niedziela, 28 czerwca 2015

PAZNOKCIE | DAISIES IN MINT

Witajcie!

Kwiatki, bratki i stokrotki... No tak, ostatnio były bratki  na szczęście, kwiatki też się całkiem często na moich paznokciach przewijają, więc czas na stokrotki. Kiedy zobaczyłam prosty, stokrotkowy wzór na płytce VL-4 (kto by się domyślił, prawda? :D), od razu wiedziałam, jakie zdobienie ma z nim powstać. 


Oczywiście wiedziałam, że to mają być białe stemple. Złapałam za biały lakier BLP B. a Snow White, ale przy stemplowaniu okazało się, że przez to, że stemple rozłożone są na dużej powierzchni i są płytkie, niewiele lakieru zostawało we wzorze, więc przy odbiciu kolor wychodzi blado. Na paznokciach jest bardziej intensywny i widoczny, niż na zdjęciach, zresztą - mięta tak samo.

Środki i kropeczki to mój ukochany złoty lakier, Essence A Piece Of Forever, a tło to lakier o którym Wam ostatnio wspominałam - miętowy Eveline Color Edition 915. Jest ciut bardziej zielony, niż 'idealna mięta' w rozumieniu paznokciomaniaczki, ale jednocześnie bliższy właściwej mięcie, która przecież jest zielona. Lakier jest dość gęsty, ale nie sprawia problemów przy aplikacji; kryje przy dwóch warstwach, wysycha szybko i na połysk. Polubiłam lakiery z tej serii ;-)


Prosty manicure i krótki post - wracam do przygotowań do ostatniego egzaminu (czyli scrollowania internetów :D). Jak podobają Wam się takie stokrotki? :)

sobota, 20 czerwca 2015

PAZNOKCIE | FANCY PANSY

Witajcie!

Zachciało mi się kwiatków. Nie stemplowych, nie naklejkowych, a malowanych ręcznie. Miał być one stroke, ale nie umiem, a po wielu tygodniach bez malowania ręcznego - nie miałam pewności, że jeszcze potrafię choćby kropki. Nie wyszły dokładnie tak, jak chciałam, ale i tak w sumie wyglądają przyzwoicie. Prawda? ;-)


Niezapominajkowym fioletem malowałam pierwszy raz - to Eveline Color Edition 922. To uroczy, kremowy lakier o idealnej konsystencji, kryjący przy dwóch, cienkich warstwach. Ma szeroki i puchaty pędzelek, którym zaskakująco dobrze nakłada się lakier. Mam z tej serii jeszcze miętowy - jeśli sprawdzi się tak samo dobrze, jak jego fioletowy kolega - nie wykluczam poszerzenia kolekcji o kilka innych odcieni, zwłaszcza, że są tanie - w Rossmanie dostaniecie je za jakieś 6-7 złotych.


Tłem dla zdobienia jest bardzo rozbielony beżowy róż z mikrodrobinkami - Golden Rose Rich Color 52. Bardzo go lubię, bo nie jest tak ostry jak biel, a świetnie nadaje się pod zdobienia. Wybaczam mu nawet krycie dopiero po 3 warstwach.

Bratki (mam nadzieję, że domyśliliście się, że to właśnie one), namalowałam farbkami akrylowymi, kropki dodałam przy pomocy czarnego lakieru. Myślę, że takie bratki to miła odskocznia od standardowych róż - na paznokciach wyglądają nienachalnie i wiosennie. 

Dajcie znać, jak podoba się Wam zdobienie i czy w ogóle kwiaty przypominają bratki ;-)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

B. LOVES PLATES | B. A DARK KNIGHT, B. A SNOW WHITE - STAMPING POLISH

Witajcie!

Wszystkie dziewczyny, które kiedykolwiek próbowały stemplować, na pewno znają problem znalezienia właściwych lakierów do stemplowania. Czarny nie jest aż takim wyzwaniem, ale biały? Biały lakier do stempli to coś, co naprawdę trudno znaleźć. Owszem, mamy słynne Mundziaki, ale co powiecie na idealny, biały lakier... polskiej marki?


Ania, właścicielka B. Loves Plates, po raz kolejny stawiła czoła wyzwaniu i wyszła na przeciw oczekiwaniom stemplujących paznokciomaniaczek, tworząc dwa lakiery do stempli: czarny BLP01 B. a Dark Knight oraz biały BLP02 B. a Snow White. Historię powstania lakierów i ich nazw znajdziecie na blogu Ani, także tam Was odsyłam, a u mnie dzisiaj prezentacja - jeszcze ciepłych, bo dopiero odebranych od listonosza - lakierów.


Buteleczki lakierów wymiarami przypominają te od Colour Alike; mają 8 ml pojemności, matowe zakrętki z numerem i nazwą, a na butelce znajdują się: tylna naklejka i logo. Pędzelki są sprężyste, dość wąskie i dobrze leżą w dłoni. Najważniejsza w stemplowych lakierach jest ich konsystencja i pigmentacja - ta pierwsza jest nieco bardziej gęsta, niż klasycznych kremowych lakierów, przypomina mi tę z Golden Rose Rich Colour, pigmentacja natomiast... Powala. Ale to zobaczycie za chwilę, w teście.

Warunki testu:
- każdy lakier został przetestowany na 4 wzornikach, pomalowanych wcześniej różnymi kolorami; biały lakier odbijałam na: Miss Sporty 470 (zielony), Essence Black is Back (czarny), OPI Dim Sum Plum (ciepły fiolet), Golden Rose 39 (fiolet/bordo); czarny lakier odbijałam na: Manhattan 55K (róż), Barry M Prickly Pear (lila), Bell Air Flow (szary), Wibo 318 (zielony).
- do stempli używałam 4 różnych płytek, różnych producentów: fale ze 'słoneczkami' są z płytki VL-4, napisy z płytki MoYou London, hawajskie kwiaty z B. Loves Plates B.02. flower power, a drobne kwiatki z płytki Born Pretty Store BP-20.
- używałam tego samego stempla (dużego z BLP), tej samej zdrapki, tej samej techniki stemplowania.
- niedociągnięcia wynikają z braku moich umiejętności w zakresie stemplowania na wzornikach ;-)


B. a Snow White odbija się idealnie, nawet przy drobnych wzorach. Lakier jest odrobinę bledszy, gdy wzór ma dużą powierzchnię (hawajskie kwiaty) - może to być też wynikiem starcia zbyt dużej ilości lakieru przez zdrapkę. Minimalne niedociągnięcia w stemplowym napisie wynikają z nierówności płytki, ten sam problem z pustymi punktami pojawia się przy czarnym lakierze i lakierach innych marek. Na wzorniku/paznokciu lakier jest matowy.


B. a Dark Knight  odbija się wzorowo. Nawet przy wzorach o dużej powierzchni żłobienia nie traci na pigmentacji, na powierzchni paznokcia/wzornika lakier jest matowy. Nie muszę chyba mówić, że jestem zachwycona ;-)

Poniżej porównanie wszystkich wzorników - jak same widzicie, nie ma się do czego przyczepić. Kilka tygodni pracy i oczekiwań opłaciło się - lakiery, które pojawiły się w ofercie B. Loves Plates są stworzone z pasji, a więc naprawdę dopracowane. Relacja ceny do jakość jest jak najbardziej właściwa - za buteleczkę zapłacicie 15,90 zł (lakiery dostępne na allegro: biały, czarny), a starczy Wam ona na naprawdę wiele idealnie odbitych wzorów. 







Mam nadzieję, że moja prezentacja pozwoliła Wam zachwycić się lakierami BLP tak jak ja i już pędzicie je kupić! ;-) Przy okazji zwróćcie uwagę na poprawioną wersję holo top coatu, który już na stałe wchodzi do oferty B. Loves Plates!

Dzisiejszy post piszę bardzo spontanicznie - bo chciałam jak najszybciej pokazać Wam nowe produkty, ale zajrzyjcie też do wczorajszego postu o lakierze od Orly - przeniesiecie się do niego po kliknięciu w zdjęcie!

http://ecattiem.blogspot.com/2015/06/paznokcie-gold-on-edge.html

niedziela, 14 czerwca 2015

PAZNOKCIE | GOLD ON THE EDGE

Witajcie!

Ależ mi ten lakier napsuł krwi, ależ się irytowałam! Na szczęście tylko przy fotografowaniu, a nie przy malowaniu ;-) Bohaterem dzisiejszego posta i zarazem ostatnim lakierem z kolekcji Adrenaline Rush od Orly, który Wam pokażę, jest On The Edge. 


Takiego lakieru, jak żyję, nie widziałam. Niby to granat (i taki zobaczycie na zdjęciach, niestety nie udało mi się uchwycić innych nut), ale jednak przebija przez niego fiolet. Próbowałam robić zdjęcia w cieniu i w słońcu, z lampą i bez, ale mój aparat uparcie widział w On The Edge tylko niebieskość. Ale zobaczcie swatche u Ani, Yasinisi i Antii - u każdej z nich ten kolor wygląda inaczej!

Nie jest typowym neonem, to chyba najspokojniejszy lakier w całej letniej kolekcji, ale nie jest przeciętny - właśnie ze względu na nietypowy, elektryzujący kolor. Do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy, które dzięki odpowiednio elastycznemu i średnio szerokiemu pędzelkowi nakładają się płynnie. Konsystencja jest podobna jak w Risky Behavior na przykład - gęstsza, niż w klasycznych kremowych lakierach marki Orly, ale na szczęście rzadsza niż w Push The Limit. Wysycha błyskawicznie, podobnie jak inne lakiery z tej kolekcji - do satyny; to właśnie na nim najlepiej widać ten efekt i gdyby nie obawa o wycierające się końcówki, zostawiłabym go bez top coatu, tak jak jest na zdjęciach.

Widzicie ten fiolet przy dnie buteleczki? ;-)
Malowanie lakierem On The Edge zostawiłam sobie na koniec - z premedytacją, bo cały czas myślałam,  z czym go połączyć. Ba, zastanawiałam się nad tym jeszcze rano, w trakcie malowania. W końcu uznałam, że nie chcę klasycznego, ornamentowego wzoru ani niczego szalonego. Więc może proste linie? Albo nie do końca proste?
W ten sposób wybór padł na płytkę B. Loves Plates - B.03. Mind Blown. Jak zwykle o płytce mogę pisać same komplementy - i nie dlatego, że BLP to firma mojej przyjaciółki, a po prostu dlatego, że płytki są dopracowane do ostatniego detalu. Ania sama stempluje, więc najlepiej wie, czego potrzebują paznokciomaniaczki ;-)
Do stemplowania wybrałam mojego faworyta, jeśli o tę technikę chodzi (już się boję, czym go zastąpię, gdy się skończy...) - złoty lakier Essence, A Piece of Forever. Wydaje mi się, że to połączenie jest intrygujące, a zarazem nie krzykliwe.


A teraz uwaga, będą czary. Pamiętacie słynną biało-złotą/czarno-niebieską sukienkę? Spójrzcie na zdjęcie powyżej i na to niżej, które zrobiłam komórką - widać fiolet, zwłaszcza na tych ostemplowanych paznokciach? No powiedzcie, że widać! :D


Mam nadzieję, że On The Edge przypadł Wam do gustu podobnie jak mnie - coś czuję, że tego lata wszystkie lakiery z Adrenaline Rush będę często nosić na paznokciach!

Jeśli przegapiliście prezentacje innych lakierów z kolekcji, to klikajcie tutaj: Risky Behaviour i szalone koty, Push The Limit. Ponownie dziękuję Ani i marce Orly za możliwość dołączenia do kolekcji takich rewelacyjnych lakierów, mam nadzieję, że kolejna kolekcja będzie równie udana! ♥

wtorek, 9 czerwca 2015

ORLY | PUSH THE LIMIT*

Witajcie!

Do czytania dzisiejszego posta przygotujcie sobie okulary przeciwsłoneczne. Nie wierzycie? To żeby później nie było pretensji! ;-)

Jeśli myślałyście, że nic bardziej neonowego niż Risky Behaviour Wam nie pokażę - byłyście w błędzie. Ba! Ja też byłam - ale przy lakierze, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować, neonowy róż wydaje się być blady i ciepły, wcale nie żarówiasty. Push The Limit, o którym dzisiaj, jest najbardziej intensywnym, neonowym, odblaskowym kolorem, jaki kiedykolwiek widziałam!


Początkowo wydawało mi się, że Models Own Beach Bag, który od pewnego czasu leży w mojej szufladzie, będzie wręcz identyczny, ale po ich zestawieniu wyszło, że Beach Bag nawet się do Push The Limit nie umywa, jest wręcz pastelowy : D

Push The Limit z nowej kolekcji Orly - Adrenaline Rush to bardzo żywy odcień pomarańczy, leciutko podszyty czerwienią, która ujawnia się zwłaszcza w półcieniu i w słabym świetle. Nie da się przejść koło tego odcienia obojętnie - zwraca uwagę i budzi zachwyt. Dawno tyle osób nie zwracało uwagę na moje paznokcie, co teraz, gdy noszę Push The Limit. ;-)


Tym razem nie chciałam przykrywać tego niesamowitego koloru żadnym wzorem, więc prezentuję Wam klasyczny swatch. Na zdjęciach dwie warstwy lakieru, w świetle naturalnym.

Push The Limit trochę podczas aplikacji podniósł mi ciśnienie - chociaż kryje naprawdę dobrze, to niestety jest dość gęsty i kredowy, nie poziomuje się na paznokciach, więc nie ukrywa bruzd i nierówności, do tego schnie dłużej, niż inne lakiery tej marki, dość długo jest plastyczny. Domyślam się, że może to mieć również związek z wysokimi temperaturami, jakie ostatnio (wreszcie) się pojawiły, ale przyzwyczajona do krótkiego czasu oczekiwania, byłam nieco zirytowana oczekiwaniem. Wysycha do półmatu/satyny, ale oczywiście pokryłam go warstwą InstaDri od Sally Hansen, więc na zdjęciach jest lśniący i 'szklany'.

Jeśli będzie miał trwałość taką, jak Risky Behaviour, to ponoszę go dobry tydzień - kociaki z poprzedniego posta zmyłam po 8 dniach, tylko dlatego, że po dwóch godzinach na basenie zaczęły odpryskiwać. ;-)



Piękny, prawda? Przy lekko opalonych dłoniach wygląda niesamowicie, a w duecie z Risky Behaviour na stopach prezentuje się naprawdę wakacyjnie! ♥
Jestem ciekawa - lubicie takie kolory, czy neony nie są dla Was?

poniedziałek, 1 czerwca 2015

PAZNOKCIE | NEON CATS

Witajcie!

Ostatnio, przy okazji małego sneak peaku kolekcji Adrenaline Rush od Orly, wspominałam Wam, że pokażę też te lakiery w odrębnych postach - każdemu z nich należy się chwila chwały ;-)


Dziś zaczynam tę prezentację od lakieru, który był moim zdecydowanym pewniakiem, gdy tylko zobaczyłam pierwsze zdjęcia kolekcji. Bądźmy szczerzy - pudrowe róże są świetne, ale na wiosnę czy jakieś okazje, jak na przykład ślub. Latem przychodzi pora na neonowy power - a nic dla mnie nie krzyczy 'lato!' tak bardzo, jak intensywny róż. W kolekcji Adrenaline Rush znalazł się piękny odcień neonowego, chłodnego różu - Risky Behavior. Początkowo wydał mi się podobny do Beach Cruiser tej samej marki, ale po zestawieniu ich ze sobą okazało się, że Risky Behavior jest chłodniejszy, bardziej podszyty fioletem. Nie wiem, jak Orly to robi, ale nie tworzą nigdy identycznych lakierów - maniaczki wiedzą, jaką różnicę robi pół tonu w te czy we wte. ;-)


Nie dość, że kolor to istna petarda (uwierzcie, zdjęcia nie oddają jego intensywności - aparat szalał!), to jeszcze krycie tego lakieru to istne marzenie. Jedna warstwa. Powtarzam - jedna warstwa, bez białej bazy! Ja się dopatrzyłam malutkich niedociągnięć, wynikających z trzęsących się rąk, więc dołożyłam drugą, cieniutką, ale można się obejść bez tego. 
Risky Behavior ma gęstszą konsystencję niż inne lakiery tej marki, ale nie wpływa to na obniżenie komfortu malowania. Sprężysty pędzelek pozwala rozprowadzić lakier dokładnie, bez zalewania skórek. Wysycha szybko, do matu/satyny, więc jest idealną bazą pod zdobienia - ja na koniec jak zwykle dodałam warstwę Insta Dri.



Neonowy róż to jeden z pierwszych odcieni jakim zaczynałam malować paznokcie (jeszcze w czasach, kiedy nie bardzo było co malować), więc żeby zrobić to zdobienie jeszcze bardziej 'moim' dodałam stemplowy wzór sfiksowanych kotków z płytki VL-4, dostępnej na Aliexpress. Z każdym kolejnym jej użyciem mam coraz większą ochotę na jej zakup - z żadnej płytki, którą mam, nie korzystam tak często, jak z tej!

Jak Wam się podoba przyozdobiony kotami Risky Behavior? Który kolor mam pokazać jako następny - On The Edge, wibrujący granat czy Push The Limit, elektryzujący koral/pomarańcz? ;-)