środa, 27 maja 2015

PAZNOKCIE | MADE IN L.A.

Witajcie!

Dwa tygodnie z niepomalowanymi paznokciami to chyba wystarczający okres, żeby zatęsknić. Zwłaszcza, gdy na półce stoją nowe, cudnie neonowe lakiery. Ale wtedy następuje zderzenie z blokadą twórczą - chciałoby się namalować tyyyyle rzeczy, ale nic nie przyciąga na tyle, żeby przenieść to na paznokcie.

Kiedy zastanawiałam się, jak pokazać Wam trzy lakiery z nowej kolekcji Orly - Adrenaline Rush, jak z nieba spadł mi mail od Ani z Orly. Okazało się, że marka rozpoczęła właśnie kampanię Made in L.A., a to już przywiodło mi na myśl pewien pomysł, który postanowiłam zrealizować na paznokciach. 



Cała kampania, jak wyczytałam na stronie NailsMag.com, ma na celu niejako przypomnienie korzeni marki, czyli jej powstania w południowej Kalifornii, jednoczesne uhonorowanie 40-lecia istnienia marki oraz jej twórcy - Jeff Pink dostał nawet tort w kształcie buteleczki EPIX!


Rzuciłam okiem na trzy lakiery z Adrenaline Rush - wibrujący niebieski On The Edge, różowy Risky Behaviour oraz koralowy Push The Limit i postanowiłam wrzucić na paznokcie odrobinę... Los Angeles ;-) Pierwsze skojarzenia - palmy, zachody słońca i ten wielki napis Hollywood - i właśnie to wylądowało w zdobieniu.
Poszczególne lakiery oczywiście pokażę Wam w osobnych postach, na razie taki mały sneak peak ;-)

(Przymknijcie oko na skórki, okej? ;-) Są w nie najlepszym stanie, więc doczyszczenie ich po gradiencie było... lekko mówiąc - problematyczne. Na żywo aż tak nie widać, uwierzcie na słowo!)


Jak zwykle nie jestem do końca zadowolona, w wyobraźni wyglądało to lepiej, ale jak na pierwsze malowanie po kilku tygodniach, to chyba jest znośnie - jak sądzicie?

piątek, 15 maja 2015

JOANNA | SERIA KERATIN: SZAMPON, ODŻYWKA, ODŻYWKA W SPRAYU*

Witajcie!

Poszukiwania idealnego szamponu to jak wiecie - temat rzeka. Przerobiłam już wiele różnych produktów, utwierdzając się wielokrotnie w przekonaniu, że stosowanie razem kilku kosmetyków z serii nie przynosi pożądanych efektów. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na przetestowanie serii Keratin znanej marki Joanna. Oczekiwania miałam wysokie, bo ostatnio znalazłam naprawdę fajny szampon - czerwony Isana, do włosów farbowanych (chociaż moje już takie nie są), więc to właśnie do niego będę porównywać produkt Joanny.


Na wstępie kilka słów na temat moich włosów, żebyście miały pełny pogląd na sytuację - obecnie usiłuję wrócić do naturalnego koloru po niemal dwóch latach farbowania - u nasady mam brąz, w środku jakieś mysie coś, a końcówki w słońcu wciąż są nieco czerwone; włosy sięgają mi do łopatek, są dość cienkie i brakuje im objętości, są podatne na obciążenie. Myję je codziennie, nie używam produktów do stylizacji ani ciepła (z wyjątkiem sporadycznego suszenia, po którym się puszą i kręcenia lokówką lub prostownicą - wtedy zabezpieczam je sprayem termoochronnym).
Od produktów do pielęgnacji i oczyszczania włosów oczekuję przede wszystkim oczyszczenia, odbicia u nasady, wygładzenia i nieobciążania. Brzmi jak wyzwanie - pytanie, czy seria Keratin podołała!


Joanna Keratin, szampon z keratyną do włosów szorstkich, matowych, łamliwych i zniszczonych

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide MPA, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Chloride, Laureth - 4, Hydroxypropyl Guar, Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquazemium - 10, Glycol Distearate, Cocamide MEA, Laureth - 10, Almondmethicone, C11 - 15, Pareth - 5, C11 - 15, Pareth - 9, PEG - 90M, Disodium EDTA, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Citric Acid, Parfum, Butylphenyl Methylopropional, Limonene, Linalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothizaolimone, Methylsothiazolimone

Czarne opakowanie z pomarańczowymi akcentami mieści 200 ml szamponu, czyli dość standardową ilość. Pierwsze co rzuca się w oczy, a w zasadzie w nos, tuż po otwarciu, to wspólny dla serii, przyjemny zapach, przypominający mi perfumy. Nie jest w najmniejszym stopniu drażniący i nie utrzymuje się na włosach po myciu.  
Rzadka konsystencja początkowo może być problematyczna - czasami wylewa się za dużo - ale jako, że jest podobna do tej szamponu Isana, mi nie sprawiała problemów. Do umycia włosów o długości jak moja wystarczy ilość mieszcząca się w zagłębieniu dłoni - należy uważać, żeby nie przesadzić i pamiętać o dokładnym wypłukaniu!
Szampon nie nadaje się do głębokiego oczyszczania włosów ani do codziennego mycia, więc ja używam go sporadycznie, natomiast moja mama, która włosy myje co kilka dni - jest z niego zadowolona. Jeśli macie włosy suche, podatne na puszenie, to powinnyście być zadowolone - produkt dociąża je i wygładza, natomiast do tego zaraz po myciu konieczne jest użycie odżywki, bo włosy są splątane i 'tępe'. 
Mój stosunek do tego produktu pozostaje dość obojętny - jest śmiesznie tani (6-8 zł) i nie zaszkodził mi, bo nie podrażnia i nie powoduje swędzenia skóry głowy, co często zdarza mi się przy nowych szamponach, ale też nie spełnia obietnic o regeneracji i odbudowie - nie zauważyłam poprawy kondycji włosów. 

 
Joanna Keratin, odżywka z keratyną do włosów szorstkich, matowych, łamliwych i zniszczonych

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Quaternium-91, Cetrimonium Methosulfate, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Triethanolamine, Parfum, Buthylphenyl Methylopropional, Limonene, Lanalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinonoe, Methylisothiazolinonoe

Opakowanie odżywki różni się od szamponu jedynie dodatkowymi kolorami na etykiecie; podobnie mieści 200 ml, a zamykanie jest porządne i nie rozwala się w czasie używania. Konsystencja jest gęstsza niż szamponu, przez co kosmetyk jest dużo bardziej wydajny (w tej chwili szamponu zużyłam jakieś 2/3, a odżywki, używanej tak samo często - raptem około 1/4), zwłaszcza, że nakładam tylko niewielką ilość na długość włosów, pomijając skórę głowy, by uniknąć dodatkowego obciążenia. Odżywka ułatwia rozczesywanie i wygładza włosy, przez lekkie obciążenie ujarzmiając puszące się kosmyki.
Śmiało można używać jej oddzielnie, nie z innymi produktami z serii, więc nie wykluczam, że jeszcze na mojej półce się kiedyś pojawi, zwłaszcza, że kosztuje ok. 10-12 zł.


Joanna Keratin, odżywka w sprayu z keratyną do włosów szorstkich, matowych, łamliwych i zniszczonych

Skład: Aqua, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyoctanol, Undeceth-5, Laureth-10, Hydrolized Keratin, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroxycitronellal, Alpha0isomethyl Ionone, Dmdm Hydnatoin, Methylisothiazolinone, CI:19140, CI:16255

Do ostatniego kosmetyku z serii Keratin podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Odżywki w sprayu, nie do spłukiwania, zawsze kojarzyły mi się z obciążonymi włosami i tak zwanym "przyklapem". Tym razem, o dziwo, trafiłam na kosmetyk, który nie dość, że ułatwia rozczesywanie włosów, to jeszcze obciąża je mniej, niż klasyczna odżywka!, a w dodatku przyjemnie pachnie, zostawia włosy miękkie i przyjemne w dotyku. Pompka nie zacina się, dozując na wilgotne po myciu włosy odpowiedną ilość produktu - ja zazwyczaj stosuję 3-4 psiknięcia od ucha w dół i wgniatam kosmetyk we włosy. Na szczęście ani wanna, ani podłoga nie są tłuste i klejące, jak zdarzało mi się przy używaniu innych kosmetyków w sprayu.


Summa summarum, Joanna oferuje nam tym razem całkiem dobre, chociaż na pewno nie wybitne kosmetyki za małe pieniądze. W mojej pamięci pewnie nie zapiszą się jakoś szczególnie, ale już moja mama, która ma bardzo pozytywne doświadczenia z innymi kosmetykami tej marki, mówi, że byłaby skłonna ponownie sięgnąć po ten zestaw - a że jest wybredna, to musicie uwierzyć, że linia Keratin jest naprawdę okej! ;-)

Dawno mnie nie było, ale zobaczcie - jak już wracam, to z przytupem, trzy recenzje na raz! Dajcie mi znać, czy miałyście jakiś kosmetyk z tej serii albo czy trafiłyście ostatnio na jakieś fajne produkty do włosów ;-)

piątek, 1 maja 2015

PAZNOKCIE | ORNAMENTAL IN NUDE

Witajcie!

W ostatni weekend przyszło mi wybrać się na półmetek, czyli imprezę w połowie studiów (swoją drogą, nie mam pojęcia co mieliśmy świętować, ale świętowaliśmy :D) i jak to zwykle bywa - do ostatniej chwili nie miałam pojęcia, jak się ubrać, już nawet nie mówiąc o tym, że co do paznokci nie miałam żadnej wizji.



W końcu zdecydowałam się na czarną sukienkę z koronką i cieliste dodatki, więc by utrzymać paznokcie w podobnym klimacie wykorzystałam ulubiony lakier nude - OPI My Very First Knockwurst i przyozdobiłam go ornamentowymi wzorami z PRZEPIĘKNEJ płytki VL-4, pożyczonej od Ani. Już miałam zamiar kupić ją dla siebie, ale po krótkim, googlowym researchu okazało się, że płytka dostępna jest na Aliexpress, za (zawrotną) cenę 16$ - będę musiała się więc nacieszyć nią, zanim oddam ją Ani ;-)



Miejcie proszę na uwadze, że zdjęcia robiłam w 5 dniu noszenia tego zdobienia, stąd odrost i lekko starte końcówki paznokci - nie oszczędzałam ich przez ten czas. Trwałość oczywiście jest zasługą topu InstaDri z Sally Hansen, którym zawsze pokrywam gotowe paznokcie - koleżanka, której również malowałam paznokcie przed półmetkiem, też ma je do tej pory ;-)

Jak Wam się podobają takie ornamentowe wzory?
Jeśli macie ochotę sprawdzić, czy paznokcie pasowały do całości stylizacji, zapraszam jutro w południe na mój kanał na youtube - będzie Get Ready With Me ;-)