poniedziałek, 21 marca 2016

PAZNOKCIE | FIRST DAY OF SPRING

Witajcie!

Podobno mamy wiosnę - przynajmniej tak wczoraj krzyczały powiadomienia na facebooku, a dziś w kalendarzu. Za oknem tego nie widzę, bo jest szaro i zimno, więc przynajmniej ponoszę sobie wiosnę na paznokciach - i to w podwójnym wydaniu.

Bohaterem dzisiejszego wpisu i główną gwiazdą na paznokciach jest lakier Orly Cheeky, pochodzący z wiosennej kolekcji Blush z 2014 r. To niezwykle uroczy, brzoskwiniowy lakier ze złotym shimmerem. Jest delikatnie ciepły, więc już nie mogę doczekać się noszenia go latem, na lekko opalonych dłoniach - będzie wyglądał bosko!


Chociaż Cheeky to nie jest zwykły lakier kremowy - baza jest nieco bardziej przezroczysta i rzadsza, niż w klasycznych kremach - to do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. Czas schnięcia mieści się w Orlikowej normie, chociaż lakier jest troszkę dłużej miękki - warto pokryć go szybkoschnącym topem, żeby gdzieś nie zahaczyć i nie zniszczyć sobie zdobienia. 
Złoty shimmer, pięknie połyskujący na paznokciach, jest bardzo drobny, więc równo rozkłada się na płytce i nie zbija w grupki, przez co nie sprawia problemów w malowaniu. Przy zmywaniu trzeba uważać, żeby bardzo nie pocierać wacikiem płytki, a "zsuwać" lakier, wtedy drobinki nie utkną na bokach paznokci. 



Chociaż Cheeky sam w sobie prezentuje się uroczo i wiosennie, postanowiłam dodać do niego coś jeszcze - drobny akcent wpasowujący się kolorystycznie i tematycznie. To złote naklejki od Lady Queen o numerze TY075. Czytając opis na stronie wydawało mi się, że będą to klasyczne naklejki wodne, jednak gdy otworzyłam przesyłkę okazało się, że to naklejki typu 3D, niewymagające wody. Dużo osób narzeka na problemy w aplikacji tego typu ozdób i krótką trwałość, ale ja jestem naprawdę zadowolona - nie muszę bawić się z wycinaniem wzorów, wodą i tak dalej, wystarczy, że pęsetą zdejmę wybrany wzór i przeniosę go na paznokieć. Klej na naklejce jest wystarczająco mocny, żeby dobrze się trzymała paznokcia - dopiero zmywacz poradził sobie z usunięciem ozdób pokrytych warstwą topu. Co ważne - top nie rozmazał złotych wzorów na wierzchu naklejki! 
Na jednym arkuszu znajduje się 50 naklejek w różnych rozmiarach i wzorach, dzięki czemu można stworzyć więcej niż jedno czy dwa zdobienia. Niestety, niektóre wzory występują na arkuszu czterokrotnie, niektóre tylko dwukrotnie, więc jeśli chcemy ozdobić po dwa paznokcie na każdej dłoni, naklejek może nie wystarczyć. 
Złote ozdoby 3D znajdziecie tutaj, aktualnie za 2,45$ (pamiętajcie o kodzie zniżkowym KELC15).



Jak się Wam podoba Cheeky w towarzystwie drobnych, złotych kwiatków? Wystarczająco wiosenny, żeby przegonić tę szarość za oknem? ;-)

niedziela, 13 marca 2016

PAZNOKCIE | SUBTLE AND BARE

Witajcie!

Są takie kolory w lakieromaniaczym świecie, w których trudno znaleźć ideał - dobrze kryjąca biel i czerń, odpowiednio napigmentowane neony, mięta czy baby blue, a także pasujący do karnacji, nie-trupi nude. Tego ostatniego bardzo długo szukałam i kiedy znalazłam OPI My Very First Knockwurst, myślałam, że nic lepszego trafić mi się nie może. Do czasu, aż trafił do mnie lakier Orly - Dare to Bare, pochodzący z kolekcji Blush (wiosna 2014).



Na zdjęciach wyszedł dużo jaśniejszy, niż w rzeczywistości -  w buteleczce to idealny kolor kawy z mlekiem czy kawowych lodów. To praktycznie ten sam kolor podstawowy, co My Very First Knockwurst, ale tamten ma różowe podtony, a Dare to Bare - brązowe. Kolor świetnie zgrywa się z moją bardzo jasną, neutralną karnacją, nie daje efektu 'dłoni manekina', a nałożony solo - w ogóle nie rzuca się w oczy.

Zazwyczaj problemem w przypadku cielistych lakierów jest krycie - Dare to Bare nie różni się w tym względzie od innych kremowych lakierów Orly: do pełnego krycia potrzebne są dwie warstwy. Ja nakładam zazwyczaj jedną zupełnie cienką i jedną odrobinę grubszą, dzięki temu lakier równo rozkłada się na płytce i ukrywa jej niedoskonałości. 


Wybaczcie stan moich skórek - źle znoszą zimo-wiosnę :<
 Lakier solo na paznokciach prezentuje się bardzo dobrze - 'czysto' i estetycznie, ale ja chciałam odrobinę zamieszać, więc dodałam do niego białe stemple lakierem B. a Snow White. Wzór pochodzi z płytki  BP-28, a do odbicia go używałam stempla tylu Crystal Clear - niedługo napiszę Wam o tym wynalazku, bo mam do porównania ten sam produkt dwóch różnych firm ;-)
Całość jak zwykle pokryłam warstwą Sally Hansen Insta Dri - wiecie, że mam słabość do szklanego wykończenia. 

Jak podoba Wam się Dare to Bare? Nosicie w ogóle paznokcie nude, czy jednak wolicie kolory?

środa, 2 marca 2016

ORLY | FRENEMY

Witajcie!

Całkiem niedawno pokazywałam Wam czerwony lakier o wykończeniu typu jelly - Orly 15 Minutes of Fame - i pisałam wtedy, że nie przepadam za lakierami o tym wykończeniu. Ale jak można nie być fanem takiego mikrokosmosu w buteleczce, jakim jest Frenemy? No nie można! Noszę go aktualnie na paznokciach już któryś raz i sama się dziwię, dlaczego jeszcze Wam o nim nie napisałam. Nadrabiam!


Wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z czarną baza i srebrnymi drobinkami. Nic bardziej mylnego - Frenemy, pochodzący z zimowej kolekcji Orly Infamous, to grafitowa baza, która w słabym świetle faktycznie może wydawać się czarna, a drobinki mienią się na dosłownie wszystkie kolory tęczy - przeważa róż, jest ciemna zieleń, widać też przebłyski niebieskiego i złotego. Drobinki rozkładają się w czasie malowania równo, nie zbijają się w grudki i nie trzeba ich wyławiać z butelki.


Konsystencja lakieru jest dość rzadka, emalia nie ciągnie się i rozkłada równo na płytce, nie tworząc glutków. Frenemy, w przeciwieństwie do 15 Minutes Of Fame nie dość, że nie sprawia problemów w aplikacji, to jeszcze dużo lepiej kryje - do pełnego krycia, jakie zobaczycie na zdjęciach, wystarczą dwie cienkie warstwy, które - nawiasem mówiąc - schną o wiele szybciej niż we wspomnianym czerwonym żelku. Lakieru na końcówkach paznokcia jest siłą rzeczy najmniej, więc to właśnie tam będzie widać ewentualne prześwity i to właśnie po końcówkach najlepiej będzie widać "znoszenie" lakieru - u mnie pierwsze starcia pojawiły się po 3 dniach noszenia, ale nie były na tyle widoczne, żebym musiała zmyć lakier. 



Frenemy to ozdoba sama w sobie, więc już teraz, po kilku dniach od malowania, widzę, że chyba przesadziłam z dodaniem do niego mini-zdobienia. W zamierzeniu te złote, czerwone i turkusowe kropki miały imitować kamienie szlachetne - gdybym miała jakieś kryształki w swoich ozdóbkowych zbiorach, pewnie dodałabym je na kilku paznokciach, a przecież lakier sam w sobie jest naprawdę wyjątkowy i ładny. Nic to, następnym razem zostawię Frenemy solo - i tak zwraca na siebie uwagę :)


Pod postem o 15 Minutes Of Fame znalazło się kilka komentarzy, że nie lubicie żelkowych lakierów i nie tolerujecie prześwitów. A co powiecie na takiego gagatka - kryjącego żelka z drobinkami? Mnie kupił! : )