niedziela, 24 stycznia 2016

PAZNOKCIE | 15 MINUTES OF FAME

Witajcie!

Wiedziałam, że lakiery żelkowe nie są dla mnie. Wiedziałam. Ale oczywiście nie pomogło mi to w "niechceniu" całej kolekcji Infamous od Orly, w której przecież żelkowe lakiery są aż dwa. Irytuję się więc przy malowaniu, ale maluję dalej, bo są ładne - logika lakieromaniaczki ;-)
 

Dzisiaj pod lupę, a w zasadzie pod reflektor (skoro trzymamy się motywu sławy) wędruje lakier 15 Minutes Of Fame. I od razu muszę zaznaczyć, żebyście nie sugerowali się zdjęciem na stronie, bo ten lakier NIE JEST różowy! Szkoda, bo szczerze mówiąc miałam nadzieję, że będzie. Ale nic to, czerwony też jest ładny. Zwłaszcza, że nie jest to taki typowy odcień czerwieni - trochę w niej pomarańczu, trochę różu, a do tego sporo w nim złotych drobinek, które też zmieniają odcień podstawowy bazy. 


Tak jak już wspomniałam na początku posta, 15 Minutes Of Fame to lakier o wykończeniu żelkowym, nieco szklistym. Nie kryje więc stuprocentowo, można nałożyć go na czerwoną bazę, żeby uzyskać głębszy efekt. Przy krótkich paznokciach krycie nie jest problemem, natomiast przy długich, chociażby takich jak moje, prześwitująca płytka paznokcia, zwłaszcza na wolnym brzegu, może irytować - w szczególności jeśli ktoś, tak jak ja, jest przyzwyczajony do lakierów kremowych. 
Żeby uzyskać takie krycie, jak zobaczycie na zdjęciach, potrzebne są dwie warstwy - i co zaskakujące, nakładało mi się je dość opornie. Pierwszą udało się nałożyć cieniutko, natomiast druga zachowywała się dosłownie jak żelek i od razu rozkładała się grubszą warstwą.

Nie pozostało to bez wpływu na czas schnięcia - pierwsza, cienka warstwa "do dotyku" była sucha po 2-3 minutach, ale w pełni wyschła po ok. 15, natomiast druga, pokryta następnie wzorem i topem, była miękka przez... około godzinę. Nigdy nie miałam lakieru z Orly, którego czas schnięcia byłby tak długi, więc obstawiam, że to niestety wina formuły żelkowej. Warto jednak pomęczyć się i uważać przez chwilę na paznokcie, bo efekt, jaki daje lakier (zwłaszcza w zdobieniu) jest tego warty.


Miałam przez chwilę ochotę pójść śladem Ani i dodać do lakieru białe, śnieżynkowe stemple żeby wpasować się w panującą aurę, ale stempel nijak nie chciał ze mną współpracować. Może to i dobrze - złapałam cieniutki pędzelek i domalowałam na trzech paznokciach białe, nieco abstrakcyjne esy-floresy ze złotymi akcentami i z efektu jestem zadowolona. Wyglądają nienachalnie, ale dość elegancko i tak sobie teraz myślę, że byłyby w sam raz na jakąś studniówkę ;-)


Wzór delikatnie się rozmazał pod topem Polishield, ale na żywo nie jest to w ogóle zauważalne - tylko takie zdjęcia jak to powyżej zdradzają maluteńkie smugi. ;-) 

To już któryś raz, jak mam 15 Minutes Of Fame na paznokciach, więc mogę od razu powiedzieć Wam też jak wygląda kwestia zmywania - domyślacie się zapewne, że nie przebiega zupełnie bezproblemowo. Sama baza rozpuszcza się szybko i nie sprawie kłopotów, natomiast oczywiście zatopione w niej drobinki wymagają uwagi - zdarza im się zostać gdzieś na paznokciach, zwłaszcza w okolicy skórek, natomiast nie trzeba do zmywania tego lakieru używać folii aluminiowej. 
 
 
Gdyby nie długie wysychanie i lekko prześwitujące końcówki, które działają na moje perfekcjonistyczne nerwy, z pewnością nosiłabym 15 Minutes Of Fame na paznokciach dużo częściej, bo kolor bardzo mi się podoba. Na pewno jednak, mimo wad, nie wrzucę tego lakieru na dno szuflady - jest na to zwyczajnie zbyt ładny ;-)
 
Jak Wam się podoba? Lubicie w ogóle lakiery o wykończeniu jelly?

piątek, 15 stycznia 2016

B. LOVES PLATES | B. A RAINDROP & B. A LILAC SWEATER - STAMPING POLISH

Witajcie! 

Kontynuuję swatchowanie i testowanie dla Was lakierów do stemplowania marki B. Loves Plates - tym razem wracamy do jesiennej, metalicznej kolekcji Let's Fall in Love. W jej skład wchodzi 6 lakierów o numerach od BLP17 do BLP22: ciemnoszary B. A Twilight, niebieski B. A Raindrop, zielony B. A Fairy Forest, fioletowy B. A Lilac Sweater, czerwony B. A Red Wine i pomarańczowy B. A Scary Pumpkin.

zdj. B. Loves Plates
Z okazji urodzin Ania wyposażyła moje zbiory w dwa kolejne lakiery spośród sześciu (recenzje poprzednich znajdziecie wyżej, kliknięcie w nazwy przeniesie Was do odpowiedniego posta) - B. A Raindrop i B. A Lilac Sweater. W dzisiejszym poście mam więc dla Was prezentację obu tych lakierów i oczywiście szybki test.


Technicznie mamy oczywiście do czynienia z dokładnie takim samym produktem jak zwykle, więc pozwolę sobie oszczędzić Wam szczegółów - na pewno dokładnie znacie już specyfikację tych buteleczek. ;-) Liczy się to, co w tych buteleczkach zostało zamknięte. W przypadku bohaterów dzisiejszego posta są to metaliczne lakiery dedykowane do stemplowania. Nie dajcie się jednak zmylić - są dobrze napigmentowane i zarazem na tyle płynne, że można spokojnie używać ich do normalnego malowania paznokci! Zwłaszcza ten okres karnawałowo-studniówkowy sprzyja takim błyskotkom, więc zamiast kupować drugi, identyczny lakier, spróbujcie pomalować paznokcie którymś z nich.



B. A Raindrop to jakby błękitna baza naładowana srebrnymi i ciemnoniebieskimi drobinkami, co sprawia, że lakier wygląda jak płynny metal. W rzeczywistości jest troszkę ciemniejszy, niż na powyższym zdjęciu (dobrze oddany jest na zdjęciu na samej górze posta). Jak każdy chyba metalik najlepiej wygląda na ciemnych lakierach bazowych - to one pozwalają mu niesamowicie błyszczeć. 
Wzór pokryty lakierem bez zarzutów przenosi się na stempel, a potem na paznokieć, ale przy czyszczeniu skórek i płytki drobinki mogą migrować, dlatego płytkę dobrze jest wytrzeć wacikiem nasączonym zmywaczem, pocierając w różnych kierunkach, a paznokieć zabezpieczyć warstwą lateksu czy bazy peel-off.

Jak sami widzicie - na białej bazie lakier wygląda dobrze, ale jednak zdecydowanie lepiej prezentuje się na czarnej. To chyba urok wszystkich metalików. Raczej nie polecałabym nakładać je na brokatową czy metaliczną bazę, bo mogą 'zginąć' - są troszkę egoistyczne i najbardziej lubią być jedyną gwiazdą show. ;-)





B. A Lilac Sweater to idealnie wrzosowy lakier ze srebrnymi drobinkami. Kiedy patrzę na zdjęcie z lewej nie mogę powstrzymać myśli, że wygląda jak żywa, iskrząca, płynna masa. A to tylko zbliżenie na zawartość buteleczki!
Tak jak w przypadku poprzednika czy innych metalicznych lakierów - trzeba pamiętać o zabezpieczeniu skórek i porządnym doczyszczeniu płytki, bo srebrne drobinki lubią zostawać na płytce, zwłaszcza w bardziej skomplikowanych, drobnych wzorach.



B. A Lilac Sweater na białej bazie wygląda całkiem dobrze, jak zwykły, fioletowy lakier. Oczywiście znów - na ciemnej nabiera mocy i pięknie lśni.

Moja zbieracza natura mówi mi, że pozostałe dwa odcienie też niedługo wpadną w moje ręce - co prawda nie mam zielonego pojęcia, kiedy i przede wszystkim co będę nimi stemplować (bo jak często sięga się po kolory w stemplowaniu?), ale chcę i już. Bo ładne.
Jeśli Wam również wpadły w oko, to cały set lakierów z jesiennej kolekcji dostępny jest na allegro w cenie 85,90 zł, natomiast pojedyncze lakiery kosztują 15,90 zł. ;-)

wtorek, 12 stycznia 2016

PAZNOKCIE | SCANDALOUS GLAM

Witajcie!

Chyba po raz pierwszy zdarzyło się tak, że kiedy na rynku pojawiła się nowa kolekcja lakierów, cała trafiła w moje ręce. Zazwyczaj ograniczałam się do wyboru jednego czy dwóch lakierów, tych, które podobały mi się najbardziej, ale tym razem po prostu nie mogłam. Zimowa kolekcja Infamous od Orly najpierw pojawiła się u mnie w postaci setu miniaturek, a potem od marki dostałam brakujące dwie buteleczki, więc pomału będę je wszystkie Wam pokazywać.


Zaczniemy od kremowego lakieru Scandal i brokatu Gossip Girl (czy tylko mi ten lakier przez nazwę kojarzy się z serialem?! ♥). Oba te lakiery mam w miniaturowej pojemności, ale wierzę, że ich właściwości w dużej buteleczce nie są inne.
Scandal to głęboko czerwony, wręcz burgundowy odcień z nutami maliny (w rzeczywistości nieco ciemniejszy niż na zdjęciach). Lakiery w tym kolorze zazwyczaj są wymagające - nie inaczej jest w tym przypadku. To klasyczny krem o średniej gęstości, do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy, trzeba jednak z nimi uważać i nakładać je równomiernie - w przeciwnym razie na paznokciach będzie widać różnice w odcieniu! Warto jednak się chwilę pobawić, bo Scandal na paznokciach prezentuje się bardzo klasycznie i elegancko. Przy zmywaniu nie barwi skórek, ale uwaga - może barwić płytkę paznokcia, zwłaszcza noszony dłużej!


W zdobieniu połączyłam Scandal z brokatem Gossip Girl, chociaż ten akurat brokat - ze względu na dobre krycie - można na paznokciach nosić solo. To przezroczysta baza z bardzo dużą ilością złotego i czerwonego shimmeru/pyłku - właśnie dzięki temu lakier kryje lepiej niż klasyczne brokaty i na paznokciach lśni jak szalony. W bazie zatopione są ponadto złote heksy/plastry miodu, które w czasie malowania rozkładają się nierównomiernie, ale nie zbijają się w grupy, jak było to w przypadku Turn It Up.


Oba te lakiery oczywiście sprawdziły się świetnie w świątecznych zdobieniach, ale dzisiaj chciałabym Wam pokazać, że nie tylko w okresie Bożego Narodzenia będą idealne. Bazą dla całego zdobienia jest oczywiście Scandal, do którego, jak już wspomniałam, dołożyłam brokatowy akcent Gossip Girl na paznokciach palców wskazującego i małego. Pozostałe paznokcie ozdobiły złote stemple, odbite lakierem B. A Golden Queen.


Wzoru, którego użyłam, możecie nie rozpoznawać - pochodzi z nowej płytki B. Loves Plates B.05 let it snow. O samej płytce jeszcze napiszę, ale teraz chciałam tylko zwrócić Waszą uwagę na fakt, że chociaż płytka jest stuprocentowo śnieżynkowa, można z jej wykorzystaniem zrobić zupełnie nie zimowe zdobienie. Wzór, który widzicie na dwóch paznokciach to fragment śnieżynki umieszczonej na środku płytki!

zdj. B. Loves Plates

Można? Można! Wszystko dzięki nowemu stemplowi - to zdobienie to moje pierwsze podejście do stempla typu Clear, czyli tego cuda, dzięki któremu można precyzyjnie trafiać z wzorami w wybrane miejsce na paznokciu. U mnie ta precyzja jeszcze nie jest stuprocentowa, ale kilka prób i mam nadzieję, że te wszystkie wzory, które wymagały idealnego wycelowania już nie będą moją zmorą.


Złoto i czerwień to bardzo klasyczne połączenie. Co powiecie na jego ujęcie w taki sposób? Jak podobają się Wam lakiery Orly? ;-)

piątek, 8 stycznia 2016

GOLDEN ROSE | PRODIGY GEL COLOUR 14

Witajcie!

Ostatni rok należał do hybryd - ta technika malowania paznokci przeniosła się z profesjonalnych salonów do domów i zdobyła niezwykłą popularność - prawie wszyscy zaczęli robić paznokcie hybrydowe na sobie czy znajomych. Nie mnie oceniać to zjawisko, natomiast nie mogę nie zauważyć, że natychmiast stało się ono również pożywką dla firm, które zaczęły wypuszczać sety do robienia hybryd czy lakiery, które miały imitować efekt hybrydowy bez konieczności użycia lampy. 

Mam swój ukochany top coat (który pomału jest coraz bardziej wypierany przez Polishield, ale o tym innym razem), który zasadniczo też daje mi efekt hybryd (chociaż nikt go tak nie reklamował), więc nie czułam potrzeby sprawdzania możliwości takich zestawów. Na Meet Beauty dostałyśmy jednak goodie bag od Golden Rose, w którym znalazł się duet Prodigy Gel Colour, więc postanowiłam sprawdzić, o co to całe zamieszanie. 


W skład zestawu wchodzi lakier kolorowy i żelowy top coat, który nie wymaga utwardzania go pod lampą. Proces malowania jest klasyczny - należy nałożyć dwie warstwy lakieru kolorowego, odczekać 2 minuty i nałożyć warstwę topu, po czym trzeba dać całości wyschnąć w naturalnym świetle. Producent obiecuje, że do zmycia nie będzie potrzebny aceton i namaczanie. 


Faktycznie, wszystkie opisane wyżej i obiecywane rzeczy znalazły swoje pokrycie w rzeczywistości. Lakier kolorowy jest dość gęsty i kremowy, więc dobrze kryje po nałożeniu dwóch warstw, nie robi prześwitów. Miejscami widać przebijające ciemniejsze punkty na paznokciach, tam, gdzie lakieru było mniej, ale może to być moja wina. Pierwsza warstwa schła dłużej, niż jestem przyzwyczajona, dałam jej ok. 15 minut i wtedy nakładałam kolejną - to już pierwszy, mały minus, bo robienie hybryd trwa krócej. Trzy warstwy (2 x kolor i 1 x top) były suche dość szybko, chociaż nigdzie nie znalazłam informacji, żeby top miał właściwości przyspieszające wysychanie. 


Jak dotąd wszystko brzmi dobrze. Ale tyle to oczywiście można uzyskać używając zwykłego lakieru i topu - najważniejszym wyznacznikiem jakości tego duo powinna być trwałość. Hybrydy można nosić ok. 2 tygodni, więc od tego zestawu oczekiwałam przynajmniej tygodniowej trwałości. Niestety, mocno się rozczarowałam. Dwa dni od aplikacji miałam już lekko starte końcówki, tak jakby ściągnięte przez top, trzeciego dnia zauważyłam, że wierzchnia, dotychczas pięknie lśniąca warstwa topu jest porysowana i na niektórych paznokciach zaczyna pękać. 
Oczywiście - ktoś powie, że to drobiazgi, że przecież lakier nie odprysł, nie ma ubytków. Faktycznie, nie ma. Ale od lakierów, które mają dawać efekt paznokci hybrydowych, oczekuję naprawdę niezawodnej trwałości. Zrozumiałabym, gdyby paznokcie były w tym stanie po tygodniu, ale nie po trzech dniach, zwłaszcza, że nie moczyłam rąk w wodzie i generalnie uważałam na paznokcie. 


Odcień, który testowałam, to 14 - piękna brzoskwinka, mój ulubiony kolor na paznokciach i nie tylko (widzicie to zresztą po wyglądzie bloga). Na paznokciach nosiłam ją z wielką przyjemnością, szkoda, że tak krótko. Nie ozdabiałam paznokci w żaden sposób, żeby nie wpływało to na trwałość lakieru, ale oczywiście taki kolor będzie dobrą bazą pod rozmaite zdobienia.


Odnoszę wrażenie, że użycie lakieru kolorowego z tego zestawu i jakiegokolwiek topcoatu dałoby dokładnie taki sam, albo może i lepszy efekt, podobnie jak zestawienie tego topu z innym lakierem kolorowym. Nie chcę kategorycznie twierdzić, że firmy żerują na naiwności ludzi, którzy chcą mieć hybrydy "po taniości", ale z pewnością etykieta imituje efekt paznokci hybrydowych jest niezłym chwytem reklamowym. 


Podsumowując - czy warto wydać na ten zestaw pieniądze? Nie. To ładny kolor i być może dobry top, ale wystarczy kupić dowolny lakier kolorowy (na przykład Golden Rose z serii Rich Color, uwielbiam!) i zwykły, dobry top coat, który da wam podobną trwałość i szklany połysk, przy odrobinie szczęścia na dłużej niż 4 dni - gwoli przypomnienia: lakiery Orly pod topem Sally Hansen noszę do 10 dni. 

Macie jakieś doświadczenia z tym zestawem? Jeśli tak, podzielcie się nimi w komentarzach - słyszałam mieszane opinie na temat tego duo ;-)

wtorek, 5 stycznia 2016

PAZNOKCIE | IT'S A BOY! IT'S A GIRL!

Witajcie!

W poprzednim poście pokazywałam Wam mały test lakieru B. A Blue Ocean i obiecałam prezentację go już na paznokciach. Dzisiejszy wpis jest więc realizacją tej obietnicy i przy okazji recenzją płytki, którą otrzymałam do recenzji od sklepu Lady Queen.


Hehe 055 to klasyczna, okrągła płytka o średnicy 5.5 cm. Jest cieńsza niż inne płytki, które mam, więc z doświadczenia wiem, że łatwiej się nią skaleczyć. Oczywiście pierwotnie zabezpieczona jest folią, którą przed użyciem należy zdjąć.
Trudno powiedzieć, czy to płytka z wzorami całopaznokciowymi czy pojedynczymi, bo na upartego - można próbować zmieścić kilka wzorów na jednym paznokciu jak i wykorzystać tylko jeden wzór, zwłaszcza z tych górnych. Składa się de facto z trzech części - na górze znajdziemy coś w rodzaju urodzinowych banerów? Girland? Wiecie, o co chodzi. Środkowa część to słodycze - muffiny, ciastka, donuty, lody... Mniam! Dolną część płytki zajmują malutkie zabawki, dziecięce wzorki. W ogóle muszę zauważyć, że cała płytka jest niezwykle słodka, dziecięca. 


Próbowałam odbijać wszystkie wzory - są dobrze wyżłobione, zostaje w nich odpowiednia ilość lakieru, który dobrze przenosi się na paznokcie przy użyciu stempla. Niby płytka idealna, ale... Miałam problem z tym, co z nią zrobić. Gdy w pierwszej chwili zobaczyłam te wzory byłam zachwycona - słodkie, urocze, super. Tylko w praktyce - ile mani można z nimi zrobić? 
Próbowałam girland - nawet na swoje urodziny. To nie było to - na płytce wyglądają fajnie, ale na jeden paznokieć przenoszą się raptem 2-3 trójkąty. Chciałam muffinek - odbiły się dobrze, pokolorowane wyglądały super, ale umieszczone na paznokciach pojedynczo były zbyt samotne. W końcu zdecydowałam się na dziecięce wzory z dolnej części - tę właśnie próbę Wam pokażę. 


Zaczęłam od nałożenia dwóch warstw białego, piegowatego lakieru bazowego od Smart Girls Get More. Nie pokryły płytki paznokcia idealnie, ale niedoskonałości zamaskowały stemple - wzory odbiłam lakierami B. Loves Plates - B. A Blue Ocean i B. A Sunset, ostatni etap to było nałożenie warstwy topu Polishield. 


Co prawda w mojej głowie powstało połączenie błękitnych i różowych stempli (wiecie, chłopiec i dziewczynka) no ale kiedy już zaczęłam stemplowanie koralem - nie było odwrotu ;-) Nie próbuję Wam tym zdobieniem przekazać żadnych ciążowych nowinek, co to, to nie - po prostu kiedy myślałam o tych uroczych, dziecięcych wzorach, takie połączenie wydawało się co najmniej odpowiednie ;-)


Mam nadzieję, że takie połączenie przypadnie Wam do gustu - mi się całkiem przyjemnie je nosiło ;-) Jeśli spodobała Wam się płytka, to znajdziecie ją tutaj - aktualnie kosztuje 2,09$; wpisując kod KELC15 zaoszczędzicie dodatkowo 15%.

piątek, 1 stycznia 2016

B. LOVES PLATES | B. A BLUE OCEAN - STAMPING POLISH

Witajcie w Nowym Roku!

Doszłam do wniosku, że skoro należę do Teamu B., to wypadałoby postarać się być wzorcową ambasadorką marki i pokazać Wam wszystkie produkty marki B. Loves Plates. No, przynajmniej wszystkie te, które posiadam. Dlatego bohaterem dzisiejszego posta będzie lakier należący jeszcze do letniej kolekcji My Perfect Summer - dostałam go od Ani na urodziny, ale jakoś jeszcze nie doczekał się premiery. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że stemple to nie tylko biały, czarny, srebrny i złoty lakier : D

zdj. B. Loves Plates
Dla przypomnienia - w skład kolekcji wchodzi 6 lakierów o numerach od BLP11 do BLP17 - błękitny B. A Blue Ocean, trawiasty zielony B. A Fresh Mojito, ciepły żółty B. A Sunshine, pomarańczowy B. A Juicy Tangerine oraz koralowo-czerwony B. A Sunset i fioletowy B. A Berry Smoothie. 
Dzisiaj zaprezentuje się przed Wami w szybkim teście B. A Blue Ocean - błękitny, kremowy lakier do stemplowania. 


W kwestii technicznej lakier nie różni się oczywiście niczym od innych lakierów z tej serii - charakterystyczna dla lakierów Colour Alike buteleczka zyskała naklejkę z tęczowym logo B. Loves Plates, a na dnie buteleczki znajduje się druga, z nazwą i numerem lakieru. 
B. A Blue Ocean to pastelowy, a zarazem intensywny odcień niebieskiego, ot taki paradoks. Jest bardzo dobrze napigmentowany i gęsty, więc dosłownie paseczek lakieru wystarczy, by pokryć cały wzór. Na paznokciu lakier odbija się matowo, podobnie jak inne lakiery z wakacyjnej kolekcji. 

Czas na test. Zmieniłam nieco jego warunki (dopasowałam do blogowych "standardów" :D), żeby lepiej było widać, jak lakier wypada na jasnej i ciemnej bazie. To, że kryje holograficzną, to już wiemy z poprzednich testów ;-)


Pół wzornika pokryłam białym lakierem, pół - czarnym. W ten sposób od razu widać, że i na jasnej, i na ciemnej bazie lakier odbija się świetnie i jest dobrze widoczny. Oczywiście widać małe niedociągnięcia, ale uznajmy, że to moja wina - w następnym poście pokażę Wam ten lakier w zdobieniu i zobaczycie, że odbija się bez zarzutu. Nie barwi skórek ani paznokci, nie sprawia problemów w zmywaniu. Powtórzę się, ale muszę po raz kolejny powiedzieć, że to stemplowy lakier idealny. 


Zapraszam na następny post, w którym pokażę B. A Blue Ocen w użyciu na paznokciach! A jeśli już wiecie, że chcecie ten lakier (albo inne z serii), to szukajcie ich tutaj; cała kolekcja kosztuje 79,90 zł, a pojedyncze lakiery 14,90 zł. 

Recenzje produktów B. Loves Plates, które mogą Was zainteresować: