holiday 85 (mięta) i 90 (brudny fiolet), a na środkowym i serdecznym zwykłe lakiery kremowe - Essence Absolutely Blue (fiolet) i Wibo Blue Lake (mięta). Lakiery kremowe ostemplowałam wzorem sweterkowym z użyciem bieli F28 z Diademu.


Połączenie jest nietypowe, a wzór delikatny, ale okazało się, że w całości całkiem dobrze się nosi i przykuwa uwagę. Drobinki w lakierach teksturowych nie wadzą i nie haczą, więc nie sprawiają żadnych problemów w noszeniu, a w zmywaniu przypominają zwykłe kremowe lakiery, a nie typowe brokatowe piaski - czego chcieć więcej? :)


Dajcie znać, co sądzicie o takim połączeniu, a jeśli macie ochotę na tą płytkę, to znajdziecie ją w dziale Nail Art w promocji za 2.54$, a z moim kodem EWX31 jak zwykle macie 10% zniżki :)

sobota, 21 lutego 2015

MOJA LAKIEROWA KOLEKCJA 2015

Witajcie!
Mówi się, że nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca - popieram. Ostatnio pisałam, że już-już wracam do regularnego blogowania, że rozpędziłam się z postami, a tu ledwie ogarnęłam rzeczywistość i okazało się, że znów zniknęłam z bloga na trzy tygodnie. Zrzućmy to na karb sesji i innych życiowych zawirowań ;-)
Chciałabym, ale nie mogę Wam obiecać, że będzie lepiej, bo ostatni tydzień przyniósł duże (ale bardzo pozytywne) zmiany, które trochę przewartościowały mi internetowe priorytety. Będę online tak jak dotąd, ale głównie na youtube ;-)

A propos youtube - czytałam tu i ówdzie, że część osób czytających nie ma pojęcia o tym, że nagrywam. Dlatego dziś post w konwencji innej niż zwykle, bo na prezentację tytułowej lakierowej kolekcji zapraszam Was na mój kanał właśnie - bezpośredni link do kanału tutaj, a film o moich lakierach znajdziecie również poniżej.



Mam nadzieję, że taka forma prezentacji przypadła Wam do gustu ;-)

Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie, żebym co jakiś czas wrzucała na bloga post z informacją o nowych filmach - może raz w miesiącu podsumowanie tego, co pojawiło się w tym okresie na kanale? Wydaje mi się, że w ten sposób nikogo nie zanudzę ciągłymi wpisami na ten temat, a osoby zainteresowane będą mogły 'nadrobić zaległości', ale oczywiście ostateczną ocenę takiego rozwiązania pozostawiam Wam ;-)

niedziela, 1 lutego 2015

MY SECRET NATURAL BEAUTY | ROMANTIC DATE

Witajcie!

Odzwyczaiłam się już od pisania recenzji kosmetyków, zwłaszcza kolorówki, ale robiąc porządki w komputerowych folderach znalazłam zdjęcia, zrobione ładnych parę miesięcy temu, których nigdy nie wykorzystałam do recenzji - chociaż powinnam. Dlatego dziś odkopuję te zdjęcia i dodam do nich wrażenia z niemalże 4 miesięcy używania. Pod lupę wędruje paletka cieni o nazwie Romantic Date, należąca do serii Natural Beauty My Secret.


Nie wiem, czy pamiętacie, ale jakiś czas temu w drogeriach pojawiła się praktycznie identyczna paletka, zawierająca neonowe cienie. Po ich sukcesie firma wprowadziła kolejne trzy wersje kolorystyczne - Natural Beauty (jasna, bardzo beżowa), Romantic Date i Night Out (fioletowa). Słyszałam także o planach na naturalną, ale nieco bardziej szaloną Party Time, ale nie jestem w stanie zweryfikować, czy faktycznie pojawiła się w drogeriach, bo nie mam dostępu do firmy My Secret stacjonarnie ;-)

Paletka Romantic Date składa się z czterech cieni, zamkniętych w plastikowej kasetce o łącznej pojemności 7g. Z wszystkich wersji jest chyba najbardziej uniwersalna - zestawienie cielistego, lekko brzoskwiniowo-różowego, jasno- i ciemnobrązowego cienia będzie pasowało wszystkim typom kolorystycznym, pozwalając wykonać nie tylko lekki, dzienny makijaż, ale i wieczorowe smoky.


Wszystkie cienie są matowe i, jak zobaczycie na swatchach niżej, bardzo dobrze napigmentowane. Z łatwością nabierają się na pędzel, ale niestety - strasznie pylą. Po prawie czterech miesiącach używania nie jestem pewna w jakim procencie ubytek to faktyczne zużycie, a ile straty wywołane pyleniem. Z łatwością można je nałożyć palcem, co ostatnio chętnie wykorzystuję w porannym pośpiechu. Nałożone na bazę z Inglota trzymają się bez zarzutu 10 godzin, aż do demakijażu.



Paletka jest wręcz stworzona dla osób stawiających pierwsze kroki w makijażu, jak i po prostu dla tych, które najczęściej sięgają po odcienie nude. Gdyby jeszcze miała lusterko (ach, marzenie!) byłaby idealną propozycją 'to-go' - do zabrania w podróż, do podręcznej kosmetyczki czy na sytuacje, kiedy makijaż trzeba zrobić, ale w minimalnej wersji; zwłaszcza, że pluszowe aplikatory fajnie sobie radzą z nakładaniem cieni. Dodam, że kosztuje 11,90 zł, więc nawet to pylenie można przeboleć! ;-)